Bartosz Bochno: - Nie gram dla statystyk, ale dla drużyny

Joachim Przybył
Bartosz Bochno dobrze radzi sobie w defensywie.
Bartosz Bochno dobrze radzi sobie w defensywie. archiwum
Wiele osób podchodziło do mnie z dystansem, ale w ostatnim sezonie pokazałem, że zasługuję na szansę i cierpliwość - mówi nowy obrońca Polskiego Cukru Toruń.

Byłeś zaskoczony ofertą z Torunia?

Zaraz po sezonie pojawiły się pierwsze spekulacje na ten temat. Klub jednak długo się nie odzywał, praktycznie dopiero jakieś dwa tygodnie temu Polski Cukier złożył mi ofertę. To było miłe zaskoczenie. Dogadaliśmy się bardzo szybko i rozmowy już są sfinalizowane.

Rok temu odprawiono cię z kwitkiem w Toruniu, gdy drużyna znalazła się w TBL. Teraz masz okazję udowodnić, że to był błąd.

Było mi szkoda, że musiałem wtedy odchodzić z Torunia. Zżyłem się z drużyną, ludźmi, którzy pracowali w klubie, także z kibicami miałem dobry kontakt. Jestem koszykarzem, który gra sercem i poświęca się drużynie. Było mi smutno, ale takie jest sportowe życie. Koszykówka to biznes i to czasami od tej złej strony, nie zawsze sportowe czynniki decydują o naszej przyszłości. Uznałem jednak, że tak musiało być i nic nie dzieje się bez przyczyny. Nigdy nie lubiłem gdybania, żyję chwilą i koncentruję się na tym, co ma przynieść następny dzień.

Rozstanie z Polskim Cukrem rzeczywiście otworzyło ci nowe możliwości. Sezon w Polpharmie miałeś bardzo dobry, może nawet przełomowy w karierze?

Dla wielu osób była to niespodzianka, ale nie dla mnie. Wiem, że nie jestem często doceniany, ale przepracowałem bardzo solidnie młodzieńcze lata w koszykówce. Miałem przyjemność współpracować z dobrymi trenerami, którzy nauczyli mnie podstaw. Najpierw był przez trzy lata Saso Filipovski, potem Andriej Urlep, Jacek Winnicki. Wychowywałem się w Zgorzelcu, gdzie drużyna walczyła o wysokie cele w lidze. Wiele zyskałem na rywalizacji i wspólnych treningach z koszykarzami europejskiej klasy, jak Thomasem Kelatim czy Davidem Loganem. Potem trafiłem do Wrocławia, ale miałem mniej szczęścia. Klub nie dostał licencji, a ja wylądowałem w II lidze. Kariera wyhamowała, ale tak widocznie musiało być.

W Starogardzie udowodniłeś, że w TBL jest dla ciebie miejsce.

Po podpisaniu kontraktu z Polpharmą powiedziałem sobie, że nic nie muszę nikomu udowadniać, bo wiem, ile pracy włożyłem w siebie i co potrafią. Cały czas staram się doskonalić swoje umiejętności, ciężko nad sobą pracuję. Wiele osób podchodziło do mnie z dystansem, ale w ostatnim sezonie pokazałem, że zasługuję na szansę i cierpliwość. Potrzebowałem czasu i okazji, żeby udowodnić na co mnie stać. To był fajny sezon, dużo się działo. W klubie nie było może za kolorowo, ale to było dla mnie kolejne dobre doświadczenie.

Teraz znowu trafiłeś do drużyny, która ma walczyć o ambitne cele. Nie obawiasz się, że znowu utkniesz na ławce?

Gdybym nie wierzył, że dam radę, to bym się nie zdecydował. Jedyne co mogę sobie zarzucić to fakt, że bywam czasami aż za bardzo ambitny, jestem maksymalistą. Życie pisze różne scenariusze, raz jest z górki, raz pod górkę, ale czuję, że to może być mój czas. Nie jestem streetballowcem, lubię koszykówkę uporządkowaną i systemową. To sport drużynowy i trzeba wiele klocków, żeby to wszystko pasowało na parkiecie. Wierzę, że mogę być takim ważnym elementem Polskiego Cukru. Nigdy nie forsowałem gry pod siebie, dla mnie najważniejsze jest dobro zespołu. Chcę grać na jak najwyższym poziomie, ale największą radością są zwycięstwa zespołu. Odnajduję się w takiej strategii i potrafię walczyć o swoją rolę na parkiecie.

Solidna obrona i świetna skuteczność z dystansu - to twoje doskonale znane atuty. Czego jeszcze możemy spodziewać się po Bartoszu Bochno w najbliższym sezonie?

Cały czas staram się rozwijać swój wachlarz umiejętności. Przylgnęła do mnie łatka, że dobrze bronię i rzucam z rogu za trzy. W tym sezonie pokazałem, że w ofensywie potrafię dużo więcej. Oczywiście, lubię angażować się w defensywę, dobrze czuję się w szybkim ataku. Poprawiłem korzystanie zasłon, cały czas pracuje nad atrybutami typowego rzucającego, wszechstronnością, pick and rollami. Ostatni sezon dał mi mnóstwo doświadczenia i ogrania. Mam nadzieję, że w Toruniu będę mógł to wszystko wykorzystać.

Podobno polscy gracze mogę teraz przebierać w ofertach i zarabiają rekordowe pieniądze. Dlaczego wybrałeś Polski Cukier?

Nie jestem jakimś wielkim krezusem, choć każdy chce być doceniany. Koszykówka to także interesy, zawodnik chce zarabiać jak najwięcej, klub chce płacić jak najmniej. Uważam, że jeśli ktoś dobrze gra i daje dużo drużynie, to powinien zarabiać dobre pieniądze. Tym bardziej, że zawodowa kariera nie trwa długo. Grałem we Wrocławiu z 42-letnim Adamem Wójcikiem, ale to rekordzista. Teraz miałem kilka ofert. Pieniądze też były ważne, ale liczyło się, że Polski Cukier to klub i drużyna ambicjami. Ważna była moja przeszłość, w Toruniu urodziła mi się córka i jestem sentymentalnie związany z miastem, poznałem tu mnóstwo fajnych ludzi. Dla mnie było ważne, żebyśmy z rodziną dobrze czuli się w nowym miejscu.

Wspomniałeś o jednym sezonie pracy z trenerem Winnickim. Jaki to szkoleniowiec?

Bardzo go cenię, zdobyliśmy razem wicemistrzostwo Polski w Zgorzelcu. Uważam, że także teraz czeka nas ciekawy sezon. Jedno jest pewne: lekko nie będzie, bo trener Winnicki lubi ciężką pracę na treningach.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie