W najnowszej historii Bydgoszczy był tylko jeden taki marzec. Strajk chłopski na ul. Dworcowej i wydarzenia po przerwanej sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej sprawiły, że już wtedy władze mogły wprowadzić stan wojenny.

19 marca 1981 r. odbywała się sesja WRN. W obradach uczestniczyła zaproszona grupa działaczy NSZZ "Solidarność" i strajkujących od 16 marca rolników. Liczyli, że będą mogli wziąć udział w debacie dotyczącej gospodarki żywnościowej i chłopskiego ruchu związkowego. Jednak obrady zostały przerwane. W ocenie związkowców była to manipulacja, która miała uniemożliwić im zabranie głosu. Większość uczestników opuściła salę, pozostała delegacja "S" i grupa radnych.
Jan Rulewski, wtedy przewodniczący Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ "S" w Bydgoszczy po latach mówił: - Pozostaliśmy oszukani, sponiewierani, ośmieszeni...
Wieczorem interweniowało ZOMO i SB. Obrażenia odnieśli: Jan Rulewski, Michał Bartoszcze i Mariusz Łabentowicz, członek MKZ. Cała trójka trafiła do szpitala.

20 marca, od rana, na ówczesnej ul. Marchlewskiego (obecnie ul. Stary Port), pod siedzibą MKZ kłębił się tłum ludzi. Na balkonie pojawił się Lech Wałęsa, przewodniczący NSZZ "S".
- Żądał ukarania winnych, zagroził ogólnopolskim strajkiem generalnym. Tłum był pełen wzburzenia, chęci odwetu – wspominał Roman Kotzbach, wtedy szef KZ NSZZ "S" w Akademii Medycznej w Bydgoszczy .

Przez dwa dni w Domu Kultury ZNTK przy ul. Zygmunta Augusta trwały, momentami bardzo dramatyczne, nadzwyczajne obrady Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ "S". Władze związku zagroziły, że w razie nieujawnienia sprawców pobicia działaczy, ogłoszą strajk generalny.
27 marca w całym kraju doszło do czterogodzinnego strajku ostrzegawczego. Po trwających wiele dni rozmowach z rządem 30 marca doszło do podpisania tzw. porozumienia warszawskiego. Władza uznała, że w Bydgoszczy doszło do naruszenia prawa. Dzień później KKP "S" odwołała strajk generalny.
