Gdybyśmy potrafili dostrzec niepochlebne aspekty swojej osobowości, świat byłby dużo lepszy

Karina Obara
Karina Obara
Liliana Hermetz – kulturoznawczyni, teatrolożka. Studiowała język, literaturę i cywilizację francuską na Uniwersytecie w Strasburgu. Ukończyła także studia MBA oraz studia podyplomowe w Laboratorium Nowych Praktyk Teatralnych Uniwersytetu SWPS i Nowego Teatru. Zadebiutowała powieścią Alicyjka (2014), za którą otrzymała Nagrodę Conrada 2015. "Costello. Przebudzenie to jej druga książka". Ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa W.A.B Archiwum prywatne
Rozmowa z pisarką Lilianą Hermetz o budzącej się cielesności bez pornografii i kiczu oraz konieczności poznania siebie, aby łatwiej zrozumieć innych.

- Czytając Pani książkę "Costello. Przebudzenie" miałam wrażenie, że obcuję ze światem, który bezpowrotnie został utracony, ale wciąż za nim tęsknimy. Niespieszność, klarowność myśli bohaterki, umiejętność zachowania spokoju, mimo że na zewnątrz świat coraz bardziej przyspiesza. Jak Pani odkryła Costello dla siebie?
- Pewne „pokrewieństwo” z nią odczuwałam zawsze, kiedy o niej czytałam, kiedy oglądałam wielokrotnie jej wcielenia w spektaklach Krzysztofa Warlikowskiego. Wtedy jeszcze nie wiedziałam nawet, że zostanę pisarką, i żyłam raczej takim życiem, w którym był pośpiech, praca i wszechobecny pęd. Za takim światem, o którym Pani mówi tęskniłam i szukałam go. Wszyscy wiemy, że nie da się zatrzymać świata, można samemu zwolnić, i odnaleźć go w sobie, wokół siebie. A tworząc świat przedstawiony w literaturze można się nim podzielić. Costello zadaje trudne pytania, choć czasem wydają się banalne. Jest inteligentna, autoironiczna, ma poczucie humoru, ale i świadomość tragizmu i śmieszności naszej ludzkiej kondycji. Nie poddaje się jednak - ani Kreatorowi (kimkolwiek lub czymkolwiek on jest) ani losowi, ani rozmaitym normom, których chwiejność i umowność dostrzega.

- Zrobiła Pani z bohaterki, którą wymyślił najpierw Coetzee kogoś, kto być może po raz pierwszy, w tak głębokim wymiarze doświadcza własnej cielesności. Co chciała Pani wyrazić poprzez nowe spojrzenie na Elizabeth Costello, kobietę związaną z nauką, pisarkę, która pragnie być autentyczna, ale jeszcze nie dość wnikliwie dotarła do prawdy o sobie?
- Jeśli przyjąć, że Costello dąży do poznania, to kwestia związana z cielesnością byłaby jakimś brakującym elementem na tej drodze. To znaczy mówię o cielesności jak najbardziej zwyczajnej, codziennej, fizjologicznej. Bo wcześniej wobec ciała przyjmowała raczej postawą etyczną. Nie zajmowała się sobą mając "na karku” cały bagaż spraw i problemów dotyczących współczesnego świata. W mojej książce dochodzi do odwrócenia – nieetyczne w pewnym sensie jest niemyślenie i niepoznanie siebie. Jakby dopiero ta wiedza dawała predyspozycje i właściwszą postawę do poznania i zbliżenia się do Drugiego. W ogóle sporo jest w mojej książce odwróceń.

- Kim więc jest dla Pani Costello?
- Costello - figurę literacką - niejako przyoblekam w ciało! W mojej książce podkreślam, że jest kobietą, i to również w takim tradycyjnym stereotypowym sensie, czyli przy pomocy pięknych ubrań czy dbałości o siebie. Naprawdę starałam się zadbać o nią w tym wymiarze! Staram się ją ożywić do tego stopnia, że trochę zapominamy, że jest postacią literacką i wydaje nam się, że jest kobietą z krwi i kości, w której wiele jest sprzeczności. Odważnie zadaje nam kłopotliwe pytania, prowokuje, ale sprawia też wrażenie kobiety nie całkiem pewnej siebie, choćby w budowaniu bliskich, intymnych relacji. Ma nas też trochę uwodzić.

- I uwodzi.
- Jest pisarką, a więc trochę i prestidigitatorką. “Uruchamia” innych do mówienia, prowokuje, czaruje. Odkrywa się, ale i trochę maskuje.

- Dlaczego taką ją Pani właśnie zobaczyła?
- Bo tacy są pisarze, artyści w ogóle. No może nie wszyscy i nie w tym samym stopniu. Chcąc powiedzieć nam coś, ich zdaniem istotnego, kreują światy przedstawione, udzielają głosu swoim postaciom, obdarzają je często swoimi przemyśleniami, refleksjami, lękami. Coetzee też zapewne stworzył ją po to, by “dźwigała z nim to brzemię” bycia pisarzem. W pewnym sensie pisarze, artyści wciąż z nami grają – nieustannie się maskują lub odkrywają. Są odważni, jak Elizabeth Costello, choć ta odwaga czasem wiele ją kosztuje, a czasem naraża się być może na śmieszność. Ale taką „rolę” jej wyznaczono wobec innych i wobec siebie przede wszystkim. A zależności pomiędzy autorami a ich postaciami bywają czasem fascynujące.

- To odważna książka. Nawet nie ze względu na temat cielesności, która dla wielu albo kojarzy się z pornografią, albo z pruderią. Odwaga polega tu na próbie zmierzenia się z prawdą o sobie, jako człowieku, którego ciało nigdy nie jest i nie będzie idealne, ale też z niepochlebnymi aspektami swojej osobowości, które bohaterka uczy się akceptować. Czego się Pani najbardziej obawiała tworząc Costello dojrzałą, ale jednak ciekawą tego, co najczęściej ukrywamy?
- Cieszę się, że wychodzimy w tej rozmowie trochę poza ciało. Ostatnio dużo o nim mówię i mam czasem wrażenie, że teraz ono się „oderwało” od reszty. Tak, odwagą jest spojrzeć na swoje niedoskonałe starzejące się ciało ze świadomością nieuchronnego końca młodości, ale i śmierci i to, w przypadku Costello, w perspektywie raczej bliższej niż dalszej. A co do niepochlebnych aspektów swojej osobowości - gdybyśmy potrafili je dostrzec, zrozumieć – pewnie świat byłby dużo lepszy. Costello kpi trochę z pytania skąd zło. Może to niewłaściwie zadane pytanie. Może nie ma takiej odpowiedzi. Może poznajmy najpierw siebie i tego „Innego” poszukajmy najpierw w sobie. Może wtedy będzie nam łatwiej zrozumieć innych.

- Stworzyła Pani Costello opowiadając o niej lapidarnym językiem, a przez to stany, w jakich się znajduje są bardzo czytelne. Czy jakiś stan bohaterki sprawił Pani trudność podczas pisania?
- Jej stany są bardzo różne, Costello często “na bieżąco” siebie komentuje i to jest zabawne, ale i czasem trudne do oddania, kiedy jednocześnie “porywa” ją jednak namiętność. W ogóle język opisu różnych stanów erotycznych na przykład sam siebie dość szybko kompromituje i łatwo o klisze i pewien kulturowy fałsz. Ale największym wyzwaniem było zbalansowanie języka, by uniknąć pułapki popadnięcia w kicz, który przywołuję, i z którym gram, a o który się pewne sytuacje ocierają. Chciałam też jednak pokazać jakieś piękno, a to się udaje być może wtedy, kiedy jest prawdziwie. Jak w scenie z krową, którą zapamiętała mała Elizabeth, a którą przywołuje w czasie wykładu. A lapidarność i poczucie humoru to kategorie ważne dla mnie w pisaniu. W ogóle literatura to język przede wszystkim.

- Nad Costello unosi się aura erotyzmu, który służy czemuś więcej niż uwiedzeniu. Jest jak ponowne budzenie do życia dojrzałej kobiety. Czy to świadomy zabieg?
- Świadomy oczywiście i jeśli Pani to dostrzega, to chyba udany. Zresztą o tej aurze, czy - dla wielu czytelników sensualnych wręcz doznaniach - słyszę często. Mówią mi, że obcowanie z tekstem w tej książce zmusza do myślenia o swoim ciele, o sobie, a w każdym razie powoduje jakąś refleksję czy potrzebę nazywania. Mówią to także mężczyźni. Myślę, że moja książka przemawia obrazami, które tworzę ze słów. A te słowa próbują oddać jakieś nasze prawdziwe doznania, których się trochę wstydzimy, trochę ukrywamy. To jest w ogóle taka sfera, o której trudno się mówi, a która jest ważna, i jedni są tego mniej inni bardziej świadomi.

- Czy pisząc tę powieść myślała Pani o kobietach, które będą ją czytały? Zastanawiam się, czy jakiś problem współczesnej kobiecości wydaje się tu Pani szczególnie bliski, do rozważenia?
- Elizabeth nie jest już młodą kobietą, i wprawdzie starałam się zadbać o nią zewnętrznie, to jednak należy już do tej niemałej przecież grupy ludzi, których współczesna kultura wyrzuca na margines. Uważa się, że ludzie starzy nie są atrakcyjni, godni miłości, i przyjmuje się, że są pozbawieni potrzeb seksualnych na przykład. I chodzi tu nie tylko o kobiety, choć to z nimi kultura, jak zwykle obchodzi się bardziej brutalnie. Nie tak często też korzystamy z dojrzałości emocjonalnej i tak zwanej życiowej mądrości ludzi starszych. Wszechobecny kult młodości i ogromne zmiany cywilizacyjne mocno ich dyskryminują. Ale pisząc tę książkę miałam nadzieję, że może przemówić także do ludzi młodych i mam sygnały, że tak się dzieje.

- Mówi się, że ciało wszystko pamięta i domaga się uznania, a współczesny człowiek dba wprawdzie o ciało myjąc je i pielęgnując, ale niespecjalnie zwracając uwagę na jego doznania. Myśli Pani, że piękno życia zawiera się w ciele?
- Ach z tym ciałem to tylko kłopot! Trzeba o nie dbać, myć, pielęgnować, karmić… A ono się starzeje, psuje i trzeba z nim chodzić do lekarza. Jednak ono nie istnieje obok nas tylko my w nim. I to brzmi właściwie jak truizm. Kiedyś ludzie chyba bardziej o tym pamiętali. No i rzeczywiście ciało gromadzi nasze doświadczenia i jest „pamiętliwe”. Wydaje mi się, że mamy dziwnie płytką świadomość swojej cielesności. Przyznanie się do swoich popędów, pragnień, marzeń i fantazji, ale i do lęków przed bliskością z innymi, przed śmiercią nie przychodzi nam łatwo.

- A jak Pani myśli, czym jest dobry kontakt z ciałem?
- Costello nie jest specjalistką od odpowiedzi, raczej od zadawania pytań, od prowokacji, a i ja sama też wolę taką literaturę, sztukę. Stworzyłam bohaterkę, która rozważa kwestie ciała czy szerzej - człowieczeństwa, z pozycji pisarki intelektualistki raczej „zablokowanej” i zamkniętej, dla której ciało nie było tematem godnym rozważań ani na forum publicznym, ani w zaciszu własnego gabinetu. Kiedy to sobie (i innym) uświadamia, staje się też bardziej wolna i akceptująca. Tak, czasem jesteśmy kiczowaci, słabi, „zasznurowani”, boimy się bliskości, maskujemy się i jesteśmy w stanie wiele zrobić, aby ukryć te cechy swojej egzystencji. Z jakichś powodów wolimy się okłamywać. Na pytanie, co nam może dać dobry kontakt z ciałem odpowiadają zapewne różne poradniki, a ja tylko tworzę opowieści, czyli piszę książki, w których wymyśleni bohaterowie bywają łudząco do nas podobni albo całkiem odmienni. Ale wierzę w moc fikcji literackiej w tym naszym skomplikowanym, pełnym paradoksów świecie.

***
Recenzja książki "Costello. Przebudzenie", Liliana Hermetz, Wydawnictwo W.A.B
Kilka godzin czytania, a aura niesamowitości drąży głębiej niż sonda żołądkowa. To remedium na niepokojące wzmożenie, jakiego doświadczamy wszyscy, gdy nie mamy kontaktu ze swoimi ciałami - "Costello. Przebudzenie" Liliany Hermetz. Wspaniała lapidarność przywodząca na myśl frazy Camus'a i zdaje się jego ucznia po piórze - Ferdinanda von Schiracha. "Costello" to nie tylko zapis budzącej się świadomości cielesności, którą odkryć możemy w każdym wieku. Nie jałowa pornografia, lecz namiętność podążająca za spełnieniem i akceptacją. To nienachalna historia przebudzenia do chłonięcia życia dojrzałej kobiety, miłośniczki nauki, która odkrywa coś więcej niż wrażenie, jakie wywołać potrafią najbardziej wyszukane słowa. Odkrywa radość obcowania ze swoim ciałem zanurzonym w rzeczywistości. I niespiesznie pozwala mu wyjść z niewoli norm kulturowych. Costello po raz pierwszy doświadcza sytuacji granicznej związanej z bólem i rozkoszą. I stawia nogę do przodu, bo wie, jako kobieta, naukowiec, pisarka, że świadomość wymaga odwagi, że nie ma taryfy ulgowej dla kogoś, kto chce być autentyczny. Liliana Hermetz tworzy tu wspaniałą atmosferę dojmującego erotyzmu, która zostaje jeszcze długo po lekturze. A portret kobiety, za którą podąża, ma siłę udanego nakłonienia czytelnika do podjęcia jednej z najważniejszych prób ratujących życie - poznania siebie samego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie