Powstającym placówkom bankowym mówi: Nie dam się stąd wykurzyć!

Rozmawiała Lidia Skrzyniecka
fot. Anna Wojciulewicz
Rozmowa z Aleksandrą Stasieczek, szefową restauracji Sioux w Toruniu.

- Mama dwójki dzieci, szefowa i menedżer dwóch restauracji oraz członek Fundacji Stare Miasto w jednym. Jak wygląda pani zwykły dzień?
- Przede wszystkim staram się rozpocząć każdy dzień wcześnie rano. Przyjeżdżam do biura, które jest nad restauracją. Może zaczynam dzień mało przyjemnie, bo siadam do roboty papierkowej, ale nie może być zbyt kolorowo. Później schodzę na salę. Obserwuję, czego brakuje, co zmienić w wystroju, wymyślam promocje i przede wszystkim rozmawiam z klientami. Zdarza mi się wychodzić stąd nawet o 23.

- Znajdzie się w ciągu dnia czas na kawę?
- Jasne, ale tylko w restauracji.

- W jaki sposób wypoczywa zapracowana kobieta?
- To zależy od pory roku. Staram się aktywnie wykorzystywać wolne chwile. Najlepiej wypoczywam na rowerze i podczas spacerów, chociaż teraz pogoda temu niestety nie sprzyja. W zamian za to nadrabiam zaległości w spotkaniach z przyjaciółmi. Często muszą mi wybaczać brak czasu.

- Prowadzenie biznesu na toruńskiej Starówce nie jest łatwe, jeśli nie jest to oddział bankowy.
- Rzeczywiście, można zauważyć, że biznes upada, a nasze centrum robi się bankowe. Obserwuję, że jest coraz mniej ludzi na Szerokiej. Większość przeniosła się do galerii handlowych. Ale nie można się poddawać. W środę obchodzimy piąte urodziny naszej restauracji. To świadczy o tym, że jak się tylko chce, można pokonać wszelkie przeciwności losu. Nie damy się tak łatwo stąd wykurzyć. W tym celu podjęłam współpracę z Fundacją Stare Miasto. Razem damy radę.

- Jak rodzina znosi pani nieobecność?
- Rodzina bardzo mi pomaga. W szczególności dzieci. Przyzwyczaiły się do mojego stylu życia i lubią spędzać tu czas. To nie jest dla nich obowiązek, tylko przyjemność. Nie wyobrażam sobie innej pracy. Uwielbiam moich pracowników. W ciągu dnia przebywamy ze sobą po kilkanaście godzin. To miejsce stało się moim drugim domem, a ludzie - drugą rodziną.

- Jednak często zapracowane kobiety mają do siebie żal, że nie poświęcają bliskim wystarczająco dużo czasu i w efekcie rezygnują z własnego rozwoju.
- Mam wyrzuty sumienia, że spędzam za dużo czasu w pracy, że nie jestem standardową mamą, która zawsze powinna być pod ręką, że nie gotuję obiadów, tylko robią to dzieci. Nieraz zakręci się łza w oku, ale myślę, że nie jestem z tym sama. Większość pracujących kobiet przeżywa podobne dylematy. Zresztą kobiety chyba bardziej sobie radzą z prowadzeniem firmy niż mężczyźni i dodatkowo godzą obowiązki domowe z pracą. Kobieta zawsze znajdzie sposób, żeby wybrnąć z trudnej sytuacji. A panowie mogą mieć tym problem.

- Kiedyś marzyłam, żeby mieć własną restaurację, w której mogłabym przygotowywać klientom własne posiłki. Od dziecka z zamiłowaniem pomagałam mamie i babci w kuchni. Teraz marzę, żeby wybrać się na dwa tygodnie na wieś, nad wodę, do lasu, bez telefonu i komputera. Taki wyjazd z pewnością naładowałby mi baterie. Chociaż nie wiem, czy bym wytrzymała tyle czasu bez pracy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie