Przed świętami informowaliśmy, że prezydent Konstanty Dombrowicz oznajmił, iż możliwe jest utworzenie metropolii bez Torunia. Tylko przez samą Bydgoszcz i okoliczne miejscowości.
Nie ma innej drogi
Taka postawa, oceniania przez niektórych jako wstęp do kampanii wyborczej prezydenta Bydgoszczy, dziwi władze Torunia. - Nie ma innej drogi jak współpraca - mówi Rafał Pietrucień, wiceprezydent Torunia. - Ze wszystkich analiz, jakie przeprowadziliśmy wynika, że metropolia ma szanse powodzenia tylko, gdy będą w niej nasze dwa miasta. Zresztą, takie rozwiązanie wynika z dotychczasowych wspólnych działań Torunia i Bydgoszczy.
Rzeczywiście do tej pory obu miastom udało się porozumieć w sprawie kilku ważnych, wspólnych przedsięwzięć m.in. budowie spalarni śmieci, czy kolei BiT-City.
- Tu już chyba odwrotu nie ma, prace trwają - mówi Pietrucień. - Poza tym należy pamiętać, że razem mamy większe szanse na zwiększenie konkurencyjności. A przecież właśnie dlatego chcemy tworzyć metropolię.
Nieformalna, ale jest
Podobnego zdania są niektórzy torunianie, którzy nie wyobrażają sobie, aby to Bydgoszcz sama miała tworzyć metropolię.
- To absurdalny pomysł - mówi Stanisław Podwojewski. - Władze naszych miast powinny zdać sobie sprawę, że torunianie i bydgoszczanie, mimo niechęci, są bliskimi sąsiadami. Pracują w jednym mieście, na zakupy jadą do drugiego. Tak naprawdę od kilku lat nieformalnie mamy metropolię.
Nie brakuje też głosów nieprzychylnych pomysłowi tworzenia metropolii.
- Będzie z tego więcej kłótni niż pożytku - uważa Barbara Janiszewska. - Przecież najwięcej oburzenia wywołuje pytanie, kto będzie rządził? Dobro nas, mieszkańców, chyba jest na drugim planie.