Bydgoskie korporacje taxi podniosły ceny. Słupkowi idą po bandzie, a Bolt po kosztach

Sławomir Bobbe
Sławomir Bobbe
Rosnące ceny paliwa zmuszają taksówkarzy do podnoszenia stawek za przejazdy.
Rosnące ceny paliwa zmuszają taksówkarzy do podnoszenia stawek za przejazdy. Dariusz Bloch
W bydgoskich taksówkach podwyżki. Mniej lub bardziej oficjalnie ceny podniesiono w korporacjach, taksówkarze "słupkowi" również jeżdżą za inne stawki. U niektórych dojazd z dworca kolejowego do Centrum Onkologii może kosztować... 90 złotych. W jedną stronę. W Bolcie chcą zakładać związki zawodowe.

Zobacz wideo: Zimowe atrakcje Bydgoszczy w sezonie 2021/2022

Bydgoskie korporacje podniosły ceny za przewóz. Po cichu, żeby nie denerwować pasażerów, którym zawsze jest za drogo. - Jednak podwyżka i tak niewiele zmienia, bo ceny paliwa poszybowały strasznie - mówi nasz Czytelnik, bydgoski taksówkarz.

To Cię może też zainteresować

- Najgorsze jest to, że ciągle "zbieramy" za tych, co stoją na przykład przy dworcu. Można ludziom mówić i ostrzegać, żeby uważali w takich miejscach jak dworce czy lotniska i sprawdzali, gdzie wsiadają i co jest napisane na bocznej szybie. Dyszka za trzaśnięcie drzwiami? Proszę bardzo. 8 złotych za pierwszy kilometr? Czemu nie. 5 złotych za każdy następny? - oczywiście. Niedawno wiozłem panią, która do Bydgoszczy przyjechała do Centrum Onkologii. Za kurs do CO spod dworca wcześniej skasowano ją na 90 złotych, gdzie powinna zapłacić około 40. Za dojazd na PKS niektórzy żądają 50 złotych - mówi bydgoszczanin.

Z kolei w korporacjach za każdy kilometr trzeba zapłacić niekiedy nawet 2,6 złotego za kilometr, jeszcze niedawno oczekiwano 2,2. Te korporacje, które pozostały na tym poziomie od razu, na drzwiach zaznaczają, że pobierają złotówkę "opłaty dodatkowej", za co? Nie wiadomo. Więcej kosztuje też godzina postoju, jeszcze niedawno było to 30 złotych, dziś na bocznych drzwiach na cenniku widać już 33 złote.

- Bywa jednak i tak, że znajduje się tam na przykład koszt 90 złotych. Taki taksówkarz uwielbia korki na ul. Fordońskiej, więcej mu bije taksometr za postój niż za przejechane kilometry - komentuje nasz rozmówca.

Taksówkarz podkreśla, że horrendalne ceny w niektórych taksówkach tak naprawdę nikogo nie obchodzą poza tymi, którzy zostali "oskubani". Problemem nie zajmuje się ani Urząd Miar ani Wydział Uprawnień Komunikacyjnych bydgoskiego ratusza.

Biznes taxi jest coraz trudniejszy, koszty paliwa i serwisu dobijają kierowców. Dotyczy to również przewoźników spod znaku Bolta, których w Bydgoszczy nie brakuje. W mediach społecznościowych skupiających kierowców jeżdżących dla tej "apki" wrze. Ci, którzy pracują są wściekli, bo Bolt ostro gra o pozycję lidera pod względem kosztów przejazdu. O ile klienci, zwłaszcza gdy dysponują rozdawanymi szeroko kodami zniżkowymi mogą liczyć na tani przejazd, to dla wielu kierowców praca przestaje być opłacalna. Coraz wyższe prowizje dla aplikacji, rosnące ceny benzyny i serwisowania pojazdu sprawiają, że na "apce" zostają głównie studenci i obcokrajowcy, którzy spędzają w aucie cały dzień.

O ile wcześniej to kierowcy Bolta śmiali się z taksówkarzy, którzy okupowali postoje podczas gdy oni jeździli, teraz z konkurencji jeżdżącej za głodowe stawki śmieją się taksówkarze, oni jeżdżą rzadziej, a zarabiają lepiej.

- Kiedyś można było liczyć na tak zwane mnożniki albo nieco wyższe stawki w niedziele, dziś właściwie tego nie ma. Kierowcy na Bolcie mieli też różne tak zwane kampanie - na przykład za zrobienie iluś kursów w ciągu określonego czasu wpadała premia. Dziś o mnożnikach czy kampaniach w Bydgoszczy można pomarzyć. Dla Bolta nie liczą się kierowcy, mają jeździć za grosze, żeby klienci za grosze mogli zamawiać kursy - mówi jeden z kierowców.

Bydgoskim taksówkarzom nie tylko rosnące ceny benzyny dają się we znaki. Wielu nie wytrzymało na rynku w czasie obostrzeń związanych z pandemią. Najgorsze co mogłoby się zdarzyć to kolejne zamknięcie gospodarki, głównie gastronomii i kultury, bo to one w znacznej mierze "karmią" branżę.

- Może ktoś pomoże nam kierowcom w założeniu czegoś na kształt związków zawodowych, które w naszym imieniu będą walczyły o nasze prawa, przywileje, ograniczenie jawnego wyzysku.(...)W 2017 roku po odliczeniu wszystkich kosztów zarabiałem 11,50 zł za godzinę, teraz doszedłem do 9.02 zł za godzinę (warto zauważyć, że to poniżej minimalnej stawki godzinowej za pracę - red.) - alarmuje jeden z kierowców aplikacji wzywając do organizowania się.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Bydgoskie korporacje taxi podniosły ceny. Słupkowi idą po bandzie, a Bolt po kosztach - Express Bydgoski

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
26 listopada, 10:13, Gość:

To co Państwo napisali o nabieraniu klientów jest święta prawdą.

Para lat temu za kurs z dworca PKP do 3 Maja zapłaciłem 35 złotych.

Za kurs z Wyżyn do Jagielońskiej - 50 zotych. Oba przejazdy w dzień powszechny około godziny 11 w ciągu dnia.

Od tegu czasu przestałem jeżdzić taksówkami.

Na postoju przed dworcem PKP wystarczyłoby postawić duże ogłoszenie porównujące koszty przejazdu prywatnymi taksówkami i tymi ze spółdzielni.

26 listopada, 11:39, Gość:

Gdybyś miał chociaż troszkę oleju w głowie to byś się nauczył odróżniać korporacyjną taksówkę pod dworcem od niekorporacyjnej, i pod dworcem byś mógł wsiadać w te korporacyjne które stoją w rzędzie trochę dalej niż te tzw. "berety", ale niestety przyswajanie tak prostych informacji jest poza twoim zasięgiem.... przykre!

Mój drogi,

Gdybym mieszkał w Polsce to na pewno bym wiedział.

Niestety wyjechałem ponad 40 lat temu gdy byly taksówki tylko jednego rodzaju.

Bardzo łatwo jest dawać "dobre rady" zamiast zajmować sie problemem.

G
Gość
26 listopada, 10:13, Gość:

To co Państwo napisali o nabieraniu klientów jest święta prawdą.

Para lat temu za kurs z dworca PKP do 3 Maja zapłaciłem 35 złotych.

Za kurs z Wyżyn do Jagielońskiej - 50 zotych. Oba przejazdy w dzień powszechny około godziny 11 w ciągu dnia.

Od tegu czasu przestałem jeżdzić taksówkami.

Na postoju przed dworcem PKP wystarczyłoby postawić duże ogłoszenie porównujące koszty przejazdu prywatnymi taksówkami i tymi ze spółdzielni.

Gdybyś miał chociaż troszkę oleju w głowie to byś się nauczył odróżniać korporacyjną taksówkę pod dworcem od niekorporacyjnej, i pod dworcem byś mógł wsiadać w te korporacyjne które stoją w rzędzie trochę dalej niż te tzw. "berety", ale niestety przyswajanie tak prostych informacji jest poza twoim zasięgiem.... przykre!

G
Gość
To co Państwo napisali o nabieraniu klientów jest święta prawdą.

Para lat temu za kurs z dworca PKP do 3 Maja zapłaciłem 35 złotych.

Za kurs z Wyżyn do Jagielońskiej - 50 zotych. Oba przejazdy w dzień powszechny około godziny 11 w ciągu dnia.

Od tegu czasu przestałem jeżdzić taksówkami.

Na postoju przed dworcem PKP wystarczyłoby postawić duże ogłoszenie porównujące koszty przejazdu prywatnymi taksówkami i tymi ze spółdzielni.
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie