Książki lubią mole...

Maja Erdmann maja.erdmann@pomorska.pl
Czytelnicy narzekają, że w bibliotekach jest za mało nowych książek.
Czytelnicy narzekają, że w bibliotekach jest za mało nowych książek. Fot. Jarosław Pruss
Co drugi z nas przez ostatnie kilka miesięcy nie przeczytał ani jednej książki. Jeszcze mniej osób korzysta z bibliotek.

Czytanie książek traktujemy, jak przykrą konieczność, a nie rozrywkę dającą przyjemność.

Biblioteki starają się jak mogą, by przyciągnąć czytelników. Zazwyczaj jednak przegrywają z telewizją i internetem. Kryzys czytelnictwa widać jak na dłoni. Nie po raz pierwszy.

Nie mam czasu na czytanie
Był czas na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy rodziła się demokracja i powstawały samorządy. Wiele z nich zaraz po objęciu władzy zaczęło likwidować biblioteki, w ten sposób oszczędzano na wydatkach. Bo co komu po bibliotece wiejskiej, skoro nikt tam nie przychodzi i książek nie wypożycza? To był też moment, gdy na rynku pojawiły się magnetowidy i kasety wideo. Ludzie zamiast czytać książki, oddawali się prostej rozrywce polegającej na maratonach filmowych.

Książki zaś były tanie. Właśnie wtedy pojawiły się takie wydawane na byle jakim papierze, byle jak tłumaczone, którymi handlowano z rozkładanych stolików na bazarze, a klienta miał przyciągnąć głównie bardzo kolorowy deseń na okładce. Polacy z bibliotek korzystali niechętnie, ale mieli przynajmniej dostęp do tanich książek z bazaru.

Na co nam biblioteka?
Teraz czytelnictwo ciągle spada. A ceny książek rosną. Co trzeci Polak nie przeczytał w tym roku żadnej książki. Powodów podają wiele: bo nie lubię książek. Bo nie mam czasu. Bo są za drogie. Bo do biblioteki za daleko.

Biblioteki też zaczęły znikać, choć ten proces ostatnio zahamowano przepisem, który mówi, że w każdej gminie musi być przynajmniej jedna wypożyczalnia, a pieniądze na zakupy nowych książek daje ministerstwo kultury. Nie każdemu jednak dzierżącemu władzę samorządową w smak jest płacenie za dostęp do księgozbioru. W naszym województwie jest taka biblioteka, która w zeszłym roku nie kupiła ani jednej książki, bo rada gminy nie przewidziała pieniędzy na zakupy. To Dąbrowa Biskupia. Wójt Roman Wieczorek przyznaje, że z biblioteki gminnej nie korzysta, a ona sama przynosi mu tylko kłopoty. - Przepisami ustanowiono, że biblioteka być musi, dajemy pieniądze na etaty. Ale zasady są obok życia. Ja na przykład zatrudniam dwie bibliotekarki i tyle wystarczy, a z rozporządzenia wynika, że w każdej bibliotece ma być dyrektor i księgowa - to paranoja. Do tego dochodzą koszty utrzymania budynku, ogrzewania, prądu. To wszystko mija się z celem.
Wójt sam sobie książki kupuje. Jakie? - Historyczne najczęściej, bo lubię ciekawe historie - przyznaje.

A książki się kurzą
Czy chętnie korzystamy z bibliotek? W dużych miastach czytelnictwo jest na stałym poziomie. Sytuacje ratują uczniowie szkół średnich i studenci, którzy z książek zdobywają wiedzę. W małych miejscowościach bywa różnie. Wiele zależy od osobowości i przedsiębiorczości bibliotekarzy. Niestety, w wielu miastach połączono biblioteki z domami kultury i bibliotekarze zamiast zadbać o młode pokolenie i zachęcanie ludzi do czytania spełniają się organizując publiczne imprezy kulturalne, które nie zawsze z książkami mają wiele wspólnego.

Czytelnicy, którzy zachodzą do biblioteki po raz pierwszy często są rozczarowani. Szukają nowości, a biblioteki mają ograniczone finanse. Więc bywa, że ustawiają się kolejki po najbardziej chodliwe, reklamowane pozycje.
- Za mało tu nowości, same stare, książki, na nowe rzeczy trzeba się zapisywać - narzeka Janusz Popławski z Bydgoszczy. - Jestem fanem fantazy, a pieniędzy w kieszeni niewiele. Jedna książka to wydatek około 40 złotych. Stać mnie na jedną książkę w miesiącu, no góra dwie. A ja pożeram zadrukowane kartki.

Jak więc Polaków zachęcić do czytania? To trudne zadanie. Czytelników zabiera internet i telewizja, ale tylko tych niezdeklarowanych. - Jeśli ktoś od zawsze czytał książki, wyrobił w sobie tę szczególną wrażliwość, miłość do książek. Nie odejdzie do internetu - twierdzi Ewa Stelmachowska, dyrektor Biblioteki Wojewódzkiej w Bydgoszczy. - Prawdziwy mól książkowy jeśli będzie miał do wyboru film czy książka, zawsze wybierze wertowanie kartek. Najbardziej martwi, że nie dbamy o nasze dzieci, nie czytamy im książek, nie uczymy bycia z literaturą.

Są jednak biblioteki gminne, które hodują rzesze młodych czytelników. Tak jest w Dąbrowie Chełmińskiej. Tu biblioteka to prawdziwa instytucja kulturalna, w której zawsze coś się dzieje. Dzieci przyprowadzają rodziców, rodzice dzieci i wspólnie wsiąkają w świat historii pisanych.

Kobiety czytają więcej
Statystycznym czytelnikiem w regionie kujawsko-pomorskim jest... kobieta w średnim wieku. Wybiera zazwyczaj beletrystykę, biografie, romanse. Panowie, gdy już zdecydują się na bliższe kontakty z książkami, preferują literaturę faktu, książki historyczne i sensację. Jeśli przyjdzie do biblioteki młody mieszkaniec regionu w 80 procentach wybierze którąś z lektur szkolnych lub książki z działu fantazy. - Nie chcę obgadywać młodych - mówi bibliotekarka jednej z filii w Bydgoszczy, - ale oni głównie pytają o streszczenia lektur, a takich my nie mamy. Próbuję niektórych przekonać, żeby wziął i przeczytał książkę jak należy. Mówią, że nie mają na to czasu. To smutne.

- Książka stała się towarem, który trzeba równie dobrze wypromować jak film czy płytę - mówi Ewa Stelmachowska. - Jest mnóstwo dobrych pozycji, o których ludzie po prostu nie wiedzą, nie reklamowano ich, więc czytelnik trafia na nie przypadkiem.
Fenomenem reklamy książkowej jest cykl o przygodach Harrego Pottera. Czytelnicy ustawiali się w kolejki w bibliotekach, by przeczytać kolejne tomy. To też dało bibliotekom młode pokolenie czytających. Podobnie jest z książkami reklamowanymi w prasie i telewizji takich autorów jak: Andrzej Stasiuk, Olga Tokarczuk, Marek Krajewski i ostatnio Marcin Świetlicki.

Księgowstręt
Niedawno w Polsce przeprowadzono badania dotyczące nas, czytelników. Nie napawają optymizmem. 64 procent deklarowała, że lubi książki, ale ponad połowa badanych nie przeczytała żadnej w ciągu ostatnich miesięcy. Z badań przeprowadzonych przez CBOS wynika, że najmniej czytają rolnicy. Co drugi badany przyznaje, że czytać po prostu nie lubi i żadnej książki ani nie wypożyczy, ani nie kupi. Natomiast najwięcej moli książkowych jest wśród mieszkańców dużych miast, ale tych z wyższym wykształceniem. Ci najczęściej sięgają po beletrystkę albo literaturę fachową - choć wielkim ograniczeniem pozostaje, niestety, wysoka cena książek.

- Książki są za drogie - mówi Jan Powsiński z Torunia. - Jestem urzędnikiem i z moją pensją stać mnie na jedną książkę w miesiącu. To mało. Na szczęście z kolegami z biura mamy podobne gusty literackie, więc kupujemy różne wydawnictwa i potem się wymieniamy. To najlepszy sposób, żeby być na bieżąco z tym co ciekawego w literaturze słychać.

Jeśli już kupimy książkę do domu, to na pewno wybierze jedną z tradycyjnych pozycji. Najczęściej w domu mamy książkę kucharką (75 proc.), “Słownik Języka Polskiego" (71 proc.) i Biblię (69 proc.). I to wystarczy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie