Ograniczenie handlu w niedziele i święta. Co może się zmienić?

Agnieszka Domka-Rybka
Agnieszka Domka-Rybka
Jan Dopierała współtworzył ustawę o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni. Profesor Stanisław Gomułka uważa, że jest niepotrzebna.
Jan Dopierała współtworzył ustawę o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni. Profesor Stanisław Gomułka uważa, że jest niepotrzebna. Wojciech Gadomski, Nadesłane
Pytamy Jana Dopierałę i prof. Stanisława Gomułkę o ustawę o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni. Jest potrzebna?

Rozmowa z Janem Dopierałą, obecnie prezesem Międzybranżowego Związku Zawodowego Kujawsko-Pomorskiego

Jako sekretarz Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ "Solidarność", razem z jej szefem Alfredem Bujarą, pracowaliście nad ustawą o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni. Jak pan ją ocenia z perspektywy czasu?
Ze społecznego punktu widzenia to bardzo pożyteczna ustawa. Mało kto wie, że wiele jej punktów powstawało u mnie w domu, w Bydgoszczy lub u Alfreda w Katowicach. W mieszkaniach konsultowaliśmy zmiany, pisaliśmy przemówienia do Sejmu. Pytałem nawet o opinie moje sąsiadki - matki, czy chciałyby pracować w niedziele. Szczerze? Ja nie znam ani jednego pracownika handlu, który byłby tej ustawie przeciwny.

Przeciwnicy argumentują: w niedziele pracują policja, straż pożarna , lekarze, a dlaczego ci z handlu nie mogą?
Jest zasadnicza różnica, bo praca policjantów, strażaków czy medyków to służba, a etat w sklepie służbą jednak nie jest. Moja siostra jest zatrudniona w handlu i, zanim ta ustawa weszła w życie, rzadko się widywaliśmy w weekendy, bo ciągle była w pracy. Teraz częściej się spotykamy.

Mówi pan, że ustawa pomogła wielu kobietom, bo jednak większość pracowników handlu to panie.
Oczywiście, pomogła także wielu mamom samotnie wychowującym dzieci. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację w tygodniu, dziecko idzie do szkoły, a gdy wraca mamy nie ma, bo jest na popołudniówce. W niedziele, gdy mogliby spędzić razem czas, też jej nie ma. Kto ma wychować to dziecko? Ulica? Przepisy pomogły nie tylko matkom, ale całym rodzinom, które niedziele spędzają razem.

Jednak pewnie są pracownicy handlu, którzy chcieliby pracować w niedziele?
- Tak, ale pod warunkiem, że mieliby dodatkowo płacone za ten dzień. Pojawił się też kiedyś głos o możliwości pracy w niedziele, ale tylko w jeden weekend w miesiącu, to znaczy z trzema pozostałymi wolnymi.

Sklepy omijają prawo udając pocztę. Co pan o tym myśli?
Trzeba uszczelnić prawo, nad czym obecnie trwają prace w Sejmie. Mnie jednak bardziej niepokoi coś innego. Od momentu wprowadzenia zakazu, w 2018 roku, sieci handlowe walczą, by został on zniesiony, skarżą na Polskę gdzie tylko się da. A ciekawe, że właśnie te korporacje u siebie w krajach mają sklepy zamknięte.

Rozumiem, że ustawa ma przeciwników, ale pomogła wielu osobom. Zbliżyła do siebie rodziny. Zresztą Polacy już zdążyli się do niej przyzwyczaić i zmienić swoje nawyki zakupowe.

Rozmowa z prof. Stanisławem Gomułką, głównym ekonomistą Business Centre Club, byłym wiceministrem finansów

Od początku krytykuje pan ustawę, która zamknęła sklepy w niedziele i pozwoliła, że otwarte są tylko nieliczne. Dlaczego?
Ta ustawa jest zupełnie niepotrzebna. Myślę, że gdyby doszło do zmiany rządu, nowy na pewno szybko pokusiłby się o liberalizację przepisów. Ja się naprawdę dziwię, że nasi rządzący nie chcą iść śladem zaprzyjaźnionych Węgrów. Tamtejsza ustawa zabraniająca sprzedaży w niedziele przetrwała tylko 13 miesięcy. Zakaz handlu w niedziele uchwalono 15 marca 2015 roku. Przepisy były podobne jak w Polsce. 17 kwietnia 2016 roku, a więc dokładnie rok i miesiąc od wprowadzenia zakazu, został on wycofany. I słusznie, widać były ku temu przesłanki. Węgierski rząd je dostrzegł, nasz, jak dotąd, niestety nie.

Przekonuje pan, że trzeba dać ludziom wybór: pracownikom, czy chcą stać za ladą w siódmy dzień tygodnia, a klientom, czy mają wtedy ochotę iść na zakupy.
Tak i jestem przekonany, że także niedzielne, wspólne zakupy rodzinne, w o wiele większym spokoju niż w tygodniu, również budują relacje. Jeśli jedni chcą iść w niedziele na zakupy z rodziną, to idą, a inni wolą park czy kino, rezygnują z odwiedzania sklepów. Jednak to oni powinni decydować, a nie za nich politycy, jak w tym przypadku. Dla mnie to jest oczywiste.

Panie profesorze, jak zakaz handlu i czy w ogóle odbił się na gospodarce?
Nie ma to większego znaczenia, bo Polacy w siedem dni, czy sześć mają do wydania tyle samo pieniędzy, wypłatę dostają przeważnie raz w miesiącu. Większe zakupy robią na weekend, najczęściej w piątki i soboty. Tutaj chodzi raczej o wygodę, bo niedziele handlowe dałyby możliwość rozładowania ruchu na siedem dni w tygodniu, w tym trzy, a nie dwa weekendowe, ograniczyłyby korki. Tłumy byłyby mniejsze niż teraz pod koniec każdego tygodnia. Nie mówiąc już o komforcie robienia zakupów!

Polacy są w sprawie zakazu handlu podzieleni zupełnie, jak w polityce. Zgadza się pan z tym?
Na pewno, ale śmiem twierdzić, że nawet wśród osób, które popierają rząd są i takie, które chciałyby mieć możliwość zrobienia zakupów w niedziele. Bo w tygodniu nie mają czasu, późno kończą swoją pracę lub są zwyczajnie zmęczeni.

Przepisy o zakazie handlu aż się proszą o liberalizację. Dajmy ludziom wybór. Przecież to wcale nie oznacza, że nagle wszyscy ruszą w niedziele na zakupy.

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie