– Jakim trzeba być debilem. Najpierw śmietniki, teraz bloki. Dziwi mnie, że mamy monitoring i nie można go złapać – skarży się na forum Fordon na co dzień na Facebooku pani Elżbieta. Do wpisu dołącza zdjęcia jednego z budynków, na którym pojawiło się kilka niewiele znaczących napisów. W komentarzach pojawiają się przykłady podobnych bazgrołów w innych lokalizacjach.
Przykładów takiej „twórczości” jest zdecydowanie więcej. Z problemem borykają się mieszkańcy i właściciele budynków w różnych częściach Bydgoszczy – nie da się zawęzić go jedynie do konkretnego osiedla, rejonu, wspólnoty czy spółdzielni mieszkaniowej.
– Bardzo często zdarzają się przypadki malowania po nowych czy wyremontowanych wiatach śmietnikowych. Mieliśmy sytuację, gdy na świeżo odnowionym szczycie, dosłownie kolejnego dnia, pojawiły się malunki – firma nie zdążyła jeszcze zdjąć rusztowań. Bazgroły pojawiają się także na klatkach – mówi „Expressowi Bydgoskiemu” Grzegorz Dudziński, prezes zarządu RSM „Jedność”.
Zdaniem spółdzielni monitoring niekoniecznie jest rozwiązaniem problemu. Pojawienie się kamer na całym terenie byłoby zbyt kosztowne, a i tak nie musiałoby w pełni zlikwidować zjawiska. Monitoring może jednak pojawiać się w najbardziej drażliwych punktach.
– Staramy się własnymi siłami zamalowywać takie napisy. Najbardziej denerwujące jest to, że jakiś domorosły Banksy przychodzi i domalowuje na odnowionych wspólnych przestrzeniach swoje wizje piękne, a to zwykłe bohomazy. Nawet jeśli kogoś złapiemy, a zdarzają się takie sytuacje, to ze względu na niską szkodliwość czynu sprawy nie są prowadzone dalej przez organy ścigania – dodaje prezes.
– Od stycznia do września tego roku wpłynęły do nas 34 zgłoszenia o zniszczeniu mieniu – przekazuje nam Arkadiusz Bereszyński, rzecznik Straży Miejskiej w Bydgoszczy. W puli mieszczą się także inne zdarzenia, jak np. demolowanie przystanków autobusowych. – Z naszej strony interwencje mają sens, gdy jest szansa złapania kogoś na gorącym uczynku, bo ściganiem sprawców po fakcie zajmuje się policja – uzupełnia. Strażnicy regularnie przekazują informacje o przypadkach, gdy udaje im się złapać "artystów" w trakcie pracy.
Widać poprawę
– W latach 2000-2010 tego było bardzo, bardzo dużo. Dziś zdarza się, że malunki czy napisy pojawiają się na budynkach, ale na szczęście ta moda powoli zanika – uważa Zbigniew Sokół, prezes zarządu Fordońskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Zaznacza, że artystyczne murale czy graffiti są mile widziane, ale w bardziej zaplanowanej formie. W Fordonie zdarzyło się, że właściciele kompleksów garażowych wyrazili zgodę, aby artyści ozdobili ściany swoimi pracami.
– Nie jesteśmy przeciwnikami upustu artystycznej energii, ale zdecydowanie przeciwnikami takiego „klasycznego” wandalizmu – stwierdza. Jednym ze sposób walki z negatywnym zjawiskiem jest wykorzystywanie na elewacjach specjalnych farb, z których łatwiej usunąć niechciane malunki.
Bydgoska Spółdzielnia Mieszkaniowa przyznaje, że u nich także nie udało się całkowicie wyeliminować problemu. Graffiti, choć nie wszędzie, wciąż się pojawia. – W wielu nieruchomościach wprowadziliśmy monitoring. Tam zjawisko występuje rzadziej. Widać, że jest to konstruktywna forma przeciwdziałania wandalizmowi – ocenia Tadeusz Stańczak, prezes zarządu BSM.
– Nie zawsze odmalowania udaje się ograniczyć do fragmentu, na którym pojawiły się napisy. Każdorazowo mieszkańcy przyjmują to negatywnie, bo są zdegustowani tym, że trzeba wydawać niepotrzebnie kolejne pieniądze – dodaje.
