Sprawdza się powtarzana w mediach teza, że mieszkańcy gminy Barcin kochają Czarną Różę. Trudno dziś wyrokować, jak zachowaliby się wszyscy wyborcy, gdyby rzeczywiście doszło do rozpisania referendum w sprawie ewentualnego odwołania Ewy Stankiewicz z funkcji burmistrza. Jedno jest pewne. Jej przeciwników na wczorajszym spotkaniu raczej nie było. Mógł przyjść każdy. Spotkanie było otwarte. Przybyło około 70 najbardziej zagorzałych jej zwolenników.
Prąd myślowy
Nie było odważnych, którzy przeciwstawiliby się pani burmistrz. Gdy jeden z mieszkańców zaczął obarczać burmistrza winą za swe kłopoty, szybko został spacyfikowany przez pozostałych.
Obowiązywał jeden prąd myślowy - Ewa Stankiewicz to wszystko to, co kojarzy się z dobrem i szlachetnością, radni, a szczególnie Alfred Lewandowski i Stanisława Ciesielska, to wszystko to, co złe. Trudno powiedzieć, co byłoby, gdyby uczestniczyli w tym spotkaniu. Tłum kipiał z nienawiści do nich.
Burmistrz szeroko otworzyła się przed mieszkańcami. Mówiła o swoich problemach z byłym kochankiem, który nie chciał uznać syna, o sympatii, z jaką wspomina pobyt w szpitalu dla psychicznie chorych w Świeciu, o depresji w jaką wpadła. - _Kto by nie wpadł - _mówili słuchacze.
Jak w telenoweli
Ludziom trudno było powstrzymać łzy. Autentycznie było im jej żal. Jest dla nich bohaterem otoczonym, jak w przeczytanym na spotkaniu wierszu jej autorstwa, "hienami i sępami". Pięknie deklamowała, oni przyznali jej rację oklaskami.
Wszyscy dookoła kłamią, ona mówi prawdę - tak uważa pani burmistrz i publiczność, która wczoraj zgromadziła się w ratuszu.
