Przemysław Termiński o Apatorze Toruń, konfliktach z wychowankami i pieniądzach [wywiad]

Joachim Przybył
Joachim Przybył
Przemysław Termiński jest właścicielem KS Toruń od 2015 roku
Przemysław Termiński jest właścicielem KS Toruń od 2015 roku SłAwomir Kowalski / Polska Press
Budżet nie specjalnie różni się od ekstraligowego, w I lidze będzie niższy o 20, może 25 procent - mówi Przemysław Termiński, właściciel Apatora Toruń.

Trudno było przekonać Adriana Miedzińskiego do startów w I lidze?
Adrian jest naszym wychowankiem i bardzo mu jestem wdzięczny, że zdecydował się do nas wrócić w tak trudnej chwili. Wszyscy kibice powinni to docenić.

Potrzeba było męskiej rozmowy w cztery oczy, aby wyjaśnić wcześniejsze nieporozumienia?
Od razu powiem, że te rzekome konflikty między klubem czy mną a poszczególnymi zawodnikami to zwykle wymysły dziennikarzy, które mają jedynie zwiększyć klikalność stron internetowych. Jak to dobrze wyciśniemy, to okazuje się, że to nie jest prawda. Czasami ktoś wyrywa zdanie z kontekstu i w oparciu o kilka słów buduje jakieś wielkie story.

Pawła Przedpełskiego nie udało się namówić.
Miał propozycję jazdy w naszym klubie, ale zdecydował się kontynuować karierę w Częstochowie. Wszystko na ten temat.

Byli jeszcze zawodnicy, którzy odrzucili oferty Apatora?
Nie było, a na pewno było więcej takich, którzy chcieli w Toruniu jeździć. Bylibyśmy w stanie zbudować drugą drużynę z listy oczekujących i ona także miałaby szanse powalczyć o awans do ekstraligi.

Wszystko ustalone! Apator Toruń zaprezentował nowy skład i nową nazwę drużyny. Cel jest jeden - szybki powrót do PGE Ekstraligi.Czy ta drużyna zdominuje I ligę? Zestaw seniorski robi wielkie wrażenie, ale znowu może być problem z juniorami. Oto zawodnicy, którzy mają wygrać awans dla Torunia>>>>

Apator Toruń 2020. Potęga w I lidze, ale ma jedną słabość. Oceniamy!

Jako ostatni dołączył Jack Holder, który początkowo nie był brany pod uwagę. Czym was przekonał?
Staraliśmy się zbudować drużynę zgraną, która szybko nawiąże nić porozumienia w parkingu. Z wielu planów i rozmów wyłonił się taki właśnie skład. Jack to młody zawodnik, który cały czas się rozwija. Ostatni sezon w ekstralidze miał słabszy, ale w innych ligach pokazuje duże możliwości. Zmieniliśmy nieco zasady naszej współpracy i liczymy na kolejny rozwój z jego strony. Pojawia się pytanie: czy nowy zawodnik byłby lepszy? A może Jack w innym klubie wszystkich by zaskoczył? W przeszłości pojawiały się zarzuty, że za szybko oddawaliśmy młodych, utalentowanych zawodników. Tak było z Kułakowem czy Fricke, ale czy oni rozwinęliby się, gdyby cały czas czekali na szanse w Toruniu? Chcemy z Jackiem dalej pracować, bo w naszej ocenie gwarantuje to samo albo i więcej niż ci, którzy mogliby pojawić się w jego miejsce. Jak mówi mój kolega "analiza wsteczna zawsze skuteczna", ale my chcemy patrzeć w przyszłość.

Co z Jasonem Doylem? Przydałby się po ewentualnym powrocie do ekstraligi za rok.
Oficjalnie stanowisko klubu jest takie, że będzie wypożyczony na najbliższy sezon do klubu ekstraligowego. Co dalej, możemy poinformować dopiero w grudniu.

Dużo pana kosztował spadek z ekstraligi?
Budżet nie specjalnie różni się od ekstraligowego, w I lidze będzie niższy o 20, może 25 procent. Spadek przychodów związany jest przede wszystkim z brakiem wpływów z PGE Ekstraligi. W części te pieniądze zasypane przez nowych sponsorów, ale także nasze firmy.

Kibice są ciekawi, ile będą kosztowały bilety i karnety na I ligę.
Zakładam, że bilety będą trochę tańsze, ale nie spodziewam się rewolucji. Poziom w ekstralidze i I lidze specjalnie się nie różni. Tak samo trzeba płacić za sprzęt, tunerów, to się potem przekłada na wartość kontraktów zawodników.

Zaczęło się od wielkiej dziury w ziemi latem 2008 roku. W kwietniu kolejnego roku Unibax po raz pierwszy na Motoarenie zmierzył się z Unią Leszno. To już dziesięć lat. Kosztowała ponad 100 mln zł, ale było warto. Kibiców zachwyca komfortem oglądania żużla do dziś. Stary stadion na Broniewskiego po raz ostatni był areną meczu żużlowego w finałach sezonu 2008, w których Unibax mierzył się z Unią Leszno. Wcześniej teren sprzedano za ponad 60 mln zł izraelskiej spółce, który wybudowała centrum handlowe. OD DZIURY W ZIEMI DO DACHU - ZDJĘCIA Z BUDOWY MOTOARENY >>>Co ciekawe, pierwsze projekty nowego stadionu były skromniejsze, zawierały tylko częściowe zadaszenie trybun. Ostatecznie miasto zdecydowało się dołożyć ponad 30 mln i zamówić obiekt z prawdziwego zdarzania. Motoarenę zaprojektowała pracowania ATJ Architekci, a wybudował od czerwca 2008 roku do kwietnia 2009 inowrocławski Alstal. Ostatecznie stadion kosztował 96 mln zł w pierwszym etapie, ale inwestycjach drogowych i powiększeniu dachu rok później kwota sięgnęła 110 mln zł. Motoarena od początku budziła zachwyt kibiców i zawodników, ale samej toruńskiej drużynie wielkiego szczęścia nie przyniosła. W ciągu 10 lat, mimo wielkich pieniędzy i gwiazd, drużyna "Aniołów" nie zdołała zdobyć mistrzostwa i wciąż to ostatnie świętowała na Broniewskiego. Zobaczcie archiwalne zdjęcia - jak budowano toruński stadion żużlowy Motoarena >>>

Motoarena ma 10 lat! Od projektu aż po dach - tak powstawał ...

Apator jest w nazwie, w budżecie także się znajdzie?
Projekt Get Well miał charakter charytatywny i przez pewien czas miał swój cel i uzasadnienie. W zasadzie już dwa lata temu powinniśmy zrezygnować z tej nazwy, ale przetrwała jeszcze siłą rozpędu. Chcieliśmy wrócić do historii, która jest ważna dla kibiców. Nazwa Apator nie jest związana z żadnymi przychodami. Niemniej liczymy jednak, że może firma jeszcze zmieni zdanie, w końcu przez lata była kojarzona ze sportem żużlowym. Chodziłoby nawet o symboliczne wsparcie. Na razie jednak takich rozmów nie było, w poprzednim roku próbowaliśmy, ale bez żadnych efektów.

W sobotę turniej Grand Prix. Czy po spadku z ekstraligi zmieniły się zasady podziału zysków z miastem?
Nie było takich planów, są ustalenia, podpisane umowy. Natomiast inną sprawą są dochody z tego turnieju. Obserwatorzy zawsze widzą tylko pieniądze, które wpływają, a zapominają o kosztach. Tymczasem fakty są takie, że koszty organizacji Grand Prix w ostatnich trzech, czterech latach wzrosły blisko dwukrotnie, a przychody o jakieś 10 procent. To znaczy, że rentowność turnieju w ujęciu netto spadła. Co nie zmienia faktu, że klub na tym zarabia, ale jednocześnie musi naprawdę dobrze popracować, aby turniej wypromować, znaleźć chętnych na bilety, sponsora tytularnego. Kłopoty bydgoskiego żużla zaczęły się od jednego nieudanego turnieju Grand Prix. To jest moneta, która ma dwie strony. Gdyby nie udało nam się zapełnić Motoareny, to my stracilibyśmy w pierwszej kolejności.

SPORTOWY24.PL - rozmowa z Joanną Fiodorow

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie