Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Prof. Anna Sinkiewicz: - Aż 51 proc. Polaków po 60. roku życia ma problemy ze słuchem

Grażyna Rakowicz
Grażyna Rakowicz
Prof. dr hab. n med. Anna Sinkiewicz, kierownik Kliniki Foniatrii i Audiologii Szpitala Uniwersyteckiego Nr 2 im. dr. J. Biziela w Bydgoszczy.
Prof. dr hab. n med. Anna Sinkiewicz, kierownik Kliniki Foniatrii i Audiologii Szpitala Uniwersyteckiego Nr 2 im. dr. J. Biziela w Bydgoszczy. Nadesłane
Zaburzenia słuchu ciągle traktujemy, nazwijmy to „po macoszemu”. Jako taką „cichą” niepełnosprawność i w pewnym sensie długo nie dostrzegamy u siebie, tego niedosłuchu. Zwykle czekamy z wizytą u laryngologa do takiego momentu, kiedy pogarszający się słuch zacznie nam utrudniać codzienne życie rodzinne, zawodowe, towarzyskie - mówi prof. dr hab. n med. Anna Sinkiewicz, kierownik Kliniki Foniatrii i Audiologii Szpitala Uniwersyteckiego Nr 2 im. dr. J. Biziela w Bydgoszczy.

3 marca obchodzimy Światowy Dzień Słuchu. Według Pani profesor, jak Polacy dbają o swój słuch?
Niestety, pod względem dbałości o słuch, ale i pod względem jego leczenia Polacy wypadają w Europie nie najlepiej o czym świadczy chociażby to, że 16 proc. populacji w naszym kraju ma niedosłuch. To dużo, a jednocześnie mamy w Polsce – w porównaniu z innymi krajami Europy – najniższy odsetek osób, które noszą aparaty słuchowe. Modne są aparaty korygujące zęby, dlaczego więc krępują swoją obecnością aparaty słuchowe? Na to pytanie ciągle szukamy odpowiedzi. Praktycznie cały marzec poświęcony jest słuchowi, stąd w Szpitalu Uniwersyteckim Nr 2 im. dr. J. Biziela w Bydgoszczy organizujemy warsztaty dla osób, które nie noszą swojego aparatu słuchowego tylko schowały go do szuflady. Bo chcemy je zachęcić do tego, aby wyjęły taki aparat z tej szuflady i po prostu zaczęły go nosić. Na wszystkich zainteresowanych czekamy w środę, 20 marca o godz. 12.00 w sali konferencyjnej naszego szpitala.

Z czego wynikają te powyższe dane? 
Według mnie – a mam już za sobą lata praktyki medycznej – z tego, że zaburzenia słuchu ciągle traktujemy, nazwijmy to „po macoszemu”. Jako taką „cichą” niepełnosprawność i w pewnym sensie długo nie dostrzegamy u siebie, tego niedosłuchu. Zwykle czekamy z wizytą u laryngologa do takiego momentu, kiedy pogarszający się słuch zacznie nam utrudniać codzienne życie rodzinne, zawodowe, towarzyskie. Doprowadzi do złego samopoczucia, a nawet depresji. Dla porównania, gdy pojawia się u nas zaburzenie wzroku, to z wizytą u okulisty nie czekamy zbyt długo… Drugą przyczyną tego, że 16 proc. Polaków ma niedosłuch jest to, że osoby u których ten niedosłuch się pojawi – o czym wspomniałam - często krępują się nosić aparaty słuchowe. Taką grupę stanowi 18 proc. pacjentów, u których ten niedosłuch stwierdzono. A warto wiedzieć, że w takiej sytuacji nerw słuchowy - nie stymulowany bodźcami dźwiękowymi - ulega dalszej degeneracji i problemy ze słuchem bardziej się nasilają. Trzecią przyczyną jest to, że nie dbamy odpowiednio o nasz słuch.

To jak o ten słuch należy zadbać?
Przede wszystkim unikać hałasu. To podstawa. A jeśli w nim przebywamy, to zawsze zakładajmy na uszy ochraniacze, które ten hałas znacznie wyciszą. Takie obrazki widzę często na ulicy, jak osoby pracują z ciężkim i głośnym sprzętem, ale – w takich przypadkach - tego, aby miały one na uszach te ochraniacze, pilnuje często pracodawca. Natomiast, gdy idziemy na koncert to o ochraniaczach na uszy raczej nie myślimy, bo przecież idziemy posłuchać głośnej a czasami nawet bardzo głośnej, muzyki. Widać, że to unikanie hałasu, w naszym cywilizowanym świecie nie jest już w modzie – często i to przez wiele godzin, słuchamy też bardzo głośno muzyki z odtwarzaczy, przez słuchawki. Podobnie jest, gdy gramy w gry komputerowe. Dla lepszych efektów, bardzo głośno są emitowane filmy w kinach, muzyka o dużym natężeniu towarzyszy nam na festynach. Nie chronimy naszych uszu podczas prac domowych, w których wykorzystujemy wiertarkę czy inne urządzenia. Głośne i wysokie dźwięki wydają samoloty na lotnisku czy pociągi na stacjach PKP, tych przykładów mamy dzisiaj mnóstwo. A przecież wielu takich sytuacji moglibyśmy uniknąć, gdybyśmy założyli na uszy ochraniacze czy wykorzystali stopery, które by te szkodliwe dźwięki złagodziły. Mamy wybór. Tylko tak nie czynimy, bo nie mamy tej świadomości, że sami przyczyniamy się do uszkodzenia naszego słuchu. A jeśli natężenia dźwięku przekraczają 80 czy 100 decybeli, to uszkadzają komórki zmysłowe narządu słuchu, co często jest nieodwracalne i dlatego ta ochrona słuchu przed hałasem, jest tak ważna. Oczywiście – jeśli chodzi o dbanie o nasz słuch - bardzo istotne jest też zapobieganie infekcjom w uszach czy leczenie w nich różnych zmian zapalnych. Zaniedbanie w tym zakresie też może być, w odległym czasie, przyczyną niedosłuchu.

Takim powikłaniem może być też niedosłuch, a nawet głuchota po przebytej różyczce matki w ciąży...
Dlatego w tym przypadku tak istotne są szczepienia, bo eliminują one te potencjalne zagrożenia. Różyczka - jeśli zachoruje na nią kobieta w ciąży a nie została zaszczepiona - może spowodować spustoszenia w aparacie słuchu, w tym niedosłuch czy głuchotę u jej dziecka. Na szczęście teraz szczepienia przeciwko tej chorobie są już powszechne i zostały włączone w obowiązkowy kalendarz szczepień. Dają więc szansę, że można tych powikłań uniknąć.

Na pogorszenie jakości słuchu wpływają także takie choroby jak cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie tętnicze czy stwardnienie rozsiane. Mogą one wywołać z kolei szumy uszne…
Tak faktycznie jest. Na te szumy uszne, jeśli nie stwarzają one dużego problemu zdrowotnego, osoby raczej nie reagują. Czasami przypisują je jakiejś sytuacji, która ten szum uszny wywołała jak choćby stresowi czy zmianie ciśnienia w pogodzie, lecz nie chorobie, którą już mają. A szumy uszne są bardzo istotne i powinny zmobilizować do tego, aby taka osoba udała się do lekarza laryngologa i skontrolowała pod tym kątem swoje uszy. Koniecznie, jeśli te szumy pojawiają się coraz częściej i są coraz dłuższe. Nie należy ich bagatelizować, bo mocno przeszkadzają w codziennym funkcjonowaniu. Podobnie jak kontrolowania nadciśnienia, cukrzycy czy miażdżycy – to wszystko jest, jak najbardziej także profilaktyką niedosłuchu.

Przyjęło się, że problemy ze słuchem mają przede wszystkim osoby starsze, na ile ten pogląd jest dzisiaj jeszcze aktualny?
Rzeczywiście, odsetek seniorów cierpiących na problemy ze słuchem jest bardzo duży. Ma je aż 51 proc. Polaków po 60. roku życia. Pomiędzy 64 a 74 rokiem życia, tylko niedosłuchu doświadcza co trzecia osoba. A powyżej 74 roku życia – nawet co druga. Przy czym zauważa się, że większość seniorów udaje się - po raz pierwszy - na wizytę do specjalisty, dopiero po 65. roku życia. To efekt braku świadomości, że im wcześniej zaczniemy się badać, tym mamy większą szansę na uniknięcie problemów ze słuchem w przyszłości. Z drugiej strony zauważamy wzrost niedosłuchu u osób młodych, już 10 proc. z nich ma ten problem. Najwyraźniej jest to pokłosie wpływu tego nadmiernego natężenia tego hałasu, przed którym młodzi ludzie nie chronią odpowiednio, swojego narządu słuchu.

Wspomniała Pani o specjalistach, jaka jest dostępność do diagnostyki słuchu?
Jeżeli chodzi o badanie słuchu u dzieci, to ta diagnostyka jest na bardzo wysokim poziomie. Powszechny program badań przesiewowych słuchu u noworodków w Polsce jest jednym z najlepszych, nie tylko w Europie. Obejmuje aż 97 proc. tych noworodków. Również dzieci starsze są bardzo dobrze i szybko diagnozowane, a potem – jeśli zaistnieje taka potrzeba – także rehabilitowane. Gorzej jest z tą dostępnością osób dorosłych, chodzi tu głównie o zgłaszalność. Słuch, i to bezpłatnie można też zbadać w punkcie protetycznym, gdzie wykonywane są aparaty słuchowe – takich ogłoszeń jest wiele, tylko nie ma chętnych… Oczywiście po stwierdzeniu niedosłuchu w takim punkcie, należy udać się do lekarza laryngologa czy foniatry, aby zostało opracowane dalsze leczenie. Problemem jest też to, że osoba ze zdiagnozowanym niedosłuchem odsuwa w czasie swoją wizytę u specjalisty. A dopasowanie aparatu słuchowego, nawet na lata.

Nawiązując do słuchu, zapytam jeszcze o te patyczki: czyścić nimi uszy, czy nie?
Nie rozumiem, dlaczego tym patyczkom zrobiło się taką złą sławę. Dawniej matki czyściły uszy swoim dzieciom skręconym w cienki rulon, papierem toaletowym czy ligniną, a dzisiaj tak krytycznie podchodzi się do tych patyczków. Przecież tu najważniejsza jest metoda tego czyszczenia. Patyczka nie należy wpychać do ucha, bo faktycznie można je wówczas uszkodzić tylko, po lekkim wsunięciu do przewodu słuchowego, należy zbierać nim – delikatnie i ruchem okrężnym - ewentualną woskowinę. Natomiast nie wiem, czy jest konieczne takie zbytnie zalewanie ucha środkami, które są teraz bardzo reklamowane i które mają często konsystencję oleistą, co dla ucha nie jest korzystne. A już na pewno jest zabronione wlewanie do ucha, w celu rozpuszczenia woskowiny, wody utlenionej. Tu zakaz jest absolutny. Można się też udać do laryngologa i jeśli stwierdzi on korek z woskowiny w uchu, to jest to jak najbardziej wskazanie do jego wypłukania.

od 12 lat
Wideo

Wybory samorządowe 2024 - II tura

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska