MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kampanie wyborcze w chorym stylu - politolog z Bydgoszczy komentuje wyniki wyborów

Adam Willma
Adam Willma
Partie polityczne mają pieniądze i struktury organizacyjne. To pozwala im robić kampanię wyborczą w trochę chorym stylu - mówi doktor Sławomir Sadowski, politolog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, komentując wyniki wyborów samorządowych.
Partie polityczne mają pieniądze i struktury organizacyjne. To pozwala im robić kampanię wyborczą w trochę chorym stylu - mówi doktor Sławomir Sadowski, politolog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, komentując wyniki wyborów samorządowych. Arkadiusz Wojtasiewicz
- Niestety, polityka w Polsce wyjątkowo się zdegenerowała. I to, co nazywamy ideowością w polityce, nieomal całkowicie umarło - mówi doktor Sławomir Sadowski, politolog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, komentując wyniki wyborów samorządowych.

Były podczas wyborów zdarzenia, które zaskoczyły nawet ekspertów?
Pewnym zaskoczeniem jest może świetna pozycja Krzysztofa Kukuckiego we Włocławku, w kontekście sromotnej porażki Lewicy w kraju. Nie spodziewałem się również aż tak zdecydowanego zwycięstwa Koalicji w wyborach do Sejmiku.

Niespodziewanie Krzysztof Kukucki okazał się nadzieją całej polskiej Lewicy.
Przyznam, że ten sukces szczególnie pilnie obserwuję, bo Krzysztof Kukucki był moim studentem. Poznałem go jako osobę bardzo wyważoną, ale nie tylko. Był odważny w swoich wypowiedziach, nawet jeśli jego pogląd był przeciwny poglądom całej grupy. A odwaga - jak widać - jest wysoce ceniona przez wyborców.

Wyniki rozgrywki prezydenckiej w Toruniu pana nie zaskoczyły?
Tak, to też pewna niespodzianka, chociaż myślę, że tutaj mamy do czynienia z procesem "zmęczenia materiału", podobnie jak w przypadku prezydenta Szczurka w Gdyni. Wieloletnia prezydentura nie zawsze sprzyja wzrostowi popularności. Można powiedzieć, że prezydent już ze wszystkich, skądinąd nie najgorszych pomysłów, się "wystrzelał". Do tego doszło kilku potknięć, zwłaszcza w ciągu ostatnich miesięcy. W efekcie część elektoratu uznała, że to wystarczający czas dla prezydenta. Ale myślę, że nie jest to ostatnie słowo Michała Zaleskiego.

Wygrały partie polityczne. Na przykład w Toruniu - za wyjątkiem komitetu prezydenta - organizacje niepartyjne nie mają żadnego przedstawiciela.
O ile w całej Polsce - niekoniecznie, to w naszym regionie - owszem, to jest raczej porażka ruchów miejskich. Toruń jest tutaj dosyć specyficznym miejscem, w którym w zasadzie Koalicja Obywatelska rozbiła bank. To nietypowe, ale wynika ze specyfiki miasta, jego struktury społecznej. Pewnie należałoby się spodziewać większego wsparcia dla ruchów miejskich, bo one mówią jednak przede wszystkim o lokalnych problemach. Natomiast w przekazie partii politycznych dominuje potężny schematyzm. Dlatego czuję się trochę rozczarowany słabym wynikiem nie tylko ruchów miejskich, ale i komitetów lokalnych.

Odpadli ludzie, którzy deklarowali, że chcą być poza poza układem partyjnym. Okazuje się, że w większości przypadków w naszym regionie życie pozapartyjne nie istnieje.
Partie polityczne mają pieniądze i struktury organizacyjne. To pozwala im robić kampanię wyborczą w trochę chorym stylu. Gdybyśmy przejechali się po naszych miastach, zwłaszcza tych większych, to na banerach nie znajdziemy nic programowego. Tylko twarze i nazwy komitetów.

Jeżeli wyborca chciał głosować w merytoryczny, przemyślany sposób, nie dano mu na to szans. Zaoferowano mu za to ładne buźki. Skądinąd wiele tych buziek znam osobiście, więc wiem, że w rzeczywistości są one o 20 lat starsze [śmiech]. Photoshop pracował znakomicie w tej kampanii. Być może trzeba było pójść drogą francuską i zakazać takich gigantycznych kampanii bilbordowych, które programowo nic nie dają, natomiast manipulują wyborcami w sposób radykalny.

Bannery są kolejnymi zwycięzcami tych wyborów. Wygląda na to, że kandydat, którego nie stać na taką kampanię, jest pozbawiony szans.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy - wiele tych miejsc reklamowych należy do spółek spółek miejskich. No i trudno tu nie mieć wrażenia, że kandydaci związani z lokalną władzą byli tam bardziej preferowani niż inni.

Koszty wyborów lokalnych w przypadku niektórych kandydatów są porównywalne z wyborami parlamentarnymi. A profity - przynajmniej te oficjalne - nieporównywalne...
Wbrew pozorom, za samorządami stoją ogromne pieniądze. Może nie będą one przepływały do kieszeni poszczególnych polityków, ale chodzi o możliwość zatrudnienia w spółkach miejskich, kwestię dostępu do informacji o przetargach itd. Nie da się tego do końca uregulować. Zawsze znajdą się luki, dzięki którym przepływ pieniądza będzie znaczący i chętni aby te pieniądze przechwycić. Niestety, polityka w Polsce wyjątkowo się zdegenerowała. I to, co nazywamy ideowością w polityce, nieomal całkowicie umarło.

Mamy ogromny sukces Koalicji Obywatelskiej w regionie - z jednej strony sejmik zdominowany przez Koalicję, z drugiej dwa tradycyjnie skłócone miasta zarządzane przez tę partię. Czego się spodziewać w tej rozległej rodzinie?
Spór wewnętrzny pomiędzy Platformą toruńską i bydgoską (czy też wschodnią i zachodnią stroną Wisły) nie jest niczym nowym w naszym województwie. Generalnie decyzje zapadają w zależności od tego, kto siedzi w Urzędzie Marszałkowskim, a tu rządzi od lat prawa strona Wisły, a więc okręg toruński.

Znakomity wynik marszałka Całbeckiego sprawi, że trudno spodziewać się tu zmiany. Mrzonki o "marszałku z Bydgoszczy" zapewne tym razem również się nie ziszczą. W regionie niewiele się zmieni. Czyli będziemy mieli dominację Platformy Obywatelskiej przy takim zakamuflowanym nieco w cieniu konflikcie pomiędzy Bydgoszczą a Toruniem.

Czego szczególnie zabrakło panu w kampanii?
Tak jak wspomniałem, nie były podnoszone sprawy programowe, a zwłaszcza jedna, najistotniejsza. W ramach budowy nowego portu lotniczego przewidziano jedną "szprychę" kolejową, która przechodzi przez nasze województwo kolejowa. Ta "szprycha" ma wejść w województwo pod Włocławkiem, a wyjść pod Grudziądzem, zostawiając zupełnie na uboczu Bydgoszcz i Toruń, co jest dla tego typu miast katastrofą. Po prostu jeszcze nie zdajemy sobie sprawy, że w ciągu 30-40 lat wyłączone z krajowego systemu komunikacyjnego staną się marginalnymi miejscowościami. Kto dziś pamięta, że Legnica w 1920 roku była większym miastem niż Bydgoszcz? To są bardzo ważne rzeczy, którymi powinien zająć się samorząd. Z pozycji samorządu wojewódzkiego trzeba też walczyć o pozycję w kraju. A dziś nasz region jest marginalizowany, także z punktu widzenia władz centralnych.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Eurowybory 2024. Najważniejsze "jedynki" na listach

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska