Konflikt w bydgoskim szpitalu Biziela. Szef związku...

    Konflikt w bydgoskim szpitalu Biziela. Szef związku zawodowego lekarzy twierdzi, że był poniżany i grożono mu zwolnieniem z pracy [17.02]

    MP

    Express Bydgoski

    Aktualizacja:

    W Bydgoszczy pojawiły się billboardy ze słowami wsparcia dla Bartosza Fiałka, lekarza rezydenta i zarazem szefa oddziału terenowego Ogólnopolskiego Związku

    W Bydgoszczy pojawiły się billboardy ze słowami wsparcia dla Bartosza Fiałka, lekarza rezydenta i zarazem szefa oddziału terenowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. Biziela. ©Dariusz Bloch

    - Działałem zgodnie z prawem, a grożono mi zwolnieniem z pracy i poniżano mnie - mówi lekarz rezydent Bartosz Fiałek, szef oddziału terenowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. Biziela w Bydgoszczy.
    W Bydgoszczy pojawiły się billboardy ze słowami wsparcia dla Bartosza Fiałka, lekarza rezydenta i zarazem szefa oddziału terenowego Ogólnopolskiego Związku

    W Bydgoszczy pojawiły się billboardy ze słowami wsparcia dla Bartosza Fiałka, lekarza rezydenta i zarazem szefa oddziału terenowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. Biziela. ©Dariusz Bloch

    Wszystko zaczęło się w czwartym kwartale ub. roku. Problemy kadrowe na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym pogłębiły się wraz z odejściem ordynatora i jego zastępcy. Dyrekcja szpitala wydała zarządzenie, że w okresie przejściowym lekarze z klinik będą zajmowali się też pacjentami SOR-u. To wywołało burzę.

    - W ocenie związku zawodowego takie rozwiązanie szkodziło lekarzom i pacjentom - mówi Bartosz Fiałek, szef OT OZZL w „Bizielu”.
    - Zasięgnąłem opinii prawnej i okazało się zarządzenie jest wadliwe. Otrzymałem też formalne i nieformalne skargi od lekarzy. Warto też zaznaczyć, że lekarze rezydenci pracują na oddziałach w godz. 7.30-15.05 i w programie specjalizacji i nie mają stażu na SOR. Sytuacja wymagała interwencji. Próby rozmów z dyrekcją nie dały efektu. Zasięgnąłem też opinii Bydgoskiej Izby Lekarskiej , a ta wskazała, by powiadomić odpowiednie instytucje. Wobec braku reakcji dyrekcji szpitala, zgodnie z ustawą o związkach zawodowych, zgłosiłem sprawę w inspekcji pracy. Powiadomiłem też NFZ, urząd wojewódzki i resort zdrowia.

    - Grożono mi zwolnieniem z pracy - mówi. - Usłyszałem też, że nikt mnie tu nie chce. Byłem poniżany. Stąd podjąłem już kroki formalno-prawne.

    21 stycznia br. Bartosz Fiałek został wezwany do gabinetu wicedyrektora. - Grożono mi zwolnieniem z pracy - mówi. - Usłyszałem też, że nikt mnie tu nie chce. Byłem poniżany. Stąd podjąłem już kroki formalno-prawne.

    Szpital do rozmowy obu panów się nie odnosi, bo odbyła się ona w cztery oczy. - Czekamy aż zakończy się postępowanie wyjaśniające - mówi Kamila Wiecińska, rzeczniczka Biziela. - Jeśli chodzi o wspomniane zarządzenie, to było ono wprowadzone w trybie awaryjnym. Lekarze z klinik w podstawowym czasie pracy mieli wspierać SOR w leczeniu pacjentów ze skierowaniami. Mamy już nową obsadę lekarską i sytuacja wróciła do normy.

    Jakie są wyniki kontroli Państwowej Inspekcji Pracy? - Stwierdziliśmy sporadyczne naruszenia czasu pracy lekarzy. Szpital ma teraz siedem dni na zapoznanie się z protokołem pokontrolnym i na wniesienie zastrzeżeń - mówi Waldemar Adametz, zastępca okręgowego inspektora pracy w Bydgoszczy.

    Bartosza Fiałka popierają lekarze z OZZL, którzy wywiesili w mieście billboardy ze słowami wsparcia.

    Więcej w jutrzejszym wydaniu Expressu Bydgoskiego oraz w serwisie Plus - Express Bydgoski .

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.pomorska.pl

    Zapytaj lekarza

    1 3 4 5 ... 28 »
    28 stycznia

    Światowy Dzień Trędowatych

    zobacz więcej »