Na rondzie Fordońskim, po stronie Pasamonu, pojawiła się reklama klubu nocnego. Obok, już wcześniej, zawisł baner sex shopu. Widać je z daleka. - Kącik erotyczny urządzili sobie tutaj właściciele jednego i drugiego, czy co? - oburza się Czytelnik. - Reklamę sklepu erotycznego jeszcze trawię, ale nocnego klubu, w którym można bawić się z panienkami za pieniądze: nie!
O reklamie, która pojawiła się w jednym z najbardziej ruchliwych miejsc, w biurze plastyka miejskiego nie wiedzą. - A to właśnie do nas każda reklama powinna zostać zgłoszona, abyśmy mogli ją zaopiniować - tłumaczą w pracowni plastyka. - Stoją w mieście billboardy, na których afisze regularnie są wymieniane. Dotyczą choćby artykułów w marketach. W przypadku takiego billboardu wydajemy opinię, zanim zostanie naklejony pierwszy plakat.
Dodają: - Kolejne reklamy, jeśli nie odbiegają wyglądem od pierwszej, nie muszą być przez nas oceniane.
Przeczytaj także: Byliśmy w bydgoskim sex shopie. Zobacz, co znaleźliśmy!
Plakat z półnagą panią zachęca do wizyty w klubie zapewniającym (na swej stronie w internecie) - "miłą odmianę od codziennego seksu".
Jedni bydgoszczanie są zdegustowani. - Do czego doszło, żeby domy publiczne reklamować?! Jak wytłumaczyć dziecku, co to za pani na afiszu? Drugim poster się podoba: ?- Kochanego ciała nigdy za wiele - śmieje się inny Czytelnik. - A niech się klub ogłasza. Ludzka rzecz. W XXI wieku żyjemy.
Co o kontrowersyjnej reklamie mówi właściciel klubu, nie dowiedzieliśmy się. Podany numer telefonu komórkowego nie odpowiada. Nagrać się na pocztę głosową też nie można.
Wiadomo za to, że wcześniej podobne oryginalne pomysły w mieście były. - Witryna jednego ze sklepów erotycznych przedstawiała kilkadziesiąt wibratorów - mówi Jarosław Wolski ze Straży Miejskiej. - Sprawa trafiła do sądu. Municypalni mogą skierować sprawę do sądu, jeżeli przynajmniej jedna osoba oficjalnie zgłosi im, że czuje się urażona taką reklamą. W przypadku tej pełnej wibratorów tak właśnie było. Tych akcesoriów w wystawie sklepowej już nie zobaczysz.