MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kobieta musi mieć to „coś”, co jest w stanie faceta powalić na kolana... Przeczytaj, kto tak myśli

Rozmawiali Alicja Polewska i Marek K. Jankowiak Fot. Wojciech Wieszok
Piotr Leszczyński: - Patrząc na kobietę patrzę najpierw na dłonie...
Piotr Leszczyński: - Patrząc na kobietę patrzę najpierw na dłonie...
Chciałbym pojechać do Los Angeles. Zobaczyć Nowy Meksyk, Kalifornię. Tam naprawdę jest pięknie. Zobaczyć Wielki Kanion - to też jest moje marzenie. Widziałem film o tym, jak budowano tam taki wspaniały punkt widokowy - rozmowa z Piotrem Leszczyńskim, szefem salonu muzycznego „Riff” w Bydgoszczy

- Od dawna pan tu szefuje?

- Dwa lata mijają. Pamiętam, że wróciłem z trasy koncertowej zespołu, w którym gram i zobaczyłem ogłoszenie, że salon szuka pracownika... Spodobało mi się i tak trwam.

- A gry w zespole nie żal?

- Gram w nim dalej. Tyle, że już nie na bębnach, a na gitarze. No i śpiewam. Mamy swoje profesjonalne studio w wieżowcu dawnej „Eltry”, próbujemy co dwa tygodnie, do końca roku chcemy nagrać naszą czwartą płytę, a w lutym przyszłego roku planujemy ruszyć w trasę koncertową. Do tej pory firma zawsze szła mi na rękę, powiem nawet, że była dumna z tego, że pracuję w takim sklepie i gram w takim zespole, myślę więc, że z tym kolejnym wyjazdem będzie podobnie - pogodzę pracę w sklepie z muzyką.

- Co to za zespół i jaki rodzaj muzyki gracie?

- Formacja nazywa się „Sammath naur”, co w tłumaczeniu oznacza „Komora ognia” czyli miejsce, w którym powstał pierścień i mógł zostać zniszczony. Oczywiście, chodzi o film „Władca Pierścieni”, a więc jasne jest, że to muzyka mocna, ciężka, ostro rockowa. Moja mama, gdy zobaczyła nas na scenie po raz pierwszy, powiedziała, że jesteśmy nienormalni. Ale potem, gdy kolegów poznała, orzekła, że to fajne chłopaki. Show robimy tylko na scenie.

- Skąd zamiłowanie do muzyki?

- Nauczycielka zauważyła, że mam dobre wyczucie rytmu, gram fajnie na werblu, więc wezwała tatę do szkoły i powiedziała, że warto coś z tym zrobić. No to tata zaprowadził mnie do Karola Szymanowskiego i u niego dwa lata uczyłem się grać na bębnach. Potem jednak nie bardzo wiedziałem, co mam ze sobą dalej robić, więc poszedłem do „Gastronomika” i nauczyłem się gotować. Na bębnach grałem jednak sobie dalej. Niestety, po kilku latach ostrej gry pojawiły się kłopoty ze ścięgnami i musiałem zamienić bębny na gitarę.

- W takim sklepie też trzeba być artystą?

- To szczególny sklep. Ma już 62 lata i zawsze był „muzyczny”. Tu bardzo często przychodzi klient, który wie, czego szuka. I jest to zazwyczaj markowy towar, bo zawsze tu taki był. No, a my jesteśmy tu od tego, żeby ten markowy towar zachwalać i przekonywać, że warto go mieć. No i czasem zdarza się tak, że klient przychodzi po „klawisze” i jest zdecydowany kupić je za 3 tys. zł, a po godzinie jedzie do domu po gotówkę, bo zakochał się w instrumencie, który jest ... cztery razy droższy. Ale jest pewien, że chce go mieć.

- A klient z fantazją też tu przychodzi?

- O, tak - i to zarówno w jedną, jak i drugą stronę. Staje na przykład przed ścianą pełną najróżniejszych i markowych strun, ale po kilku minutach mówi: strun, to właściwie żadnych tu nie macie. Ale bywa i tak, że dzień przed Wigilią wchodzi starszy pan i mówi: nie wiem, co żonie na prezent świąteczny kupić, może by pianino? Tylko chciałbym brązowe, a nie czarne. Sprowadzicie mi na jutro? Wydał ponad 18 tys. zł, zapłacił dodatkowo za taksówkę do Poznania, bo żadna firma przewozowa już nie chciała w Wigilię usługi wykonać, a potem... odebrał pianino dopiero w połowie stycznia, bo na święta miał gości.

- Co może pana zezłościć?

- Złości mnie ktoś niesumienny i ktoś, kto coś zaczyna, a potem tego nie kończy.

- A jak pan reaguje, gdy się pan złości?

- Najpierw na spokojnie wyjaśniam źródło nieporozumienia. Jak nie skutkuje, to czasem podnoszę głos. Ale to raczej rzadko.

- Czym można sprawić panu przyjemność?

- Informacją, że w sklepie jest duży utarg.


- A kto może sprawić panu przykrość?

- Każdy, kto nie docenia tego, co zrobię, jeśli mocno się w to „coś” zaangażuję.

- Co chciałby pan mieć?

- Zestaw bębnów z „górnej półki”. Taki naprawdę wypasiony.

- Dokąd chciałby pan pojechać?

- Do Los Angeles. Zobaczyć Nowy Meksyk, Kalifornię. Tam naprawdę jest pięknie. Zobaczyć Wielki Kanion - to też jest moje marzenie. Widziałem film o tym, jak budowano tam taki wspaniały punkt widokowy. Chociaż mam lęk wysokości, to chciałbym stanąć na nim i spojrzeć w dół. Może w ten sposób bym się z tego wyleczył? Tak jak kiedyś z arachnofobii. Kupiłem sobie pająka i on pomógł mi przełamać strach. 25 cm miał i był jadowity. Było trochę adrenaliny. Ale ja to lubię. Dziś pająków się brzydzę, ale już się nie boję.

- Które cechy u kobiety są najważniejsze?

- Szczerość i spontaniczność. No i kobieta musi mieć to „coś”, co jest w stanie faceta powalić na kolana.

- A gdyby oczy miały wybierać?

- Najpierw dłonie. Potem oczy i twarz. Tzw. duże oczy - niekoniecznie.

 

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Ceny złota na nowym, historycznym poziomie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska