Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Paweł Sum z Chełmna, tata czwórki dzieci wziął udział w programie "Tata sam w domu". - Bałem się, że trafię do psychiatryka!

Monika Smól
Dominika, Natasza, Krzyś i Kacper z tatą najchętniej się bawią. - Z kamerami oswoiły się od razu - mówi Paweł
Dominika, Natasza, Krzyś i Kacper z tatą najchętniej się bawią. - Z kamerami oswoiły się od razu - mówi Paweł
- Ja sam z czwórką dzieci?! Bałem się, że trafię za Wisłę - do psychiatryka - przyznaje Paweł Sum z Chełmna. Żona namówiła go na udział w programie "Tata sam w domu". - Udowodnił, że strażak potrafi - mówią koledzy z komendy.

Ewelina i Paweł Sumowie mieszkają w Chełmnie. Zanim 12 lat temu zostali małżeństwem, przez trzy lata dzieliło ich ponad 400 km. Miłość okazała się silniejsza niż odległość. W 2002 roku wzięli ślub, wkrótce na świat zaczęły przychodzić dzieci. Czwórka: 8-letni Krzysiu, 5,5-letnia Natasza, 3,5-letni Kacper i 10-miesięczna Dominika. Obowiązki związane z ich wychowywaniem spadły głównie na mamę.

- Byłem gościem w domu - nie kryje Paweł Sum. - Wolałem iść do pracy, bo tam było spokojniej, mimo iż to straż pożarna, a po robocie spotkać się z kolegami przy piwie, zresetować się. Migałem się od pomagania w domu.

Czytaj: Ekspert od wychowywania szczęśliwych dzieci: - Nie porównujmy

Tata na pełen etat. Mama - w SPA
Zmęczona nadmiarem obowiązków Ewelina, gdy zbudzona przed godz. 6 przez najmłodszą pociechę włączyła telewizor i zobaczyła nabór do programu "Tata sam w domu", wiedziała, że to coś dla nich.
- Byłam wyczerpana. Uznałam, że to jedyna okazja, by się wyrwać - mówi. - Pawła, który udzielał się w sporcie pożarniczym, siatkówce, kończył studia - trudno było zagnać do pomocy. Nawet, gdy rodziłam kolejne dziecko, cieszył się, że przypadło to w sobotę, bo w poniedziałek byłam w domu i odrabiałam lekcje z synem.
Pomysłem udziału w programie podzieliła się z mężem. Zgodził się, bo... myślał, że się nie uda. Napisał list, dołączył zdjęcia i filmik - wysłał producentom programu.

- Zadzwonili za trzy godziny - mówi. - Po kilku dniach byli u nas. Spodobało się im to, że jesteśmy naturalni i spontaniczni. Nie spodziewałem się, że to potoczy się tak szybko i że mamy szanse. Gdy miałem złożyć podpis pod umową, zawahałem się: W co ja się pakuję? Pięć dni bez żony to wieczność! Nigdy nie występowałem przed kamerą. Ale żona nie miała wątpliwości. Od ośmiu lat nie wychodzi z pieluch, chciała wyjechać, zrelaksować się. Strażak, w dodatku góral, musi być twardy. Skoro powiedziało się "a", trzeba powiedzieć "b" - podpisałem dokumenty, choć nie wiedziałem co mnie czeka.

Nigdy nie zostawał z pociechami dłużej niż jeden dzień.
- Bałem się, że będę musiał wykonywać domowe obowiązki, a tu jeszcze dostałem zadnia specjalne: ściągnąć, wyprać i zawiesić firanki, zrobić przetwory na zimę, zorganizować mecz dla rodziny i przyjaciół! - wymienia. - Wszystko przebiło zaprojektowanie i uszycie sukienki dla żony - to był kosmos! Mimo że mama jest krawcową, nie wiedziałem, jak się do tego zabrać.

W szyciu pomogła mu projektantka.
- Pomyślałem, że uszyję ją na wzór tej, którą żona ma, w której bardzo mi się podoba. Tyle, że czerwoną - mówi. - To było największe wyzwanie, ale podobała się jej. Gdy wróciła z gór i ją w niej zobaczyłem, byłem zachwycony. Cieszyłem się, że znów będzie kapitanem, przejmie ster nad okrętem. Bez niej wkrótce poszedłby na dno.
Choć przyznaje, że w kuchni radzi sobie dobrze (a jego popisowe dania to barszcz i żurek), to gdy przyszło do zrobienia 10 słoików powideł, na pomoc przybyli koledzy.

- My, strażacy tworzymy wielką rodzinę, wspieramy się w różnych sytuacjach, jesteśmy chłopaki do zadań specjalnych - mówi mł. kpt. Tomasz Guzek z PSP w Chełmnie. - Karol Mayer ma plantację borówek i dostarczył Pawłowi owoce. Z pichceniem musiał radzić sobie sam - takie zadanie, choć ci, którzy go odwiedzili chcieli zakasać rękawy.
Ewelina w Bukowinie Tatrzańskiej odpoczywała. Kocha góry. Do tego SPA, masaże, eleganckie kolacje. Mimo to tęskniła.

- Najgorszy był pierwszy dzień, ale gdy ekipa doniosła mi, że z dziećmi wszystko w porządku - uspokoiłam się i cieszyłam się wszystkim, co na mnie czekało - mówi Ewelina Sum. - Wcześniej ekipa z telewizji przepytywała mnie o to, co lubię. I zrealizowali moje marzenia. Miałam nawet możliwość skoczyć na bungee. W ostatniej chwili zrezygnowałam, odezwał się rozsądek matki, ale także trochę wyszedł tchórz.
Chełmnianka zdradza, że w trudnych chwilach myśli o początkach znajomości z mężem i o tym, co ją w nim urzekło. On musiał skręcić nogę, a ona wyjechać na praktyki, żeby spotkać się - jako opiekunowie - na obozie. I zakochali się w sobie.

- Zauroczyło mnie jego lekko ironiczne poczucie humoru, zaangażowanie w pracę i gotowość pomocy innym, życzliwość, uczciwość i to, że nie jest dwulicowy, co jest coraz rzadsze - wymienia żona.
On w niej docenił błyskotliwość i ciętą ripostę. Uwielbiał się z nią sprzeczać. Oczywiście, nie bez znaczenia były uroda i inteligencja.

Ewelinie podobały się zadania, które Paweł musiał wykonać w ich domu, aby wygrać program.
- Ile kobiet ma w szafie sukienkę, którą uszył dla niej mąż? Paweł się spisał! Sukienka będzie na wyjątkowe okazje, bo taka jest - dodaje kobieta. - Poza tym, opanował dzieci, a to niełatwe zadanie. To żywioł i nawet ja muszę sobie czasem jakieś domowe prace odpuścić. Gdy zrobię je następnego dnia, świat się nie zawali.
Panowie, pomagajcie żonom!
Udziału w programie nie żałują. Wygraną - 15 tysięcy złotych za to, że Paweł zrealizował wszystkie zadania, chcą przeznaczyć na zakup samochodu.

- Większego. Naszym nie możemy wybrać się do moich rodziców w góry, jest pięcioosobowy- mówi Paweł. - Gdybym miał decydować jeszcze raz, wziąłbym udział w programie. Miłe doświadczenie, ciekawi ludzie, poznałem kulisy pracy przy produkcji programów telewizyjnych. Mam tylko obawę, że ustawi się kolejka chętnych, bym im coś uszył. Już dzwoniła koleżanka, a nawet... kolega - po spodnie. Zażartowałem, że dla niego mogę skroić tylko sukienkę.
- Chciałam przeżyć przygodę. Obawy były: jak pokażą rodzinę, dom, czy nie wyglądam za grubo - śmieje się Ewelina. - Trzeba wyluzować, nie przejmować się, to pamiątka dla nas i dzieci. Każdej mamie należy się chwila dla siebie. Miło było potem obejrzeć program, dzieci na ekranie.
Odcinek z rodziną Sumów można obejrzeć w niedzielę, o godz. 12, w TV4. Kolejne programy - w poniedziałki o godz. 20.

- Nie będzie wśród nich naszych strażaków, nikt nie dochował się takiej gromadki, jak Paweł - śmieje się Tomasz Guzek.

A dumny tata deklaruje, że docenił to, co żona robi w domu. Sam zamierza bardziej ją w tym wspierać.
- W sporcie potrafiłem być systematyczny, obowiązkowy, w życiu jestem raczej roztrzepany - przyznaje. - A żona? Inteligentna, piękna, świetna organizatorka, wymagająca, ale przede wszystkim od siebie. Cenię ją i zachęcam mężczyzn, którzy mają duże rodziny i migają się od obowiązków - pomagajcie swoim żonom! Jak się chce, to wszystko można!

Czytaj e-wydanie »

Nieruchomości z Twojego regionu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska