Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Minister Robert Telus: - Negocjacje z Komisją Europejską są najtrudniejsze. Rozmowa o sytuacji w rolnictwie

Lucyna Talaśka-Klich
Lucyna Talaśka-Klich
Jestem zawsze ostrożny, nie chcę cieszyć się na wyrost, ale wiem, że idziemy w dobrym kierunku - twierdzi Robert Telus, minister rolnictwa i rozwoju wsi
Jestem zawsze ostrożny, nie chcę cieszyć się na wyrost, ale wiem, że idziemy w dobrym kierunku - twierdzi Robert Telus, minister rolnictwa i rozwoju wsi MRiRW
Rozmowa z Robertem Telusem, ministrem rolnictwa i rozwoju wsi, m.in. o sytuacji na rynku zbóż, trudnych rozmowach w Brukseli oraz o dopłatach dla polskich rolników na nowych zasadach.

Spis treści

Telus: są problemy, ale na razie dajemy sobie radę

Dostałem pracę „sapera”. To duże wyzwanie, musimy działać jak na wojnie - powiedział pan zaraz po powołaniu na stanowisko ministra rolnictwa. Natknął się pan na miny?

Sytuacja wciąż jest bardzo trudna, bo wojna trwa. I nie chodzi tu tylko o wojnę za naszą wschodnią granicą, lecz także o wojnę gospodarczą, polityczną, medialną... To dotyczy nie tylko Polski i Europy, podobnie jest na całym świecie. Także wojna o polskie rolnictwo trwa.

Czy natknąłem się na miny? Oczywiście, że są problemy, ale na razie dajemy sobie radę. Ostatnie trudności dotyczą zbóż, ale uważam, że idziemy w dobrym kierunku.

Ten dobry kierunek zapewne dotyczy eksportu zbóż, ale nawet eksperci nie są zgodni co do tego, ile ziarna w Polsce zostało. Zatem, ile jeszcze trzeba go wywieźć, by poprawić sytuację rolników?

Z naszych szacunków wynika, że - na podstawie danych Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa - jeżeli chodzi o nadwyżki zboża u rolników, to do 6 czerwca udało się z rynku zdjąć ponad 56 procent.

Jest coraz większa szansa, że uda się osiągnąć cel. Jednak pomogły nie ceny na rynkach światowych (bo one wręcz przeszkadzają), ale dopłaty. Zatem bardzo pomocne były działania rządu w tej kwestii.

Przypomnę, że od 15 maja dopłata do hektara pszenicy dla producentów, którym zagraża utrata płynności finansowej w związku z zakłóceniami na rynku rolnym, wynosi około 3 tys. złotych. Jeżeli koszt produkcji tego zboża oceniany przez rolników i ekonomistów wynosi około 5 tys. złotych, to proszę zauważyć, że państwo dopłaca ponad połowę. A jeśli do tego doliczymy dopłaty do nawozów, czyli 500 zł na hektar oraz 200 zł wsparcia na paliwo i tysiąc złotych dopłaty obszarowej, to wychodzi, że mamy już prawie pokryte koszty uprawy pszenicy. Zatem sprzedane zboże, nawet gdyby cena nie była wysoka, może dać zysk rolnikowi.

Ta pomoc jest największa w historii naszego kraju, tak dużego wsparcia dla rolników nie było nigdy!

Poza tym obecnie na udzielenie zgody Komisji Europejskiej na pomoc w swoim kraju (na terenie całej Unii), czekają różne państwa członkowskie. Jest mowa o ok. 7 miliardach euro łącznie, a z tego aż 2,5 miliarda euro dotyczy Polski. Należy podkreślić, że chodzi o środki krajowe! To pokazuje, że jeżeli chodzi o pomoc rolnikom, to polski rząd jest liderem w Europie.

To też może Cię zainteresować

Pomoc. Rolnik rolnikowi może sprzedaż zboże

Dopłaty dla rolników są rzeczywiście duże - przyznał Jan Krzysztof Ardanowski, przew. Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP, były minister rolnictwa. Jednak jego zdaniem problemy z uzyskaniem tej pomocy mogą mieć rolnicy, którzy sprzedali zboże np. sąsiadom zajmującym się produkcją zwierzęcą, ale nieprowadzący działalności gospodarczej. Jeśli nie będą mieli faktur, to co wtedy? Czy ten problem będzie rozwiązany?

Być może pan Ardanowski nie słyszał o najnowszych rozwiązaniach, ale one już są. Oczywiście rolnik rolnikowi może sprzedać zboże, ale pod warunkiem, że ten gospodarz, który kupuje, nie sprzeda go dalej, lecz zużyje np. w swojej hodowli.

Chodzi o to, żeby nie było pola do nadużyć. Dlatego też rolnik, który sprzedaje ziarno, dostaje dopłaty uzależnione od powierzchni zadeklarowanej w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Zatem są tu takie „kagańce bezpieczeństwa”.

Wracając do dopłat - jest duże zainteresowanie wsparciem do silosów. I to tak duże, że firmy sprzedające silosy twierdzą, że termin realizacji może wynieść nawet ponad rok. To co ze zbożem z tegorocznych żniw?

Po pierwsze, tak jak już powiedziałem - ponad połowa z nadwyżki u rolników już jest zdjęta. Po drugie, uruchomiliśmy dopłaty do silosów, także w ramach modernizacji z komponentu D (również dla większych gospodarstw) na budowę silosów i magazynów. To wszystko się dzieje...

Oczywiście mamy świadomość, że nie da się „strzelić z palca”, bo to musi trochę potrwać. Ale postawiliśmy pierwszy krok, uruchomiliśmy pomoc.

Niektóre firmy oferują bardzo niskie stawki za zboże. Rolnicy to interpretują jako celowe zniechęcanie do sprzedaży ziarna. Czy są jakieś inne rozwiązania, jeśli chodzi o zdjęcie nadwyżek z rynku np. poprzez gorzelnie czy biogazownie?

Ustawa, którą przegłosowaliśmy ostatnio o biogazowniach, zapisy o produkcji dodatków do biopaliw - to wszystko będzie pomagać w rozwiązaniu tego problemu.

Jednak nie oczekujmy efektów natychmiast, my już podejmujemy decyzje dotyczące przyszłości. One są nie tylko „gaszeniem pożaru” na rynku zbóż. Widzimy już światełko w tunelu. Nie jest to jeszcze euforia i wielka radość.

Jestem zawsze ostrożny, nie chcę cieszyć się na wyrost, ale wiem, że idziemy w dobrym kierunku.

Myślimy o przyszłości polskiego rolnictwa, także o tym, że transport towarów z Ukrainy drogą lądową nie zakończy się wraz z wojną. Daj Boże, żeby ten dramat Ukraińców zakończył się jak najszybciej!

Musimy mieć jednak świadomość, że Unia Europejska mówi o akcesji Ukrainy. To jest dobry kierunek, my się z tym zgadzamy, ale to również oznacza, że transport towarów z Ukrainy nie ustanie wraz z końcem wojny.

Konkurencja z Ukrainy. Co dalej ze zbożem?

Jak powinniśmy się do tego przygotować? Wszak producenci naszej żywności obawiają się ukraińskiej konkurencji.

Na każdym spotkaniu w Brukseli podkreślam, że stoimy przed wielką historyczną chwilą i powinniśmy zbudować fundamenty współpracy z Ukrainą. Potrzebujemy odpowiednich narzędzi (prawnych, politycznych), żeby produkty z Ukrainy jechały w głąb Europy.

Już dziś apelujemy, żeby korytarz solidarnościowy nie był taki krótki. Jeśli te produkty trafiają do naszego kraju, to nie jest to korytarz solidarnościowy, ale taki, który szkodzi Polsce. O to w Unii Europejskiej walczymy, trzeba to zmienić!

Jednak przyzna pan, że walka w Unii Europejskiej jest trudna. Komisja Europejska już sygnalizowała, że nie zamierza ponosić dodatkowych kosztów związanych z przekazaniem zboża do ubogich krajów Afryki. Koszty transportu i dystrybucji zniechęciły Brukselę i znowu zostaliśmy z problemem. Co można zrobić w tej sytuacji?

Ostatnio negocjowałem z Ukrainą, z przedstawicielami protestujących rolników w różnych częściach kraju (m.in. w Szczecinie) i z Komisją Europejską. I muszę przyznać, że te z KE są najtrudniejsze. Unia jest molochem działającym bardzo powoli. Komisja Europejska czasami nie zauważa, a może nie chce lub nie umie zauważać niektórych problemów.

A przed Unią Europejską, państwami członkowskimi jest wielkie zadanie - zbudowanie fundamentów dobrych relacji z Ukrainą. Zaakcentowałem to bardzo mocno w Brukseli, że droga czarnomorska dla eksportu z Ukrainy się zamyka, ona będzie „skażona” przez problemy z Rosją. Dlatego droga lądowa, prowadząca przez Polskę, będzie dla Ukrainy łatwiejszą trasą. Ale to będzie działać wtedy, gdy zbudujemy odpowiednie mechanizmy i zabezpieczymy także interesy krajów przygranicznych, nie tylko Polski. I to już dzisiaj musimy zrobić!

Dlatego bardzo ważna jest decyzja Komisji Europejskiej w sprawie przedłużenia unijnego zakazu importu zbóż z Ukrainy do pięciu tzw. krajów przyfrontowych (czyli Polski, Słowacji, Rumunii, Bułgarii i Węgier). Decyzja weszła w życie 6 czerwca i dotyczy przedłużenia do 15 września zakazu importu pszenicy, kukurydzy, rzepaku i ziarna słonecznika do wymienionych państw. Zakaz obejmuje również produkty zakontraktowane przed 2 maja 2023 r. Będziemy jednak kontynuować rozmowy w sprawie obowiązywania zakazu importu także po 15 września 2023 r.

Przez ostatnie trzy miesiące wyeksportowano z Polski 3,3 mln ton zbóż i to jest dobra wiadomość.

Ponadto KE udzieliła trzech zgód na pomoc z krajowego budżetu. Pierwsza dotyczy programu pomocy publicznej dla producentów rolnych w wysokości 1,5 mld złotych. Udzielona zgoda oznacza zgodność ze wspólnym rynkiem pomocy w formie dopłat do oprocentowania kredytów płynnościowych dla producentów rolnych. Kredyty te będą oprocentowane na poziomie 2 proc. Druga zgoda dotyczy wsparcia dla sprzedających pszenicę i grykę od 15 kwietnia do 30 czerwca 2023 r. Przypominam, że za sprzedaną od 15 kwietnia do 14 maja pszenicę stawka pomocy wynosi 2200 zł/ha, a za pszenicę sprzedaną od 15 maja do 30 czerwca stawka ta wzrosła do 3025 zł/ha.

6 czerwca KE wydała zgodę na dofinansowanie zakupu w okresie od 16 maja 2022 r. do 31 marca 2023 r. nawozów mineralnych innych niż wapno nawozowe i wapno nawozowe zawierające magnez od podmiotów prowadzących działalność w zakresie obrotu nawozami lub sprzedaży nawozów do pierwszych 300 ha i objęcie pomocą spółdzielni rolniczych.

Zielony Ład i ekoschematy do poprawy

KE zdecydowała o wprowadzeniu Europejskiego Zielonego Ładu. Gospodarz z Pomorza stwierdził, że nie zamierza się tym przejmować, ani niczego zmieniać w strukturze upraw, bo to on „a nie urzędnik wymyślający coś zza biurka” wie, co najlepiej sprawdza się na jego polach. Zatem niektóre dodatkowe dopłaty go ominą. Ilu rolników może tak zrobić?

Ja jednak namawiam, żeby się wczytać w te ekoschematy i wykorzystać dodatkowe pieniądze. Warto zobaczyć, co już w gospodarstwie realizujemy. Bo nie chodzi o to, by swoje gospodarstwo dostosować do ekoschematów, ale ekoschematy do gospodarstwa.

Często jest tak, że rolnik nawet nie wie, że niektóre praktyki, które już stosuje, mogą być premiowane (np. wymieszanie obornika albo słomy z glebą).

Ekoschematy będą poprawiane?

Będziemy je udoskonalać, wprowadzać ułatwienia dla rolników. Mamy pewne pomysły - np. wypłaty dopłat ryczałtem dla gospodarstw do pięciu hektarów.

Zachęcam jednak już teraz do korzystania z ekoschematów. Znam rolników, którzy - gdy wchodziliśmy do UE - mówili, że nie chcą pieniędzy od Unii, mieli sporo obaw... Niektórzy nie składali wniosków przez dwa, trzy lata, ale gdy zobaczyli, że te pieniądze naprawdę trafiają na konta i pomagają innym gospodarzom, to też dali się przekonać. Z ekoschematami może być podobnie.

Biorąc pod uwagę strukturę polskich gospodarstw, to czy więcej naszych rolników zyska na ekoschematach, czy straci?

Większość polskich rolników, mających ponad 5 hektarów, korzysta z ekoschematów.

W niektórych województwach (takich jak małopolskie, podkarpackie i częściowo świętokrzyskie) przeważają małe gospodarstwa liczące do 5 ha. Dlatego chcemy, by oni nie tracili na ekoschematach. Płatności ryczałtowe mogą być dobrym rozwiązaniem tego problemu.

Problemem może być także niedobór opadów i powracające zagrożenie suszą. A wciąż spore emocje budzi szacowanie strat po suszy czy po przymrozkach za pomocą publicznej aplikacji. Jeden z gospodarzy stwierdził, że „ten system w ubiegłym roku okradał rolników”. Straty w swojej kukurydzy oszacował na ok. 60 proc., a aplikacja wyliczyła mu tylko 12,1 proc., chociaż średnia wydajność z ha wyniosła zaledwie 2,5 tony. Aplikacja była poprawiana, ale wciąż idealna nie jest. Co dalej?

Sprawa z szacowaniem strat po suszy czy w wyniku wystąpienia innych zjawisk pogodowych, które niszczą plony rolników, jest bardzo ważna. Jest sporo różnych opinii na temat tej aplikacji. Jedni twierdzą, iż dobrze ona działa, inni że kiepsko. Pewne jest, że musimy jeszcze nad nią popracować, żeby ocena strat była bardziej obiektywna.

Niektórzy rolnicy twierdzą nawet, że komisje szacujące straty były lepsze, niż ta aplikacja. Będzie powrót do komisji?

Wolałbym, żeby to jednak była aplikacja, ale z bardziej rzetelną oceną.

Czy wiązanie strat w uprawach, np. po suszy z produkcją zwierzęcą to dobre rozwiązanie? Przecież produkcja zwierzęca coraz częściej też przynosi straty. Może warto te zasady zweryfikować?

System ubezpieczeń wymaga dużej reformy.

Skoro dziś, jako państwo, dopłacamy 65 proc. do składek, a pomimo tego słyszę, że niektóre firmy wciąż nie chcą ubezpieczać, to jest źle.

Rolnicy twierdzą, że ozimin na gruntach V i VI klasy nie ubezpiecza żaden zakład, a w przypadku ozimin jedno z towarzystw pochyla się nad stratami, gdy przekraczają one 25 proc. Gospodarze uważają nawet, że dopłaty do ubezpieczeń upraw z budżetu państwa bardziej pomagają firmom ubezpieczeniowym niż polskim rolnikom.

I dlatego potrzebne są gruntowne zmiany systemu, bo u nas wciąż nie ma powszechności ubezpieczeń upraw.

Postaram się zgłosić do Sejmu ustawę w tej sprawie, ale nie wiem, czy uda się wprowadzić zmiany jeszcze przed wyborami. Tym bardziej że wciąż jest wiele problemów związanych z wojną na Wschodzie.

Wracając do „pracy sapera”. Czy sądzi pan, że wszystkie niewybuchy w polskim rolnictwie można w porę rozbroić?

Oczywiście, ale trzeba podejmować dobre decyzje i działać szybko. Tego się trzymam.

Rozmowa ukazała się 22 czerwca na łamach ogólnopolskiego magazynu Strefa Agro, była autoryzowana 6 czerwca.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Czy ubezpieczanie upraw zyskuje na popularności?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska