"Na koniec roku byliśmy świadkami legalizacji niesłusznie pobieranych diet przez inowrocławskich radnych. Było to żenujące widowisko pokazujące, co można zrobić dla pieniędzy. Władysław Gomułka kiedyś powiedział: "Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy.", zaś dziś wydaje się, że rajcy mówią: "Diet raz zdobytych nie oddamy nigdy."
Uważam, że pieniądze powinni zwrócić, jak mają choć trochę honoru. Najlepszym rozwiązaniem byłoby obniżenie diet przez ostatni rok kadencji o bezpodstawnie otrzymaną kwotę. Jednorazowa wpłata kilku tysięcy złotych, byłaby pewnie dla niektórych dużym wysiłkiem, biorąc pod uwagę fakt, że pieniądze uzyskiwane z diet są dla nich jedynym, bądź głównym źródłem utrzymania.
Zgadzam się opinią pana Jana Koziorowskiego, że przerzucenia odpowiedzialności na urzędnika jest żenujące. Zwykły urzędnik nie ma przecież takich dużych uprawnień, żeby decydować o wysokości diet radnych. Jakby tak było, to nie potrzebny byłby prezydent, jego zastępcy, czy inne osoby na kierowniczych stanowiskach. Oczywiście urzędnik przygotowuje jakiś wkład do uchwały, bądź jej projekt, ale opiniowany i zatwierdzany jest on przez szereg innych osób na wyższych stanowiskach.
Pracując jako wiceprezes unijnej agencji płatniczej w Warszawie, byłem odpowiedzialny za milionowe dotacje i dopłaty. Wielokrotnie moja praca była kontrolowana przez Najwyższą Izbę Kontroli, audyt Komisji Europejskiej, czy audyt Ministerstwa Finansów. Dlatego nie mogę sobie wyobrazić, że gdyby nie zgadzało się choć 1 euro z dotacji, mógłbym zrzucić winę na urzędnika, zarzucając mu błąd, bądź "podłożenie dokumentów". Dokument taki przechodził zawsze długą drogę sprawdzany i parafowany był przez kierownika, dyrektora, biuro prawne, finansowe i na końcu trafiał do mnie. Taka zasada obiegu dokumentów jest w każdej administracji.
Nasze władze muszą zapamiętać, że piastowanie wysokich stanowisk, to nie tylko duży prestiż i wynagrodzenie, to również duża odpowiedzialność.
Uważam również, że rajcy powinni pełnić swoje funkcje społecznie, a nie pobierać za to pieniądze. Jak przyjrzymy się z bliska niektórym osobom, to możemy zauważyć, że traktują oni bycie radnym jako sposób na życie. Tak samo jak bycie szewcem, piekarzem, czy murarzem, a nie jako misję."