- Zadzwoniła do mnie przerażona matka. Płakała, że straciliśmy psa. Było około godz. 21.00 w miniony czwartek. Odebrałem telefon w okolicy hali sportowej, ale szybko dobiegłem na ulicę Kościuszki w Świeciu, gdzie doszło do tego zdarzenia - opowiada nasz rozmówca.
Przeczytaj także: Pies pogryzł 8-letnie dziecko. Strażnicy miejscy z Jabłonowa poszukują świadków
Bez smyczy i kagańca
Widok, jaki zastał, bardzo go przeraził. - Mama była umazana krwią. Rozpaczała z powodu psa, przygarnęła go ledwie trzy tygodnie temu. Zwierzak jeszcze oddychał, ale z ogromnym trudem - mówi Czytelnik.
Zdarzeniu przyglądał się właściciel amstafa, który rzucił się na psa Czytelników. - Facet był pijany. Miał wszystko w nosie - twierdzi Czytelnik. - Na dodatek puszczał psa bez smyczy i kagańca. Natychmiast zadzwoniłem po policję, żeby pociągnęli go do odpowiedzialności.
Nie mógł jednak doczekać się radiowozu. - Najpierw próbowali zrzucić to na straż miejską, ale ich patrol był daleko. Wtedy uprzedziłem, że oprócz zagryzionego psa, będą tu zaraz mieli denata, bo właściciel amstafa nie ma ochoty czekać, a ja tracę już cierpliwość - relacjonuje Czytelnik.
Policja pojawiła się na miejscu. Właściciel amstafa dostał mandat. - Poprosiłem ich, żeby podwieźli mnie z psem do weterynarza, chciałem go ratować. Ale usłyszałem, że mam sobie radzić sam, wziąłem więc psa pod pachę i pobiegłem przez miasto do lecznicy przy ulicy Mestwina. Musiałem tam uśpić psa - dorzuca Czytelnik.
Wbrew ustawie
Trzeba też było zająć się właścicielką zwierzaka. - Policja zawiozła mamę do szpitala. Lekarze oczekiwali jak najwięcej informacji o psie-mordercy. Przede wszystkim, czy był zaszczepiony przeciwko wściekliźnie. Ale skąd miałem to wiedzieć? Pozostało mi prosić o dane właściciela, ale policja odmówiła mi ich udostępnienia zasłaniając się ustawą o ochronie danych osobowych - twierdzi Czytelnik.
W jego odczuciu, sprawca został lepiej potraktowany przez policję niż poszkodowani. - To krzywdzące i niesprawiedliwe - denerwuje się Czytelnik.
Marek Rydzewski, rzecznik policji w Świeciu zaprzecza, jakoby policja utajniała dane właściciela amstafa. - Przekazaliśmy je służbie zdrowia zaraz po przywiezieniu poszkodowanej do szpitala - zapewnia.
Co do pomocy pogryzionemu psu, Rydzewski wyjaśnia: - Policyjne wozy nie są przystosowane do przewozu zwierząt. Poza tym policjanci byli zajęci poszkodowaną właścicielką, bo udali się z nią do szpitala.
Rydzewski apeluje, żeby informować policję o właścicielach agresywnych psów, którzy nie trzymają ich na smyczy. - Lepiej zapobiegać takim zajściom. Odpowiemy na każdy sygnał - deklaruje policjant.
Czytaj e-wydanie »