Bydgoszczanin Mikołaj Macioszczyk zachwyca talentem i jak burza idzie w "The Voice of Poland"

Małgorzata Pieczyńska
Małgorzata Pieczyńska
Mikołaj Macioszczyk po raz drugi startuje w The Voice of Poland i jest to powrót w wielkim stylu.
Mikołaj Macioszczyk po raz drugi startuje w The Voice of Poland i jest to powrót w wielkim stylu. Tomasz Czachorowski/Archiwum
- Muzyka to cały mój świat, a start w tym programie dał mi szansę, by pokazać się szerszej publiczności. Tym razem chcę ją dobrze wykorzystać - zapowiada bydgoszczanin Mikołaj Macioszczyk, uczestnik 11. edycji The Voice of Poland.

Zachwyca talentem, głosem, a kolejnymi wykonaniami piosenek podbija serca jurorów i widzów. Tydzień temu, po zakończeniu etapu Nokautów, gdzie wykonał utwór Bad Liar z repertuaru zespołu Imagine Dragons, Michał Szpak, w którego drużynie jest 28-latek nie szczędził pod jego adresem miłych słów. - To artysta kompletny. Wychodzi na scenę i ma osobowość - stwierdził.

Mikołaj Macioszczyk - "Bad Liar" - Nokaut - The Voice of Poland 11:

Samouk, co grał na streecie

- Te słowa wiele dla mnie znaczą. Dostałem duży kredyt zaufania od trenera i postaram się nie zawieść - mówi Mikołaj. - Zależało mi, aby to był występ emocjonalny i to się udało. Samo wyjście na scenę wiązało się ze stresem, bo w ubiegłym roku, gdy po raz pierwszy startowałem w The Voice of Poland w drużynie Kamila Bednarka, właśnie odpadłem w Nokautach. Dlatego tak bardzo cieszę się, że zakwalifikowałem się do etapu Live i będę miał okazję wystąpić na żywo.

To może Cię zainteresować

Gry na gitarze i śpiewu uczył się sam.

- Czasem żałuję, że nie poszedłem na studia muzyczne. Sztuki improwizacji i otwartości muzycznej nauczył mnie street, bo grałem na ulicy - mówi Mikołaj, absolwent kierunku turystyka i rekreacja na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego Bydgoszczy.

Trzy lata temu podjął spontaniczną decyzję. Kupił bilet lotniczy w jedną stronę i poleciał do Portugalii. Bez pieniędzy.

Pandemia to trudny czas dla artystów. Brakuje mi koncertów. Uznałem, że start w The Voice of Poland to właśnie moment, by dobrze zagospodarować ten czas - mówi Mikołaj Macioszczyk.

- Pomyślałem, że jeśli przez 3 miesiące uda mi się utrzymać z tego, co kocham, czyli muzyki, to zostanę muzykiem - mówi Mikołaj. - To było ekstremalne doświadczenie. Podróżowałem autostopem i pociągami po Europie i grałem zarabiając w ten sposób na życie. Spałem na dworcach, czasem nawet w miejscach niebezpiecznych, ale przetrwałem. Po powrocie do Polski chciałem nawet kupić kampera i wyruszyć w podróż dookoła świata. Tata był gotów nawet wesprzeć mnie w tym zakupie, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu.

Zgłoszenie do The Voice of Poland w ostatniej chwili

Do ponownego startu w The Voice of Poland właśnie namówił go tata.

- Moja siostrzenica w tym roku chciała dostać się do programu - mówi Mikołaj. - Nagrywałem jej dwa filmiki, bo precastingi z uwagi na pandemię odbywały się właśnie w tej formie. Tata powiedział mi wtedy, że powinienem jeszcze raz spróbować. I dałem się przekonać. Zgłoszenia wysłaliśmy dosłownie w ostatniej chwili.

Czasem żałuję, że nie poszedłem na studia muzyczne. Sztuki improwizacji i otwartości muzycznej nauczył mnie street, bo grałem na ulicy - mówi Mikołaj Macioszczyk.

Ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Już na "Przesłuchaniach w ciemno" obrócił wszystkie fotele. Każdy z jurorów chciał go mieć w drużynie.

- Wybrałem Michała Szpaka. Zdecydowała chwila. Przypomniałem sobie, że w ubiegłym roku pozytywnie się o mnie wypowiadał, więc wybór padł na niego. To fajny gość. Mamy też zgraną drużynę. Jestem raczej osobą skrytą, przez co nie zawsze łatwo mi przekonać do siebie innych. To taki mój mechanizm obronny, ale mam wrażenie, że w tym roku dzięki temu programowi i fajnym ludziom z drużyny coraz bardziej się otwieram.

Rodzina to jest siła

- Mój najlepszy krytyk to mama - twierdzi Mikołaj. - Po występach słyszę: "Super to zaśpiewałeś, ale... Kochana mama, zawsze jest jakieś, ale... - śmieje się Mikołaj. - Tata ma duże poczucie humoru, nawet zażartował, że jak nie wykorzystam tej szansy, to mnie wydziedziczą. No to nie mam wyjścia. Muszę walczyć o finał.

Cały czas rozwija się muzycznie. Bliska mu jest muzyka alternatywna, soul, funk, rock, pop. Godzinami mógłby słuchać Johna Mayera, Jamesa Arthura oraz U2 i Queen. Pisze też swoje utwory. Razem z kolegą perkusistą założył zespół muzyczny.

- Gramy coś w rodzaju alterpopu. Niedawno wydaliśmy utwór tzw. bonus track "Ja żyję tak" - mówi Mikołaj. - W ubiegłym roku zagraliśmy też koncert dla dzieci z onkologii w szpitalu Jurasza. Był z nami wtedy też Kamil Bednarek. Ważne, aby czas, gdy jest się trochę rozpoznawalnym, wykorzystać nie tylko dla siebie, ale też innych. Pomaganie daje mi wiele radości, a uśmiech chorych dzieci jest bezcenny. Są już pomysły, by wspólnie ze znajomymi z drużyny Michała Szpaka, nagrać piosenkę w celach charytatywnych. Odwiedzić dzieci na oddziale teraz nie możemy, ale postaramy się sprawić im muzyczną niespodziankę.

Pandemia to trudny czas dla artystów.

- Łatwo nie jest, bo utrzymywałem się z muzyki. Brakuje mi koncertów. Uznałem, że start w The Voice of Poland to właśnie moment, by dobrze zagospodarować ten czas. Najważniejsze, że śpiewam, gram. Robię to, co kocham.

Wideo

Materiał oryginalny: Bydgoszczanin Mikołaj Macioszczyk zachwyca talentem i jak burza idzie w "The Voice of Poland" - Express Bydgoski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie