reklama

Niewiele mi do szczęścia potrzeba, ale chcę żeby nasz kraj się rozwijał, a nie cofał. Odrzucam więc narodowe fobie i kompleksy [rozmowa]

Karina Obara
Karina Obara
Zaktualizowano 
Rozmowa z Anną Klejzerowicz, pisarką, o podzielonej Polsce, słusznym protestowaniu i ratunku w czytaniu, które pozwala zrozumieć, że świat się zmienia szybciej niż byśmy czasem tego chcieli.

- Gdy czytam pani komentarze w mediach społecznościowych, odnoszę wrażenie, że jako pisarka uważnie obserwująca rzeczywistość, budująca postaci pogłębione psychologicznie, czuje pani, że to nie wystarcza, że musi pani wprost wyrażać niezgodę na to, w którą stronę zmierza Polska. Dlaczego?
Z zasady staram się oddzielać swoje życie prywatne od zawodowego. Pisarką jestem w swoich książkach, na stronach autorskich, na spotkaniach z czytelnikami. Poza tym czuję się zwykłym człowiekiem i - jak większość ludzi posługujących się internetem - posiadam swój prywatny profil w mediach społecznościowych. Tam wypowiadam się jako osoba prywatna. Oczywiście nie zaprzeczam, że moje poglądy na świat, na rzeczywistość, znajdują pewne odzwierciedlenie w twórczości (chyba zwykle tak jest, że część nas jest obecna w naszych książkach), ale prywatnie wypowiadam się wprost, w konkretnych sprawach, poprzez własne emocje lub refleksje. W powieściach próbuję pokazać problemy szerzej, mniej dosłownie, bardziej „obrazowo”, w kontekście fikcyjnej rzeczywistości. W tym przypadku to czytelnik musi sobie ten przekaz samodzielnie interpretować. Niezgodę na pewne zjawiska społeczne czy polityczne wyrażam jako obywatelka kraju, w którym żyję. Chciałabym, żeby w tym naszym wspólnym miejscu na ziemi każdy mógł czuć się dobrze, bezpiecznie, spokojnie. Żeby nasz kraj się rozwijał, a nie cofał, żeby nie panowała w nim nienawiść, pomimo różnic, które są piękne i naturalne, bo przecież nie może być tak, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Szkoda czasu, nie mamy go za wiele, jeśli chcemy liczyć się w świecie. Dlatego obserwując różnego rodzaju negatywne zjawiska, protestuję. I myślę, że trzeba reagować, gdy dzieje się coś złego. To nasze życie, nasza przyszłość, to dotyczy nas wszystkich.

- Co panią najbardziej uwiera?
Jeśli chodzi o rzeczywistość polityczną, uwiera mnie przede wszystkim brak szacunku dla demokratycznych wartości, z trudem odzyskanych po przemianie ustrojowej, o które walczyło tyle pokoleń. Również w mojej rodzinie. Nie mogę zaakceptować lekceważenia prawa, nietolerancji wobec różnych grup społecznych, które nie mieszczą się w schematach, a niektórzy chcieliby podporządkować je własnej ideologicznej wizji. A przecież mają one – jak wszyscy – prawo do ochrony swoich praw ze strony państwa. W tych grupach są również kobiety, a ja jestem kobietą. Państwo powinno stać na straży wolności i równości wszystkich obywateli. Pochylić się nad tym, czego oni oczekują, a nie narzucać im własnych oczekiwań. Taki ustrój już mieliśmy. Od tamtej pory zaszliśmy już tak daleko, a teraz mamy zawracać? Odrzucam te wszystkie fobie i narodowe kompleksy. Przerażają mnie. Jestem za otwartością, za wartościami humanistycznymi, także w stosunku do zwierząt, przyrody, środowiska naturalnego.

- A w ludziach?
W ludziach drażni mnie skostniałość umysłów, bierność, konformizm, egoizm, zawiść, agresja, pycha, znieczulica i brak empatii. To nasze grzechy. Dopóki nie zmieni się świadomość w społeczeństwie, nie zmieni się nic. Nic dobrego nas wtedy nie czeka.

- Trudniej żyje się pani teraz w Polsce?
Mnie osobiście nawet nie tak bardzo, przynajmniej aż tak tego nie odczuwam: mieszkam w lesie, mam swoją enklawę, swój azyl, wiernych czytelników, rodzinę i przyjaciół. Jednak przecież nie żyjemy w izolacji, człowiek jest zwierzęciem społecznym i krzywdy czy niesprawiedliwość wyrządzana innym boli mnie tak, jakby to mnie ją wyrządzano.

- Dlaczego pisarz powinien się angażować w życie publiczne? Oceniać, interpretować, wchodzić w spór?
Ponieważ nie tylko dla pieniędzy, sławy, kariery czy zabawy jest się pisarzem, czyli przedstawicielem zawodu, który ma bezpośredni wpływ na kształtowanie świadomości większych grup ludzi. To samo dotyczy innych zawodów twórczych, do których zaliczam nie tylko artystów, ale także dziennikarzy czy nauczycieli. Ludzi kultury. To kultura jest tą siłą, która napędza cywilizację, daje siłę i tożsamość społeczeństwom. Nie liczę polityków czy księży, bo oni realizują własne interesy.

- Ale później pisarza spotyka krytyka ze strony czytelników. Nie obawia się pani, że z niesmakiem odwrócą się od pani książek, nie potrafiąc oddzielić autora od jego poglądów?
To już ich wybór. Jeśli ktoś szuka innej tematyki albo chce tylko rozrywki, to ją znajdzie, oferta jest przecież szeroka. Ja piszę o tym, co mnie - właśnie mnie - wydaje się ważne, najważniejsze, co mnie porusza, boli, przeraża, cieszy lub pasjonuje. Swoje książki adresuję do ludzi, którzy „odbierają te same fale”, zdaję sobie sprawę, że nie dotrę do wszystkich. I tak ma być. Natomiast szczerość wobec siebie i czytelnika, autentyzm, uważam za cechę najważniejszą w twórczości w ogóle. I, prawdę mówiąc, jeszcze nie spotkałam się z krytyką ze strony czytelników, jeśli chodzi o mój światopogląd. Nie jestem Olgą Tokarczuk, moje poglądy nie są aż tak… nośne. Raz tylko mi się zdarzyło, że ktoś mnie napiętnował za tarota w powieści, choć nie do końca zrozumiał przesłanie, bo przecież w swojej książce krytykowałam raczej mechanizmy manipulacji, a nie utożsamiałam się z wyznawcami czarnej magii. Jako zdeklarowana racjonalistka nawet bym nie potrafiła (śmiech).

Czytaj także:
Własny pokój, szczera przyjaźń i umiejętne zajęcie się sobą. Kobiety nieidealne kochają dystans do rzeczywistości

- Myśli pani, że pani aktywność publiczna zmienia pani czytelników?
Nie mam pojęcia, nie śledzę tego. To ich trzeba by zapytać. Natomiast zawsze mam nadzieję – gdy wypowiadam się w sprawach, które uważam za słuszne – że do kogoś trafię, że może ktoś przynajmniej zastanowi się nad tym, co chcę przekazać. Może zrozumie, że poglądy mogą być różne, bo świat nie jest czarno-biały. O ile tylko nie krzywdzą innych i nie próbują zawłaszczać tego świata wyłącznie dla siebie.

- Ma pani w dorobku książki obyczajowe, historyczne, kryminały, ale i drążące tajemnice zaginionych cywilizacji. Skąd tak duża rozbieżność gatunków?
W moim przekonaniu to są jednak przede wszystkim kryminały, choć zdaję sobie sprawę, że trochę nietypowe. Tu ukłon w stronę czytelników, którzy często, trochę zakłopotani, mówili mi, że moje powieści to „coś więcej niż kryminały”. Wiem, że miał to być komplement i doceniam to. Jednak protestowałam, bo uważam, że kryminał to żadna deprecjacja. Bardzo szanuję ten gatunek jako taki, choć rozumiem go szerzej. U mnie na przykład gatunki literackie mieszają się raczej wewnątrz powieści. Na przykład kryminały z wiodącym wątkiem historycznym lub ze sztuką w tle (nigdy nie napisałam powieści historycznej, nawet „List z powstania” jest książką kryminalną ze współczesną akcją). Wszystkie one zawierają również wątki obyczajowe, psychologiczne czy społeczne, wydaje mi się to naturalne, społeczne realia zawsze są tłem i motorem wszelkich wydarzeń. Jedyna powieść obyczajowa – od początku do końca – w moim dorobku to „Czarownica”, konkretnie pierwszy tom. Bo kolejne dwa zawierały już wątki kryminalne, historyczne lub elementy grozy. Zaczynałam od grozy („Złodziej dusz. Opowieści niesamowite”), zaraz potem była powieść kryminalna, miejska, z zagadką z dziedziny historii sztuki („Sąd Ostateczny”). Więc nie ma w tym żadnej rozbieżności, są tylko moje osobiste zainteresowania. Zanim zaczęłam pisać beletrystykę, przez długie lata zajmowałam się publicystyką, głównie na łamach „Spotkań z zabytkami” i lokalnego „Muratora”, a wcześniej w trójmiejskim periodyku młodzieżowym, gdzie prowadziłam – miedzy innymi – kącik poświęcony zagadkom zaginionych cywilizacji.
Kryminał to „mój” gatunek. Prawie od samego początku się go trzymam i jestem mu raczej wierna.

- Wiele się mówi o tym, że Polacy niewiele czytają, stąd z trudem podążają za zmianami na świecie. W większości jesteśmy obojętni lub niechętni wobec innych, wycofujemy się do życia rodzinnego i wybieramy populistyczny rząd, który łamie konstytucję. Zgodzi się pani z taką opinią?
Cóż, rzeczywistość wskazuje, że coś w tym jest. Myślę jednak, że nie dotyczy to większości. Mam nadzieję, że nie. Nasze społeczeństwo jest zróżnicowane – niestety, dość mocno i niezdrowo podzielone – jednak polityczne realia nie do końca stanowią miernik. Poza tym są zmienne. Wielu Polaków jednak czyta, kształci się, i życzy sobie prawdziwych „dobrych zmian”.

- Myśli pani, że ci, którzy czytają, dokonują lepszych wyborów w życiu? Olga Tokarczuk powiedziała niedawno, że nieczytający mają większe ego od czytających.
Na pewno czytający mają szersze horyzonty. Wiedzą więcej, myślą więcej, rozwijają wyobraźnię, dzięki czemu lepiej rozumieją mechanizmy społeczne i kulturowe. Olga Tokarczuk miała rację: im ktoś ma mniejszą wiedzę, tym lepiej myśli o sobie. Bo nie zna innych, nie jest ciekawy świata: zna tylko to, co mu najbliższe. By widzieć szerzej, rozumieć więcej, potrzebny jest dystans.

- Pani bardzo dużo pisze. I czyta. Znajduje pani jeszcze czas na życie?
Piszę średnio jedną, czasem zdarza się, że dwie książki rocznie. Chyba nie aż tak dużo, są bardziej płodni autorzy. Mam to szczęście, że pisanie to zarazem moja praca i pasja, więc nawet nie muszę narzucać sobie na siłę dyscypliny - dla mnie to naturalna czynność. Czytam dużo od dziecka, w mojej rodzinie się czytało. Dziadek miał bogatą bibliotekę, jego krewni prowadzili przed wojną wydawnictwo (wydawali między innymi obie Kossakówny, z którymi byli zaprzyjaźnieni, do dziś im tego zazdroszczę). Książka w naszym życiu zawsze była ważna. Dziedzicznie. Dodatkowo od siedmiu lat współpracuję z portalem literackim, co również jest i pracą, i pasją. Czytam różne książki: kryminalne, grozy, literaturę faktu, popularnonaukową z dziedzin, które są mi bliskie (archeologia, historia, historia sztuki, himalaizm), eseje, reportaże. Kocham książki Eco i Pawła Huelle. Oczywiście ulubionych pisarzy mam więcej, ale z tamtymi się nie rozstaję. A życie? To jest moje życie. Był jeszcze teatr, fotografia, ale z czegoś faktycznie musiałam zrezygnować. Oprócz tego mam ogród, las dokoła, mnóstwo zainteresowań. No i zwierzaki, które wiele dają, ale i wiele wymagają. Nie narzekam. Niewiele mi do szczęścia potrzeba.

Anna Klejzerowicz: - W ludziach drażni mnie skostniałość umysłów, bierność, konformizm, egoizm, zawiść, agresja, pycha, znieczulica i brak empatii. To
Anna Klejzerowicz: - W ludziach drażni mnie skostniałość umysłów, bierność, konformizm, egoizm, zawiść, agresja, pycha, znieczulica i brak empatii. To nasze grzechy. Dopóki nie zmieni się świadomość w społeczeństwie, nie zmieni się nic. Piotr Januszewski

*****

Anna Klejzerowicz: Pisarka, publicystka, fotografka, redaktorka. Gdańszczanka. Autorka wielu powieści kryminalnych i obyczajowych oraz opowiadań grozy, m.in "List z powstania" czy kryminalny cykl o Emilu Żądło (ostatnia książka z cyklu "Pamiętaj o śmierci", Wydawnictwo Replika). Wcześniej przez wiele lat współpracowała z teatrem Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie jako fotografka i redaktorka publikacji teatralnych.

Wspierają nie dla lajków. Oto Gwiazdy ,które pomagają naprawdę.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

U
UAM

Dziennikarka taka bezstronna.

"- Wiele się mówi o tym, że Polacy niewiele czytają, stąd z trudem podążają za zmianami na świecie. W większości jesteśmy obojętni lub niechętni wobec innych, wycofujemy się do życia rodzinnego i wybieramy populistyczny rząd, który łamie konstytucję. Zgodzi się pani z taką opinią?"

Jak jednym tchem połączyć osoby nieczytające książek z wyborcami nielubianej partii.

Generalnie to co zawsze - my kulturalne elity i motłoch.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3