Zwolniony komendant Straży Miejskiej w Czersku miał siedem dni na złożenie zażalenia do sądu pracy. Złożył je w piątek do sądu pracy w Człuchowie. - Wystąpiłem do sądu o przywrócenie mnie na dotychczasowe stanowisko.
Kontrole nic nie wykazały
Jak umotywował pozew? - Nie byłem karany, a przyczyna wręczenia wypowiedzenia nie była prawdziwa - mówi Szwil.
W uzasadnieniu wypowiedzenia, które upływa dopiero 31 października burmistrz podał brak nadzoru i rażące naruszenie prawa.
- To ewidentna nieprawda - mówi Szwil. - W maju 2013 r. na zlecenie wojewody Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku przeprowadziła kontrolę jednostki. Nic takiego nie stwierdzono. Nie było żadnych uchybień i nie dostaliśmy zaleceń pokontrolnych.
Były już komendant złożył do burmistrza pismo, w którym zaoferował swoją gotowość do świadczenia pracy. Jeszcze nie dostał na nie odpowiedzi.
Burmistrz, zwalniając komendanta, zdecydował, że nie musi on świadczyć pracy w okresie wypowiedzenia, co oznacza, że ten przez cztery miesiące za siedzenie w domu otrzymywać będzie pensję.
Zobacz także: Czersk. Wystawili mandat za auto przewożone na lawecie. Komendant Szwil wyleciał z hukiem [wideo]
Dwóch komendantów?
Przypomnijmy, Szwila zwolniono za nagłośniony przez TVN przypadek nałożenia mandatu na przewożone na lawecie auto. Straż miejska nie ścigała firmy transportowej, tylko właściciela audi, choć to przecież nie on przekroczył prędkość. Szwil broni się, że mandatu przecież nie było, a on był zobowiązany ukarać winnego. Właściciel audi miał mu w tym pomóc, wskazując dane adresowe firmy.
Dlaczego burmistrz, nie czekając do upłynięcia okresu wypowiedzenia Szwila, ogłosił konkurs na komendanta?
Przecież sąd może przywrócić Szwila do pracy. Burmistrz nie widzi sprzeczności. Uważa, że miał prawo ogłosić konkurs. - Ale dla pewności będę się konsultował jeszcze z naszą panią mecenas - mówi. - Nie zrobiłem tego wcześniej, bo była akurat na urlopie.