Król i dozorca

Adam Willma [email protected]
Stanisław Zagajewski
Stanisław Zagajewski Fot. Daniel Pach
Talent to jest instynkt, jak u dzikiego zwierza. Dziki zwierz żyje instynktem, a człowiek - talentem - mówił Stanisław Zagajewski.

Wpisz się do księgi kondolencyjnej

Umarł wielki mały rzeźbiarz. Chyba miał osiemdziesiąt jeden lat. Ale nie za bardzo wiadomo, bo gdy w 1926 roku znaleziono go jako dziecko pod kościołem św. Barbary w Warszawie, wszystko trzeba było wymyślić. Imię i nazwisko również.
Kamizelka

Zgasł ze starości. Najpierw zapalenie płuc, później wylew. Umarł i pogrzebion. Tyle
że pogrzebany będzie bez swoich ulubionych orderów. Bo ordery ktoś ukradł.
Różne rzeczy panu Stasiowi kradziono, najczęściej rzeźby, bo ceny na Zagajewskiego ostatnio poszybowały w górę. A teraz ordery. Ordery były na stałe przypięte do kamizelki. Kamizelkę wkładał na święta - festyny i pielgrzymki. I na wernisaże.

Z wernisażami był kłopot, bo zanim pan Stasiu włożył order, panie z muzeum go myły i przebierały, żeby wyglądał jak artysta. Później była kłótnia o psy. Bo bez psów pan Staś nie chciał przychodzić na wernisaż. A psy były zmorą pań sprzątaczek, bo na pięknie wyeksponowane ołtarze Zagajewskiego potrafiły sikać bezceremonialnie.

W archiwum włocławskiego fotografika, Jana Sieraczkiewicza, jest zdjęcie z wręczenia w Warszawie ważnej artystycznej nagrody. Na zdjęciu nieco speszony minister, a wokół Zagajewskiego sfora psów.
- Psy były zawsze przy nim, łaziły za nim krok w krok, a on im odpłacał miłością - wspomina Sieraczkiewicz. - Gdy rozeszła się wieść o śmierci Zagajewskiego, wszyscy zaczęli się zastanawiać, jak go upamiętnić. A psy oddano do schroniska. Dla tych zwierzaków, które cały czas miały swobodę, to będzie męczarnia. Jeśli już miasto chciało oddać Zagajewskiemu hołd, mogło zadbać o to, żeby jego psy trafiły w dobre ręce.

Baśnie i dzieci
Umarł Zagajewski. A gdy umarł ukazały się różne wzmianki. Ci którzy je redagowali, mieli twardy orzech do zgryzienia. Pisali "wybitny prymitywista" albo że "lepił jak jaskółka". Bardzo ładnie, tyle że nieprawdziwie.
- Jaki tam prymitywista - zżyma się Sieraczkiewicz. - We Włocławku wszyscy Zagajewskiego znali, ale dla większości był jakimś nienormalnym dziwakiem. A to krzywdząca nieprawda. W mojej pamięci pan Stanisław pozostanie inteligentnym człowiekiem, który trochę bawił się odbiorcami. Z dziennikarzami, z krytykami, z dziećmi. Dla każdych miał baśń o sobie do sprzedania. Jeśli patrzeć na rzecz formalnie, to od 1974 roku miał wszystkie uprawnienia profesjonalnego artysty. Myślę, że dobrze znają go tylko chłopcy, którzy - od kiedy pamiętam - zawsze przewijali się przez jego pracownię. To była przedziwna przyjaźń, bo chłopaki sobie z niego kpiły, psociły mu, niektórzy podkradali pieniądze, inni rzeźby, ale Zagajewski nie mógł bez nich żyć. Wypatrywał ich, wypytywał. Chyba po prostu widział w nich swoje dzieciństwo.

Pod ołtarzem

To dzieciństwo dla Zagajewskiego nigdy się nie skończyło. Znalezione na śmietnikach niekompletne lalki, obrazki wycięte z gazet, bajkowe postaci układał na zakurzonych półkach swojej pracowni. - Ilustracje z bajek są najciekawsze, bo w bajkach każdy, czy to król, czy szlachcic, a nawet zwykły dozorca, miał inny strój. To jest wielkość człowieczeństwa, że każdy potrafi się wyróżnić.

Zagajewski wyróżniał się po swojemu - czerwoną wełnianą czapą, z pomponem, długą brodą, dziecięcym wózkiem, którym woził skarby znalezione na śmietniku - druty, blaszki, szmaty, wszystko co nadawało się na legowiska dla psów. I na sztuczne kwiaty, które wyplatał z kawałków plastiku i kapsli.
Wyróżniał się swoim domem w zakapiorskim zakątku Włocławka. Dom to zbyt wiele powiedziane, bo w domu przestrzeń niemal w całości zagracona była hałdami rzeźb (fragmentów ołtarza zamówionego przez muzeum w Lozannie) i szmat, pozostały jedynie wąskie korytarzyki, ciasne miejsce do pracy i legowisko, na którym pan Stanisław sypiał ogrzewany przez swoje psy.

Gdy z 10 lat temu po raz pierwszy zawitałem do jego chałupinki, miał 14 zwierzaków. Nie licząc szczurów, które traktował z wielką wyrozumiałością:
- Nieraz jem sobie kolację, a tu cała chmara szczurów przelatuje. Czasem mi ich żal, więc rzucę kawałek, ale wtedy drugi i trzeci chciałyby dostać. Robią się takie zuchwałe, że pchają się na ramiona, żeby im coś rzucić do żarcia. Szczur dla jednego może być dokuczliwy, ale dla innego jest przyjacielem. U bogatego posprząta i porządek zrobi. Najpiękniejsze są szczury młode, takie mądre i szczwane. Stare szczury są wynędzniałe, zmęczone swoim życiem i samotnością. Tak samo człowiek.

Droga krzyżowa
W ostatnim roku czuć było to zmęczenie po Zagajewskim. Poruszał się już tylko na wózku, zaszył się w domu jak niedźwiedź. Coraz częściej jedynie kierował pracą chłopaków, którzy mu pomagali urabiać glinę.

- O wielu ostatnich rzeźbach Zagajewskiego można już powiedzieć, że jedynie wyszły z jego pracowni. Nawet podpis składali chłopcy - twierdzi Jan Sieraczkiewicz. - Ale to nie falsyfikaty. Wszystko działo się na oczach Zgajewskiego i za jego zgodą.

Krystyna Kotula z włocławskiego muzeum była świadkiem ostatniego spotkania autorskego starego mistrza. Zagajewski pojawił się na nim ze swoim ulubionym uczniem, Radkiem Chrzanowskim: - To wyglądało tak, jakby chciał go namaścić. Przedstawił go wszystkim i kazał, żeby chłopak opowiedział o sobie.
Radek nie może dojść do siebie: - Mam 21 lat, z tego 15 przychodziłem do pana Stanisława. Byłem u niego codziennie, bo mieszkam 100 metrów dalej. Nie wiem, jak sobie bez niego poradzić. Tak mi żal, że nikt nie spełnił jego ostatniego marzenia. Chciał iść koniecznie na pielgrzymkę do Częstochowy. Chodzić już nie mógł, i nie znalazł się nikt, kto by go do Częstochowy zawiózł. Postanowiłem, że zrobię na jego cześć stacje drogi krzyżowej, sześć już mam gotowych. To będzie prezent dla niego.

Najstarszy zawód

Wygrzebałem z komputera stary tekst. Pan Stasiu mówi o prezentach:
- Ja bym chciał obdarować wszystkich. Każdemu dałbym ptaszka z glin, ale wtedy nic innego nie mógłbym robić, nic bym nie zrobił dla pana Boga. Z tymi prezentami to jest tak, że ludzie dostają różne prezenty, bo są dyrektorami albo jakimiś profesorami. Kiedy Jezus przyjdzie, powie tym ludziom - ty nic więcej nie dostaniesz, bo już wziąłeś swoją zapłatę.

- O pana też się upomni. I co pan powie wtedy?
- Do mnie Jezus przychodzi często. Zwłaszcza jak pracuję, bo ja pracuję w glinie. A praca w glinie, to jest najstarszy zawód świata.


Uroczystości pogrzebowe Stanisława Zagajewskiego odbędą się w sobotę 12 kwietnia o 11.00 we włocławskiej katedrze.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie