Jeden dzień miłości - czyli z socjologiem o walentynkach

Rozmawiała Kamila Mróz
Fot. Anna Wojciulewicz
Rozmowa z Julitą Pieńkosz, socjologiem z UMK w Toruniu

www.pomorska.pl/torun

Więcej informacji z Torunia znajdziesz na podstronie www.pomorska.pl/torun

- Co pani myśli o walentynkach?
- Jako socjolog czy prywatnie?

- I tak, i tak.
- Prywatnie nie świętuję walentynek. Nie mają one dla mnie żadnego znaczenia. Z mężem nie uznaliśmy ich za ważne w naszym kalendarzu. Poza tym, że oczywiście widać je wszędzie - na ulicach, w sklepach.

- A socjolog co powie?
- Walentynki to na pewno przykład amerykanizacji czy też westernizacji i przede wszystkim komercjalizacji polskiej struktury i adaptowania różnego rodzaju świąt z Zachodu. To nie jest przecież jedyne święto, które do nas stamtąd przyszło. Coraz bardziej obserwujemy także importowanie innych, typu halloween, czy Świętego Patryka. Jakiś czas temu były próby też ze Świętem Dziękczynienia, ale okazało się, że jest bardzo odległe kulturowo. Nie ma podstawy, aby je "sprzedać". Natomiast takie tematy, jak duchy czy miłość są o wiele bardziej uniwersalne. Nie dotyczą historycznych wydarzeń czy tradycji konkretnego państwa czy narodu.

- Wracając do walentynek, przecież nikomu nie szkodzą...
- ... Tak, są przyjemne. Ale równocześnie płytkie i powierzchowne. Nie niosą za sobą żadnych głębszych wartości. Nie idzie za tym żadna refleksja. Właściwie ludzie dzielą się na tych, którzy to święto gloryfikują i tych, którzy je kontestują. Często od moich znajomych słyszę: kochający się ludzie, kochają się cały rok, nie potrzebują do tego jednego dnia.

- 14 lutego przynajmniej nieśmiali mają okazję, aby się ośmielić.
- Być może. Odbywa się to jednak głównie na poziomie flirtów czy towarzyskości. I co wydaje się najgroźniejsze, przede wszystkim ma wymiar komercyjny. Jeśli jakieś święto posiada potencjał przemysłowy, to prędzej czy później i handel, i media, i gastronomia, i kinematografia nim się zainteresują. Wydaje mi się, że dzień św. Walentego to duży kaliber wśród innych importowanych świąt. Przed rokiem 1989 tylko nieliczni Polacy, tacy którym udało się wyjechać za granicę, słyszeli o tym dniu. Dziś dla wielu branż, np. kwiaciarni, to jeden z najlepszych momentów w roku. Teraz promuje się raczej święta zachodnie, bo one lepiej się sprzedają, a z drugiej strony ignorujemy własną tradycję. Przecież w Polsce mamy też odpowiednik dnia św. Walentego - noc św. Kupały.

- Żyjemy w świecie globalnym.
- Oczywiście i to widać przy takich okazjach.

- Coraz więcej mamy tych świąt i wszelkiego rodzaju dni. Czy pani wie o tym, że w tym tygodniu był dzień pizzy?
- A nie, o tym nie słyszałam. Kiedyś najważniejszymi świętami było Boże Narodzenie i Wielkanoc. Teraz rzeczywiście tych świąt mamy coraz więcej. Nie jestem w stanie powiedzieć czy to jest zjawisko bardzo negatywne, bo w zasadzie nikomu ono nie szkodzi.

- Po co nam w ogóle święta? Czasami mam wrażenie, że są pretekstem do nicnierobienia. Może nie w przypadku dnia św. Walentego, ale innych wolnych dni.
- Jestem pewna, że w dzisiejszych czasach, kiedy dużo dzieje się złego, święta wnoszą do naszego życia pewien potencjał optymistyczny. Nie możemy ciągle pracować, a święta są dobrym przerywnikiem. Przynoszą nam wiarę w ludzi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie