Leszek Stachowiak przebiegł setny maraton. - To było coś pięknego!

Redakcja
Linię mety pan Leszek przekroczył ze łzami w oczach. - Ale to były tylko i wyłącznie łzy szczęścia - mówi. Już planuje kolejny start. Dla niego bieganie to wielka radość
Linię mety pan Leszek przekroczył ze łzami w oczach. - Ale to były tylko i wyłącznie łzy szczęścia - mówi. Już planuje kolejny start. Dla niego bieganie to wielka radość Fot. Facebook/Poznań Maraton
- Kibice wiedzieli, że biegnę setny maraton. Ich doping był niesamowity - mówi Leszek Stachowiak, biegacz z Janowca Wlkp.

Na mecie była wielka radość kwiaty, tort i łzy.

- Ale to były tylko i wyłącznie łzy szczęścia - mówi Leszek Stachowiak, który w ubiegłą niedzielę w Poznaniu przebiegł setny maraton!

Mieszkaniec Janowca Wlkp., nauczyciel wychowania fizycznego w Gimnazjum im. Powstańców Wlkp., pomysłodawca biegów im. Tomasza Hopfera, pierwszy maraton przebiegł w kwietniu 1997 roku we Wrocławiu. Od tego czasu minęło 20 lat, a Leszek Stachowiak biegał już w 33 krajach na sześciu kontynentach. Nie zabrakło go w prestiżowych i licznie obsadzonych zawodach w Nowym Jorku, Chicago, Tokio, Sydney czy Rio de Janeiro.

- Mam taką zasadę, że tylko raz biegnę w danym maratonie. Wyjątkiem jest ten poznański. Szczególnie go sobie upodobałem. Na miejsce setnego jubileuszu wybrałem więc Poznań - mówi.

Czytaj: Maratończyk z Janowca Wlkp. spełnia marzenia na kontynentach

Dlaczego?

- Według mnie to najlepiej zorganizowany maraton z najlepszymi kibicami. Można być nie wiadomo jak zmęczonym, ale kibice nie pozwolą, żeby nie ukończyć biegu. Ich doping niesie od startu do mety. W tym miejscu jest jakaś niesamowita magia, tu też można uczyć się prawdziwego kibicowania - zachwala pan Leszek.

Niedzielny - setny maraton - będzie tym najważniejszym.

- Ta atmosfera, ci ludzie, emocje, to było naprawdę coś pięknego - mówi wzruszony.

Podczas tego wyjątkowego wydarzenia, od startu do mety, mieszkańcowi Pałuk towarzyszyli Artur Kujawiński i Przemysław Tietz. Pierwszy jest prezesem Wielkopolskiego Związku Lekkiej Atletyki i uczestnikiem legendarnego biegu Spartathlon (na dystansie 246,8 km !!!), a drugi?

- W 1983 roku zacząłem pierwszą pracę w szkole w Sarbinowie Drugim. Trzy lata później założyłem kółko biegacza i Przemek zaczął biegać. Swoją biegową przygodę kontynuuje do dzisiaj. Maraton w Poznaniu był jego drugim - wyjaśnia Leszek Stachowiak.

W stolicy pyry i gziku nauczyciel z Janowca Wlkp. biegł na trasie w koszulce z numerem 100. Organizatorzy zadbali o to, by na bieżąco informować kibiców o tym, gdzie w danej chwili znajduje się najważniejszy maratończyk imprezy.

Na 39. kilometrze reporterka jednej z telewizji zrobiła z nim nawet krótki wywiad (choć nie był to jedyny wywiad, którego pan Leszek udzielił tego dnia).

Na mecie czekała córka, mnóstwo znajomych, kibiców, nie zabrakło baloników, całej masy gratulacji oraz tortu ufundowanego przez hotel Sheraton.

- Ludzie, którzy to przygotowali, przeszli samych siebie. Nie wiedziałem, że może spotkać mnie coś takiego. A kibice na trasie? Byli wspaniali, wiedzieli, że biegnę setny maraton. Ich doping był niesamowity - opowiada nasz rozmówca.

Odhaczając setny maraton, Leszek Stachowiak z Janowca Wielkopolskiego znalazł się w prestiżowym gronie nieco ponad 100 osób w Polsce, które osiągnęły taki wynik. 17 PKO Poznań Maraton ukończył z czasem 3:38,10, (najlepszy osiągnął w Koszycach 3: 21, 42).

Bieg był wyjątkowy jeszcze pod innym względem. - Z tej okazji zaprosiłem do Poznania stu znajomych, w zdecydowanej większości biegających, i tych kończących biegową przygodę. Piotr Pałka, dwukrotny brązowy medalista Polski w maratonie z 2011 i 2012 roku przygotował dla nich sto pamiątkowych medali, które zresztą ja zaprojektowałem. Wręczyłem je po ukończeniu biegu - mówi.

W tym gronie znaleźli się m.in. biegacze z rodzinnego Janowca Wlkp. Z ciekawostek, sześcioro z nich pobiegło w Poznaniu swój pierwszy maraton. Pana Leszka dopingowali też inni, wspaniali zawodnicy, wśród nich Edward Dudek i Irena Lasota - pierwsi Polacy, którzy ukończyli Spartathlon, Ryszard Kałaczyński - przebiegł 366 maratonów w 366 dni, czy Kazimierz Musiałowski - ukończył maraton na statku!!!

Pan Leszek pamiętał też o tych, których nie ma. Setny maratoński dystans pokonał z zawieszonymi na plecach zdjęciami trzech zmarłych, wybitnych biegowych postaci. - To Jerzy Stawski, mój biegowy guru i przyjaciel, a także Barbara Szlachetka i Henryk Warwas. Ten maraton dedykuję właśnie im... - oświadczył.

Maratończyk z Janowca Wlkp. nie powiedział ostatniego słowa. Będzie biegał dalej. A tymczasem: - Wszystkim miłośnikom biegania życzę, by dawało im ono radość. Radość jest w tym wszystkim najważniejsza. Dobrze jest mieć w życiu pasje, szczęściem jest je realizować. Mnie się to udało - usłyszeliśmy.

_____________

Maraton w Poznaniu, wideo: gloswielkopolski.pl/x-news

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie