Pod prąd, często pod wiatr, samotnie żegluje Wisłą, aby przypomnieć o ofiarach hitlerowców

(DD)
- O ofiarach hitlerowskich obozów śmierci przypominać można w różnej formie. Ja wymyśliłem sobie właśnie taką - mówi Wojciech Kalinowski, który trzeci raz płynie Wisłą pod prąd, na żaglach
- O ofiarach hitlerowskich obozów śmierci przypominać można w różnej formie. Ja wymyśliłem sobie właśnie taką - mówi Wojciech Kalinowski, który trzeci raz płynie Wisłą pod prąd, na żaglach Daniel Dreyer
Co 10 lat Wojciech Kalinowski z Maksymilianowa rozwija żagle, aby Wisłą pokonać trasę ze Sztutowa do Oświęcimia. Minął już Grudziądz.

"Nurt" to nieduża jednostka, klasy "micropolo". Ma 5,5 metra długości, 18 metrów kwadratowych powierzchni żagla. To tymczasowy dom Wojciecha Kalinowskiego.

Wojciech Kalinowski ma 84 lata, mieszka w Maksymilianowie pod Bydgoszczą. Kiedyś pracownik CPN-u, później na własny rachunek produkował pieczarki. Żeglarz.

Wisła łączy obozy śmierci

Co 10 lat, Wojciech Kalinowski płynie "Nurtem" po Wiśle, aby uczcić pamięć osób, które w czasie II wojny światowej zginęły w hitlerowskich obozach, m.in. Stuthoff i Auschwitz.

- Sztutowo leży na 941 - ostatnim - kilometrze szlaku żeglownego Wisły, natomiast Oświęcim leży na kilometrze "zero". Rzeka symobolicznie łączy te dwa obozy. Aż się prosiło, aby te miejsca połączyć takim rejsem - mówi Kalinowski. No i połączył: - Pierwszy rejs w 1995 roku zorganizowałem na 50. rocznicę zakończenia wojny i wyzwolenia tych obozów. W drugi rejs popłynąłem w rocznicę 60. Teraz płynę po raz trzeci.

- Przypominanie ludziom o wydarzeniach z czasów wojny, nigdy nie zaszkodzi. Przypominać można w różnej formie. Ja wymyśliłem sobie właśnie taką - mówi żeglarz.

4 maja wyruszył z Bydgoszczy. 9 maja był w Sztutowie, gdzie wziął udział w uroczystościach z okazji zakończenia II wojny światowej. Potem ruszył w stronę Oświęcimia. - Płynę samotnie, na żaglach, pod prąd, a często także pod wiatr. Jest ciężko, ale i tak nieporównywalnie do tego, co przeżywały osoby więzione w obozach - mówi Kalinowski.

Płynie też przypominając o swoich bliskich

Żeglarz dodaje: - Moja rodzina także tragicznie ucierpiała w niemieckich obozach. Ojca straciłem przez to, ojca brata, kilku wujków było w obozach... Kilku przeżyło, a kilku nie.

Rejs zakończyć chce najpóźniej pod koniec czerwca. - Ale pływanie na żaglach po Wiśle, w dodatku pod prąd, to wielka niewiadoma. Choć kilometraż mówi, że trasa ma 941 km długości, to podczas rejsu pokonuję około 1,5 tys. km, bo muszę sporo naszukać się miejsc, przez które można przejść łódką. To prawdziwa szkoła cierpliwości i szacunku do sił przyrody. Nic nie da się zrobić przeciw nim. Można tylko wykorzystać to, na co one pozwalają - mówi żeglarz.

A wie co mówi, bo po Wiśle pływa już 30 lat. - Rzeka zmienia się. Powstają nowe mariny - tak jak w Grudziądzu - ale wciąż jest wiele niedoróbek, brakuje np. punktów czerpania wody, czy słupków do cumowania łodzi. Zresztą ja i tak najczęściej na noc zatrzymuję się gdzieś na odludziu.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie