https://pomorska.pl
reklama
MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Była telewizja, gdzie rodzice?

Tekst i fot. Monika Smól
W sobotę wieczorem w TV3 można było  obejrzeć program dotyczący incydentu  rozpylenia gazu pieprzowego przez ucznia  w Gimnazjum nr 1 w Chełmnie
W sobotę wieczorem w TV3 można było obejrzeć program dotyczący incydentu rozpylenia gazu pieprzowego przez ucznia w Gimnazjum nr 1 w Chełmnie
Czy rodzice nie interesują się bezpieczeństwem dzieci? Czy byli wczoraj, kiedy mówiono o występku ucznia, który rozpylił gaz pieprzowy i zatruł kilkadziesiąt osób?

     Sobota wieczór. Przed Gimnazjum nr 1 - telewizja. Za żółtą taśmą wyznaczającą odległość między zebranymi a realizatorami ustawili się przedstawiciele władz szkoły, pedagog, policja, straż pożarna, służby medyczne i młodzież.
     - Gdzie są rodzice? Przynajmniej tych dzieci, które z zatruciem trafiły do szpitala? - słychać było z tłumu. - Oni powinni mieć najwięcej do powiedzenia.
     Rodziców była garstka
     
- Powiadamialiśmy rodziców. Realizatorzy też dzwonili - mówi Mariola Stachewicz, dyrektor placówki. - Dziwne, że garstce, która przyszła, nie dano głosu.
     Skandaliczne było też zachowanie grupki młodzieży stojącej w pobliżu. Nagranie szło "na żywo", więc widzowie usłyszeli gwizdy, niecenzuralne oi głośny śmiech w najmniej odpowiednich momentach. A mówiono o trudnym problemie dojrzewania, który przypada właśnie na okres gimnazjum.
     Młodszy aspirant Iwona Frukacz-Wollenberg z KPP w Chełmnie zrelacjonowała ewakuację dzieci z budynku, w którym rozpylono gaz pieprzowy. Mówiła też o zatrzymaniu sprawcy, 13-letniego ucznia tej placówki. Jego rodzina od dawna jest objęta nadzorem kuratora.
     Palił, groził, bił
     
- Kradzieże, agresja wobec uczniów, wagary, aroganckie zachowanie w stosunku do nauczycieli, grożenie im, pobicie kolegi, palenie papierosów na lekcji to demoralizacja - mówił Mariusz Maćkojć, kurator rodziny. - Rozpylenie gazu to już czyn karalny.
     Matka broni chłopaka.
     
- Nie jesteśmy rodziną patologiczną. Będę walczyła o syna. On zrozumie błąd. Nie radzę sobie z nim. Co robić, gdy dziś mówi do mnie mamusiu, a jutro "stara"? - pytała zrozpaczona.
     Odpowiedzi nie znał nikt.
     - Musimy słuchać, co dzieci do nas mówią, rozmawiać z nimi - radzili pedagodzy.
     **

Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska