Dwoje strażaków OSP Czernikowo zginęło w wypadku wozu strażackiego z ciężarówką [zdjęcia]

Paweł Czarniak
Paweł Czarniak
Łukasz Szalkowski
Łukasz Szalkowski

Wideo

Udostępnij:
W czwartek (2 grudnia 2021) nad ranem w Czernikowie wóz strażacki zderzył się z samochodem ciężarowym. Zginęło dwoje strażaków, a trzej zostali ranni.

Do wypadku doszło po godz. 5.00 na skrzyżowaniu ul. Słowackiego z Drogą Krajową nr 10. Samochód OSP Czernikowo, jadąc alarmowo do pożaru sadzy w kominie, zderzył się z ciężarówką.

Wozem strażackim jechało 5 druhów. Zginęło dwoje z nich, pozostali zostali ranni i trafili do szpitala.

Jak poinformował Arkadiusz Piętak, rzecznik KW PSP w Toruniu, dwóch strażaków jadących wozem OSP Czernikowo to zawodowi strażacy z Komendy Miejskiej PSP w Toruniu. Ich stan jest stabilny i ich życie nie jest zagrożone.

Wioletta Dąbrowska, rzecznik KMP Toruń wstępnie informuje, że wóz strażacki jechał ulicą Słowackiego w Czernikowie i na skrzyżowaniu z DK 10 zderzył się z ciężarówką marki MAN.

Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej nadbryg. Andrzej Bartkowiak złożył wyrazy współczucia rodzinom zmarłych. Na miejscu nadal pracują służby. Ruch odbywa się wahadłowo. Utrudnienia mogą potrwać do południa.

Dwoje strażaków zginęło w śmiertelny wypadku pod Czernikowem.

Dwoje strażaków OSP Czernikowo zginęło w wypadku wozu straża...

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
2 grudnia, 10:06, Gość:

Wielka tragedia, wyrazy współczucia... Ale pytanie, w jakich okolicznościach doszło do wypadku? Bo niestety coraz częściej widzę trend wśród kierowców pojazdów uprzywilejowanych, że "niebieskie" dają absolutną władzę i nieśmiertelność. A niestety jednak trochę ostrożności, chociaż na skrzyżowaniach, trzeba zachować, a nie jechać na pewniaka. Zwłaszcza, że to pożar sadzy, w takim przypadku te 2-3 minuty na 99% nikogo nie zbawią, więc można nieco zwolnić. Już nie wspomnę, że za moich czasów obowiązywała prosta zasada: żeby pomóc innym, samemu nie można wymagać pomocy. Ranny ratownik nikomu nie pomoże.

2 grudnia, 10:14, OSP:

Widzę kolego że niamasz pojęcia o alarmach pożarowych...oni jadąc niewiedzieli do czego jadą jechali do pożaru...a auto uprzewijowane jadące na dźwiękowych i jak i świetlnych widać slychac już z daleka...św.florjan wezwał was do siebie

2 grudnia, 10:52, Gość:

Akurat ja "kolego" 27 lat w Państwowej odbębniłem, więc śmiem twierdzić, że jednak jakieś pojęcie mam. Akurat 99% wezwań do pożaru sadzy jest na tyle precyzyjnych, że nie ma konieczności domyślania się, o co chodzi. I właśnie teraz uczy się młodych, że "auto uprzewijowane jadące na dźwiękowych i jak i świetlnych widać slychac już z daleka" - otóż nie - stara, dobra szkoła uczyła, że właśnie wyjeżdżając zza zakrętu, skrzyżowania, zabudowań pojazd uprzywilejowany, zwłaszcza rozpędzony, można zauważyć w ostatniej chwili. Dlatego zasady mówią jasno: jadąc alarmowo MOŻNA nie przestrzegać przepisów (czerwone światła, nakazy/zakazy itp.), ale tylko i wyłącznie pod warunkiem zachowania SZCZEGÓLNEJ OSTROŻNOŚCI. A pełno teraz właśnie takich cwaniaczków spod znaku "a ja mam sygnały to mnie widać z daleka, więc mogę zapie...alać nie zważając na nikogo". I później mamy efekty...

Czyli leżałeś i gruche trzepałeś tacy to nasi strażacy bohaterowie ,dziś nie dasz w łape strazakiem nie będziesz może nie mam racji i dlatego was ludzie nie nawidzą jak policji czy wojska,jedynie to my strażnicy miejscy mamy szacunek u ludzi

P
Piotrek
... wielka tragedia, wielka strata a przy okazji nauka dla nas wszystkich - akcja nie akcja pasy bezpieczeństwa muszą być zapięte inaczej skończy się jak tym razem ....... a mogli żyć :-( wielkie odpoczywanie racz im dać Panie a światłość wiekuista niechaj im świeci na wieki wieków - amen
G
Gość
2 grudnia, 10:06, Gość:

Wielka tragedia, wyrazy współczucia... Ale pytanie, w jakich okolicznościach doszło do wypadku? Bo niestety coraz częściej widzę trend wśród kierowców pojazdów uprzywilejowanych, że "niebieskie" dają absolutną władzę i nieśmiertelność. A niestety jednak trochę ostrożności, chociaż na skrzyżowaniach, trzeba zachować, a nie jechać na pewniaka. Zwłaszcza, że to pożar sadzy, w takim przypadku te 2-3 minuty na 99% nikogo nie zbawią, więc można nieco zwolnić. Już nie wspomnę, że za moich czasów obowiązywała prosta zasada: żeby pomóc innym, samemu nie można wymagać pomocy. Ranny ratownik nikomu nie pomoże.

2 grudnia, 10:14, OSP:

Widzę kolego że niamasz pojęcia o alarmach pożarowych...oni jadąc niewiedzieli do czego jadą jechali do pożaru...a auto uprzewijowane jadące na dźwiękowych i jak i świetlnych widać slychac już z daleka...św.florjan wezwał was do siebie

2 grudnia, 10:52, Gość:

Akurat ja "kolego" 27 lat w Państwowej odbębniłem, więc śmiem twierdzić, że jednak jakieś pojęcie mam. Akurat 99% wezwań do pożaru sadzy jest na tyle precyzyjnych, że nie ma konieczności domyślania się, o co chodzi. I właśnie teraz uczy się młodych, że "auto uprzewijowane jadące na dźwiękowych i jak i świetlnych widać slychac już z daleka" - otóż nie - stara, dobra szkoła uczyła, że właśnie wyjeżdżając zza zakrętu, skrzyżowania, zabudowań pojazd uprzywilejowany, zwłaszcza rozpędzony, można zauważyć w ostatniej chwili. Dlatego zasady mówią jasno: jadąc alarmowo MOŻNA nie przestrzegać przepisów (czerwone światła, nakazy/zakazy itp.), ale tylko i wyłącznie pod warunkiem zachowania SZCZEGÓLNEJ OSTROŻNOŚCI. A pełno teraz właśnie takich cwaniaczków spod znaku "a ja mam sygnały to mnie widać z daleka, więc mogę zapie...alać nie zważając na nikogo". I później mamy efekty...

2 grudnia, 13:05, OSP:

Może i masz rację że można go zauważyć w ostatniej chwili.ale napewno nie usłyszeć. A tym bardziej że to był poranek ciemno więc i sygnały świetlne były napewno widocznie,z dalszej odległości...niema co się klucic kto ma rację.szkoda drochow którzy odeszli na wieczna służbę.

Że szkoda druhów, to racja. Ale że nie ma o co się kłócić, to już się nie zgodzę. Za dużo właśnie takich lekkoduchów ostatnimi czasy się pojawiło za kierownicami pojazdów uprzywilejowanych, co to w głowie mają zasadę "wszyscy muszą mnie widzieć i słyszeć, i tym bardziej uważać na mnie, a ja mogę mieć wszystko w nosie". To patologia, z którą trzeba walczyć. Mnie kiedyś uczono, że wjeżdżając na bombach na skrzyżowanie na czerwonym świetle, najlepiej w ogóle się zatrzymać przed sygnalizatorem, upewnić czy nic na pewno nie jedzie i dopiero ruszyć... A nie jak teraz, giecekiem potrafią przy 80km/h wpaść na pełnym gazie na ruchliwe skrzyżowanie...

O
OSP
2 grudnia, 10:06, Gość:

Wielka tragedia, wyrazy współczucia... Ale pytanie, w jakich okolicznościach doszło do wypadku? Bo niestety coraz częściej widzę trend wśród kierowców pojazdów uprzywilejowanych, że "niebieskie" dają absolutną władzę i nieśmiertelność. A niestety jednak trochę ostrożności, chociaż na skrzyżowaniach, trzeba zachować, a nie jechać na pewniaka. Zwłaszcza, że to pożar sadzy, w takim przypadku te 2-3 minuty na 99% nikogo nie zbawią, więc można nieco zwolnić. Już nie wspomnę, że za moich czasów obowiązywała prosta zasada: żeby pomóc innym, samemu nie można wymagać pomocy. Ranny ratownik nikomu nie pomoże.

2 grudnia, 10:14, OSP:

Widzę kolego że niamasz pojęcia o alarmach pożarowych...oni jadąc niewiedzieli do czego jadą jechali do pożaru...a auto uprzewijowane jadące na dźwiękowych i jak i świetlnych widać slychac już z daleka...św.florjan wezwał was do siebie

2 grudnia, 10:52, Gość:

Akurat ja "kolego" 27 lat w Państwowej odbębniłem, więc śmiem twierdzić, że jednak jakieś pojęcie mam. Akurat 99% wezwań do pożaru sadzy jest na tyle precyzyjnych, że nie ma konieczności domyślania się, o co chodzi. I właśnie teraz uczy się młodych, że "auto uprzewijowane jadące na dźwiękowych i jak i świetlnych widać slychac już z daleka" - otóż nie - stara, dobra szkoła uczyła, że właśnie wyjeżdżając zza zakrętu, skrzyżowania, zabudowań pojazd uprzywilejowany, zwłaszcza rozpędzony, można zauważyć w ostatniej chwili. Dlatego zasady mówią jasno: jadąc alarmowo MOŻNA nie przestrzegać przepisów (czerwone światła, nakazy/zakazy itp.), ale tylko i wyłącznie pod warunkiem zachowania SZCZEGÓLNEJ OSTROŻNOŚCI. A pełno teraz właśnie takich cwaniaczków spod znaku "a ja mam sygnały to mnie widać z daleka, więc mogę zapie...alać nie zważając na nikogo". I później mamy efekty...

Może i masz rację że można go zauważyć w ostatniej chwili.ale napewno nie usłyszeć. A tym bardziej że to był poranek ciemno więc i sygnały świetlne były napewno widocznie,z dalszej odległości...niema co się klucic kto ma rację.szkoda drochow którzy odeszli na wieczna służbę.

G
Gość
2 grudnia, 11:29, Gość:

wyrazy wsółczucia , jechali by pomóc , zginęli na służbie , niech odpoczywajaw pokoju,,, TROCHĘWIĘCEJ SZACUNKU DLA WSZELKICH SŁUŻB , KIEDY TY ŚPISZ ONI PRACUJĄ I CZUWAJĄ !!!

2 grudnia, 11:35, Gość:

Jak gdzieś się policjanci rozwalą, to wychwalanie pod niebiosa, że jednego ku...wowozu mniej i że dwa psy wyeliminowane...

zdemoralizowane polactwo to patologia , oto co zrobiono przez dziesiatki lat z tego narodu , doprowadzono do powstania milionow dna spolecznego ..

G
Gość
wyrazy wsółczucia , jechali by pomóc , zginęli na służbie , niech odpoczywajaw pokoju,,, TROCHĘWIĘCEJ SZACUNKU DLA WSZELKICH SŁUŻB , KIEDY TY ŚPISZ ONI PRACUJĄ I CZUWAJĄ !!!
G
Gość
2 grudnia, 10:06, Gość:

Wielka tragedia, wyrazy współczucia... Ale pytanie, w jakich okolicznościach doszło do wypadku? Bo niestety coraz częściej widzę trend wśród kierowców pojazdów uprzywilejowanych, że "niebieskie" dają absolutną władzę i nieśmiertelność. A niestety jednak trochę ostrożności, chociaż na skrzyżowaniach, trzeba zachować, a nie jechać na pewniaka. Zwłaszcza, że to pożar sadzy, w takim przypadku te 2-3 minuty na 99% nikogo nie zbawią, więc można nieco zwolnić. Już nie wspomnę, że za moich czasów obowiązywała prosta zasada: żeby pomóc innym, samemu nie można wymagać pomocy. Ranny ratownik nikomu nie pomoże.

2 grudnia, 10:14, OSP:

Widzę kolego że niamasz pojęcia o alarmach pożarowych...oni jadąc niewiedzieli do czego jadą jechali do pożaru...a auto uprzewijowane jadące na dźwiękowych i jak i świetlnych widać slychac już z daleka...św.florjan wezwał was do siebie

Akurat ja "kolego" 27 lat w Państwowej odbębniłem, więc śmiem twierdzić, że jednak jakieś pojęcie mam. Akurat 99% wezwań do pożaru sadzy jest na tyle precyzyjnych, że nie ma konieczności domyślania się, o co chodzi. I właśnie teraz uczy się młodych, że "auto uprzewijowane jadące na dźwiękowych i jak i świetlnych widać slychac już z daleka" - otóż nie - stara, dobra szkoła uczyła, że właśnie wyjeżdżając zza zakrętu, skrzyżowania, zabudowań pojazd uprzywilejowany, zwłaszcza rozpędzony, można zauważyć w ostatniej chwili. Dlatego zasady mówią jasno: jadąc alarmowo MOŻNA nie przestrzegać przepisów (czerwone światła, nakazy/zakazy itp.), ale tylko i wyłącznie pod warunkiem zachowania SZCZEGÓLNEJ OSTROŻNOŚCI. A pełno teraz właśnie takich cwaniaczków spod znaku "a ja mam sygnały to mnie widać z daleka, więc mogę zapie...alać nie zważając na nikogo". I później mamy efekty...

O
OSP
2 grudnia, 10:06, Gość:

Wielka tragedia, wyrazy współczucia... Ale pytanie, w jakich okolicznościach doszło do wypadku? Bo niestety coraz częściej widzę trend wśród kierowców pojazdów uprzywilejowanych, że "niebieskie" dają absolutną władzę i nieśmiertelność. A niestety jednak trochę ostrożności, chociaż na skrzyżowaniach, trzeba zachować, a nie jechać na pewniaka. Zwłaszcza, że to pożar sadzy, w takim przypadku te 2-3 minuty na 99% nikogo nie zbawią, więc można nieco zwolnić. Już nie wspomnę, że za moich czasów obowiązywała prosta zasada: żeby pomóc innym, samemu nie można wymagać pomocy. Ranny ratownik nikomu nie pomoże.

Widzę kolego że niamasz pojęcia o alarmach pożarowych...oni jadąc niewiedzieli do czego jadą jechali do pożaru...a auto uprzewijowane jadące na dźwiękowych i jak i świetlnych widać slychac już z daleka...św.florjan wezwał was do siebie

G
Gość
Wielka tragedia, wyrazy współczucia... Ale pytanie, w jakich okolicznościach doszło do wypadku? Bo niestety coraz częściej widzę trend wśród kierowców pojazdów uprzywilejowanych, że "niebieskie" dają absolutną władzę i nieśmiertelność. A niestety jednak trochę ostrożności, chociaż na skrzyżowaniach, trzeba zachować, a nie jechać na pewniaka. Zwłaszcza, że to pożar sadzy, w takim przypadku te 2-3 minuty na 99% nikogo nie zbawią, więc można nieco zwolnić. Już nie wspomnę, że za moich czasów obowiązywała prosta zasada: żeby pomóc innym, samemu nie można wymagać pomocy. Ranny ratownik nikomu nie pomoże.
G
Gość
A sadza w kominie wypaliła się i zgasła samoistnie , życie i śmierć .
Dodaj ogłoszenie