W czwartkowe przedpołudnie do Prokuratury Rejonowej Kielce-Zachód, przy ulicy Sandomierskiej zgłosił się 42-letni mężczyzna. Nie był doprowadzany przez policjantów, żadna procedura nie nakazywała szczególnie go pilnować.
- Był wezwany w charakterze świadka. W pewnym momencie wyskoczył z okna na pierwszym piętrze budynku. Zdarzenie nastąpiło już po przesłuchaniu, w trakcie wywiadu psychologicznego przeprowadzanego ze świadkiem przez biegłego psychologa, w którego obecności mężczyzna był wcześniej przesłuchiwany. 42-latek upadł na trawnik. Na miejsce natychmiast wezwane zostały pogotowie, policja oraz strażacy mający siedzibę po drugiej stronie ulicy - relacjonował prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
Sam rzecznik stał akurat przed budynkiem, przygotowując się do wejścia na żywo dla stacji Polsat News. Dziennikarz tej stacji, który był świadkiem dramatycznych wydarzeń, opowiadał później na antenie: - Nagle usłyszeliśmy krzyki dobiegające z okna. Spojrzeliśmy w prawo na okna na pierwszym piętrze. Zobaczyliśmy mężczyznę, który stoi na parapecie. Minęły dwie trzy sekundy i on zdecydował się na skok. Zanim skoczył, jeszcze mogło nam się przez chwilę wydawać, że to człowiek, który chce uciec z prokuratury. Ale po tym jak skoczył dokładnie na głowę, na kręgosłup, nie było już właściwie wątpliwości, że on próbował popełnić samobójstwo.
Z pomocą poszkodowanemu 43-latkowi ruszył przechodzień, student ratownictwa medycznego. Błyskawicznie pojawili się też strażacy. - Założyli mężczyźnie kołnierz ortopedyczny i zaczekali na przyjazd karetki pogotowia - opowiadał brygadier Sławomir Krawat, zastępca komendanta miejskiego kieleckiej straży pożarnej w Kielcach.
42-latek trafił do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego na Czarnowie. - Mężczyzna jest w trakcie szczegółowej diagnostyki. Ze względu na stopień urazów będziemy starać się przekazać go do ośrodka bardziej specjalistycznego - mówiła po godzinie 15 rzecznik placówki Anna Mazur-Kałuża. Nieoficjalnie wiadomo, że mężczyzna ma poważne urazy kręgosłupa.
Okoliczności czwartkowego zajścia wyjaśnia teraz Prokuratura Rejonowa Kielce-Wschód. 42-latek to mąż kobiety, która kilka miesięcy temu usłyszała zarzuty zamordowania dwójki swych dzieci. W czwartek był przesłuchiwany jako świadek właśnie w sprawie tego zabójstwa.
Przypomnijmy, w ostatni dzień stycznia tego roku w mieszkaniu w bloku przy ulicy Daszyńskiego w kieleckim osiedlu Świętokrzyskim, 42-latek, który wrócił do domu znalazł w mieszkaniu swą ciężko poraniona 41-letnią żonę oraz ciała dwójki dzieci: 5-letniego synka i 15-letniej córki.
- Z ojcem dzieci rozmawia psycholog. Możecie państwo sobie wyobrazić w jakim stanie jest mężczyzna - mówił wtedy Mariusz Bednarski z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji.
Sekcje zwłok wykazały, że chłopczyk zginął od jednego ciosu w szyję, jego siostra została ugodzona 10 razy. Zginęli najprawdopodobniej około południa. Wtedy też powstały rany na szyi kobiety. 41-latka trafiła do szpitala, ale już trzy dni później można było ją przesłuchać. Usłyszała zarzut zamordowania dzieci. - Dotychczasowe ustalenia śledztwa wskazują, że po tych tragicznych w skutkach czynach próbowała popełnić samobójstwo podcinając sobie szyję. Kobieta przyznała się i złożyła wyjaśnienia - mówił wtedy prokurator Daniel Prokopowicz.
41-latka została tymczasowo aresztowana. Niedawno areszt przedłużono do sierpnia. Śledczy nie informowali o treści wyjaśnień jakie złożyła kobieta, pojawił się jednak nowy wątek.
- Z zabranych materiałów wynika, że kobieta mogła być ofiarą znęcania się. Postępowanie tyczące tego wątku zostało w wyłączone do osobnego zbadania. Na razie nikt nie usłyszał zarzutu, nikt nie jest też zatrzymany. Postępowanie toczy się w sprawie - mówił prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
ZOBACZ TAKŻE:
Ciało kobiety pod wiaduktem w Kielcach
Źródło:echodnia.eu