Jubileusz. Witold Majchrzak skończył 90 lat

Paweł Kowalski
Bez wątpienia to człowiek sportowego renesansu. Uprawiał chyba wszystkie dyscypliny sportu, od tych najbardziej popularnych, po te już zapomniane.

Jego miłością od zawsze była jednak kulturystyka.

Już przed laty, na łamach "Pomorskiej" mówił: - Gdyby nie uprzedzenia do kulturystyki, tak popularnej w wielu innych krajach Europy, nie mielibyśmy dziś w Polsce tylu młodych staruszków, chodzących po ulicach przygarbionych, z niepotrzebnym "bagażem" przed sobą. Bo w kulturystyce nie chodzi o budowanie ogromnej masy mięśni, a po prostu o ładną zgrabną sylwetkę.

Mnóstwo pasji
Witold Majchrzak urodził się w 1917 roku w Berlinie, ale już za młodu wraz z rodziną przeniósł się do Bydgoszczy, gdzie mieszka do dziś. W domu przy ul. Żeglarskiej założył ognisko TKKF "Kulturysta". To jedno z miejsc, gdzie realizował swoją pasję.

Właśnie tam mieściła się pierwsza w Bydgoszczy siłownia! Nie było tam popularnych dziś atlasów, bieżni. Były za to ciężary, sztangielki i mnóstwo młodych siłaczy.

- Kiedy przychodziliśmy na treningi najpierw pytał, co jadłem, a patrząc na nasze sylwetki nazywał nas gruźlikami - wspomina Jarosław Pruss, przed laty amator kulturystyki, a dziś fotoreporter Pomorskiej.

Wczoraj nestor polskiej kulturystyki skończył 90 lat. Z tej okazji odebrał medal 50-lecia TKKF. To idealna okazja do wspomnień. A jest o czym opowiadać.

Złapał za kudły...
W latach okupacji w legendę obrosła historia o walkach młodego Witka z potężnym niedźwiedziem. Do dziś pamięta niemal każdy szczegół. W tym miejscu dziś są budynki Astorii...

- Wtedy ustawił się tam cyrk - wspomina jubilat. - Wracając z pracy z kolegą przystanąłem, kiedy właściciel cyrku wyprowadził potężnego niedźwiedzia w kagańcu. Zapytał czy ktoś ma odwagę zmierzyć się z tym zwierzęciem. Nikt się nie zgłosił. Szepnąłem do kolegi, że może ja spróbuję. Za zwycięstwo można było dostać sto marek, ale mi nie chodziło o pieniądze. Zgłosiłem się, zrobili dla mnie miejsce. Nie miałem budowy atlety, ale byłem niesamowicie odważny. Ruszyłem na niedźwiedzia, tarmosiłem się z nim, nie dałem za wygraną. Później jeszcze wielokrotnie próbowałem, w sumie odbyłem 26 walk w ciągu czternastu dni.

Wielokrotnie łapa rywala kiereszowała mi twarz, zalewałem się krwią, ale wierzyłem, że kiedyś go pokonam. Pewnego dnia opracowałem taktykę, byłem sprytniejszy.

Kiedy niedźwiedź stanął na tylnich łapach złapałem za kudły, przewróciliśmy się razem. Mógł mnie zdusić, ale mu się wyrwałem. Dziś na taką walkę na pewno bym się nie odważył.

Zdrowie najważniejsze
Witold Majchrzak to wielokrotny mistrz Polski w boksie, podnoszeniu ciężarów. Zdobywał też laury żeglarskie i pływackie. Największe splendory spływały jednak na niego z aren kulturystycznych. W 1971 roku z rąk Bena Weidera, prezydenta Międzynarodowej Federacji Kulturystyki (IFBB) odebrał medal za szczególne osiągnięcia w rozwój tej dziedziny sportu. Kiedy przechodził na emeryturę w wieku 75 lat (!) naoczni świadkowie oniemieli, gdy dźwignął sztangę o wadze 160 kg. Ale sport to jedno. Pan Witold poświęcał się też dla innych, pracował jako opiekun społeczny, budował schroniska dla bezdomnych zwierząt.

- Zawsze miałem na wszystko czas - wspomina 90-latek. O dzisiejszych kulturystach nie ma najlepszego zdania. - Ich receptą jest chemia, a to prowadzi do chorób. Moja była prosta. Przede wszystkim jadłem, co się da. Czasami nawet pięć kotletów. Nigdy jednak nie narzekałem na zdrowie.

I oby było tak jak najdłużej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie