Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Bydgoszczanie skarżą się na trudne warunki mieszkaniowe. Zaczęło się od... chlewików

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
- Nie mamy gdzie przechowywać opału, zapraw, innych rzeczy, które byłyby w piwnicy, odkąd chlewiki nam zlikwidowano. To dlatego część trzymamy w mieszkaniach - mówi pan Artur.
- Nie mamy gdzie przechowywać opału, zapraw, innych rzeczy, które byłyby w piwnicy, odkąd chlewiki nam zlikwidowano. To dlatego część trzymamy w mieszkaniach - mówi pan Artur. Tomasz Czachorowski
- Część z nas zrezygnowała z palenia węglem i zainstalowała ogrzewanie gazowe. Nie dlatego, że nowocześnie. Dlatego, że nie mamy gdzie przechowywać opału, odkąd chlewiki zlikwidowano - mówi pan Artur.

Zobacz wideo: Bydgoskie wodociągi mają już ponad 120 lat!

Uciążliwe jest nie mieć piwnicy, komórki lokatorskiej, pomieszczenia gospodarczego czy jak to tam jeszcze zwał. Tym większy z tym problem, jak masz tylko 28-metrowe mieszkanie. Pan Artur z bydgoskich Bartodziejów coś o tym wie.

Był 2013 rok. - Kupiłem mieszkanie w kamienicy, w której mieszka sześć rodzin - wspomina mężczyzna. - Pięć mieszkań należy do wspólnoty mieszkaniowej, ostatnie nie zostało wykupione. Stanowi własność gminy. Każdy sąsiad miał pomieszczenie gospodarcze. Te komórki znajdowały się na zewnątrz, zastępowały piwnice. Potocznie nazwaliśmy je chlewikami, chociaż świń nigdy nie hodowaliśmy.

Istne świństwo

To, co jednak później zrobiono lokatorom, to świństwo, uważa czytelnik. - W chlewiku trzymałem maszyny, narzędzia i urządzenia - wymienia. - Pracowałem w rozmaitych zawodach. W każdym przydawały się inne sprzęty. Każdy fachowiec powinien mieć swoje narzędzia, więc je kupowałem. Nagromadziło mi się ich. Chlewik je pomieścił.

Inni w przydomowych komórkach trzymali przykładowo weki. Zaprawiali co sezon, rok do roku. Nie tylko kompoty. Ogórki czy cukinie też robili. Potem pyszności w słoikach rozdawali swoim bliskim. Choćby na prezent albo i bez powodu. Pozostałe zaprawy przechowywali w chlewikach. Przestali robić kompoty na zimę, bo nie da się trzymać zapasów w mieszkaniu. A chlewiki zlikwidowano.

- W 2016 roku pojawiła się informacja, że chlewiki nadają się do kasacji - opowiada pan Artur. - Taka była decyzja administracji. Komórki liczyły co najmniej kilkadziesiąt lat. Remont by ich już nie uratował. Wiedzieliśmy o tym. Zgodziliśmy się na rozbiórkę tym bardziej, że w ich miejscu za dwa, góra trzy miesiące, miały powstać garaże-blaszaki. Niekoniecznie na samochody, ale na te nasze wszystkie skarby piwniczne. Tak twierdził zarząd wspólnoty.

Sama wyprowadzka

Nasz rozmówca kontynuuje: - Wszyscy z kamienicy dostaliśmy pisma z ratusza, że w ciągu dwóch tygodni mamy opróżnić pomieszczenia gospodarcze. Żaden kłopot zorganizować przeprowadzkę, ale tutaj chodziło o wyprowadzkę donikąd. Mieliśmy wynieść dobytki, ale nie mieliśmy już ich gdzie składować.

Lokatorom nie wskazano pomieszczeń zastępczych. - Na moich 28 metrach nie jestem w stanie pomieścić arsenału. Narzędzia popakowałem w skrzynki i worki. Zawiozłem na przechowanie do rodziny i znajomych. Za jakieś trzy miesiące obiecałem ponownie się po nie zjawić.

Nie zjawił się. - Nie doczekaliśmy się blaszaków - wzdycha bydgoszczanin. - Talerze, garnki i szklanki trzymam obok narzędzi. To ze względu na brak miejsca.

Całe życie majsterkował. Na emeryturze ma więcej czasu, żeby tym się zająć, ale warunków brak. - Tak nie powinno się żyć w XXI wieku.

Likwidacja chlewików wymusiła inwestycje. - Część z nas zrezygnowała z palenia węglem i zainstalowała ogrzewanie gazowe - dodaje pan Artur. - Nie dlatego, że chcemy palić ekonomicznie i czysto, znaczy: nowocześnie. Powód jest prozaiczny. Nie mamy gdzie przechowywać opału, odkąd chlewiki zlikwidowano.
Kwestia ziemi

Okazuje się, że kwestia gruntu się kłania.

- W grudniu 2017 roku, ze względu na zły stan techniczny, zostały rozebrane gminne pomieszczenia gospodarcze. Były one posadowione na terenie gminnym, przyległym do wspólnoty mieszkaniowej - tłumaczy Magdalena Marszałek, rzecznik Administracji Domów Miejskich, zarządzającej budynkami gminnymi w Bydgoszczy. - Po rozbiórce wspólnota mieszkaniowa zaplanowała w to miejsce postawić nowe pomieszczenia gospodarcze typu garażowego. W związku z powyższym, w styczniu 2020 wystosowała do właściciela terenu pismo z prośbą o zgodę na realizację, które spotkało się z odmową. Nie rezygnując ze swoich zamierzeń, w grudniu 2020 roku wspólnota podjęła uchwałę o nabycie gruntu. Wydział Mienia i Geodezji Urzędu Miasta Bydgoszczy, w kompetencji którego leży zbycie nieruchomości gminnych, wszczął postępowanie zmierzające do sprzedaży rzeczonego terenu. Po sfinalizowaniu zakupu gruntu, możliwa będzie realizacja planowanej inwestycji.

Bydgoski ratusz wyjaśnia: - Wydział Mienia i Geodezji czeka na opinię z Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. Ta ma określić zakres oraz tryb sprzedaży gruntu pod pomieszczenia gospodarcze. Po uzyskaniu opinii, w drodze przetargu zostanie wyłoniona oferta na wycenę gruntu. Procedury są długotrwałe, a uchwała była podjęta w grudniu 2020.

Przymusowa zmiana adresu

Nie tylko mieszkańcy kamienicy na Bartodziejach mają zmartwienie. Niektórym jeszcze gorzej. Bank wykupił w bydgoskiej kamienicy wszystkie mieszkania należące do miasta, więc rodziny musiały się przeprowadzić.- Wysiedlili nas bez naszej zgody - żaliła się 83-latka, matka schorowanej córki. - Miasto obiecało nam lokal do zamieszkania, a dało do remontu. Czekamy na podłączenie ciepłej wody. Teraz mamy tylko zimną i to jedynie w kuchni. W łazience w ogóle woda nie leci. Nie ma czym spłukiwać w ubikacji.

Lipno: kobieta z partnerem i czwórką dzieci zajmowali dwie klitki, łącznie 27 metrów. Córka ma astmę i alergie, jeden chłopiec ADHD, drugi inne przypadłości i choróbska. Wszyscy leczą się u specjalistów. Dzieciaki zapytano o marzenia. Czterokrotnie padła odpowiedź: - Łazienka.

Gliniana chata

Izdebka w glinianej chacie duża trzy na cztery kroki. W niej m.in. kopcąca westfalka i żyrandol, który skorodował, bo od dawna nie świecił. A nie świecił, wszak prądu nie ma. Wody zresztą tak samo nie. - Bierzemy ją od sąsiadów. Myjemy się w misce albo u znajomych. Ludzie nam raczej pomagają, chociaż niektórzy szyderują - mówił mężczyzna, który izdebkę zajmował po połowie z siostrą.

- Z chorymi umysłowo i fizycznie braćmi zostałam ja z moim synem oraz mój tata - opowiadała mieszkanka wsi między Bydgoszczą a Solcem Kujawskim w powiecie bydgoskim. Przy braciach trzeba było robić wszystko. Umyć, ubrać, dać jedzenie i picie, posprzątać po nich. Rodzina zajmowała 32 metry.

Na zdrowie

Historia spod Kowalewa Pomorskiego z powiatu golubsko-dobrzyńskiego. Żona i mąż wychowywali troje dorosłych niepełnosprawnych dzieci. Za łazienkę służyła duża miska. - Założyliśmy bieżącą wodę. Przy studni była pompka, co ledwo pompowała - wyjaśniał senior. - Na zrobienie wody wziąłem pożyczkę. Spłaciliśmy ją, ale trzeba było zaoszczędzić na jedzeniu, żeby oddać raty.

Rury do piecyka wyglądały, jak z horroru. Starszy pan robił wszystko, żeby zimno przez ściany nie uciekało. - Daj nam, Panie Boże, tylko zdrówko - życzył sobie i swojej rodzinie.

A propos zdrowia: - Ruch to zdrowie - mówi pan Artur. - Mam rower. Jeszcze parę lat temu mógłbym spokojnie sobie na nim jeździć. On jednak spokojnie rdzewieje. Pewnie będzie rdzewiał, bo już nie dźwignę go na dwór. Mam 76 lat i kłopoty z chodzeniem. Zamierzałem kupić elektryczny wózek inwalidzki. Zrezygnowałem. Nie miałbym go gdzie stawiać. W pokoju bym go zmieścił, ale mieszkam na drugim piętrze. Windy brak.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska