Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Marika Popowicz-Drapała bije rekordy i ściga olimpijskie marzenia. "Rywalizacja z takimi dziewczynami to dla mnie zaszczyt"

Joachim Przybył
Joachim Przybył
Marika Popowicz-Drapała
Marika Popowicz-Drapała PZLA
Marika Popowicz-Drapała pisze niesamowitą historię. W Toruniu została mistrzynią Polski na 400 m, bijąc rekord świata mastersów i po raz kolejny rozprawiając się z rekordem życiowym. - Spotkały się na starcie kobiety z charakterem i takie są efekty - cieszy się bydgoszczanka.

Dla niespełna 36-letniej reprezentantki Zawiszy to drugi sezon na dystansie 400 m. A w zasadzie nawet pierwszy taki prawdziwy, bo przed rokiem przeszła z 60 na 400 m praktycznie z marszu. Nikt się wówczas nie spodziewał, że przyjdą takie sukcesy i wyniki na światowym poziomie. To nie przesada, bo rezultat 51.87 to nie tylko rekord świata masters w kategorii +35 lat, ale także 10. wynik w europejskich tabelach tego sezonu.

Marika Popowicz-Drapała jako młodziczka biła rekord Polski na 300 m, ale potem przez blisko dwie dekady biegała wyłącznie 60 i 100 m. Czy teraz nie żałuje, że wcześniej nie przeszła na 400? - Wszystko dzieje się po coś. Gdy zaczynałam seniorską karierę nikt nie myślał o sukcesach sztafety 4x400 m, nie było jeszcze Justyny, Natalii czy Igi. Miałam sukcesy w krótkiej sztafecie, potem urodziłam synka i po powrocie nie chciałam rzucać się na głęboką wodę. Rok temu trener (Jacek Lewandowski - dop. red.) powiedział "to już ostatni dzwonek" - opowiada nam bydgoszczanka.

Do tego sezonu halowego przygotowywała się już po kątem 400 m. Efekt? Rekord życiowy w ciągu dwóch tygodni poprawiony o sekundę! - To efekt ciężkiej pracy od października. Spodziewałam się, że rekord życiowy padnie na Copernicus Cup. Przed biegiem w HMP wiedziałam, że będzie bardzo mocno. Znam Justynę, ona rozkręca się z biegu na bieg i wiedziałam, że mnie mocno naciśnie, w ogóle na starcie były same dziewczyny z charakterem. Najważniejsze, że byłam na to mentalnie przygotowana. To bardzo ważne na tym dystansie. Gdy na 300 metrze czujesz za sobą rywala, to w ułamku sekundy decyduje się, czy głowa podda się presji. Mi bardzo pomaga taka konkurencja, to dla mnie zaszczyt, że mam szansę rywalizować z Justyną czy Igą, medalistkami olimpijskimi - wyjaśnia Marika.

Nie jest tajemnicą, że właśnie olimpijski start w Paryżu w tym roku jest najważniejszym celem bydgoskiej biegaczki. Przy tym postępie będzie bardzo mocną kandydatką do sztafety 4x400, nawet z udziałem naszych największych gwiazd Natalii Kaczmarek, Justyny Święty-Ersetic czy Anny Kiełbasińskiej.
Wcześniej są jeszcze Halowe Mistrzostwa Świata w Glasgow, zaplanowane na pierwsze trzy dni marca. To byłby już ostatni start w sezonie zimowym. Ze względu na niewiele startów na 400 m Marika Popowicz-Drapała nie jest klasyfikowana w rankingu IAAF, do minimum także nieco brakuje (51.60), ale trudno sobie dziś bez niej wyobrazić polską sztafetę w Szkocji.
- Ten wieczór w Toruniu był dla mnie dużym przeżyciem, ale już na mecie zaczęła się dla mnie droga do kolejnego celu. Na pewno nie odmówię startu w sztafecie, jeśli pojawi się taka propozycja, ale też na siłę sezonu halowego nie będziemy przedłużać. Jesteśmy na właściwej drodze jeśli chodzi o sezon letni, teraz to jest najważniejsze - podkreśla Marika Popowicz-Drapała.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Trener Wojciech Łobodziński mówi o sytuacji kadrowej Arki Gdynia

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska