Pupile Maksymiliana Kotaraka uwielbiają taplać się w błocie

Redakcja
Maciora wydaje na świat średnio osiem prosiąt w jednym miocie
Maciora wydaje na świat średnio osiem prosiąt w jednym miocie fot. Marietta Chojnacka
Maksymilian Kotarak na emeryturze postanowił spełnić swoje marzenie i żyć w otoczeniu zwierząt.

Jak postanowił, tak zrobił. Do Wituni zawitały świniodziki i świnki wietnamskie.

Witunia leży niedaleko Więcborka. Większość mieszkańców tej wsi już dawno zaprzestała jakiejkolwiek hodowli, woląc podmiejskie życie. Cztery lata temu wyrosła w Wituni nietypowa hodowla.

Ludzie chcą popatrzeć
Gdy większość sąsiadów Maksymiliana Kotaraka sieje trawę i układa polbruk, on brodzi w błocie, bo jego pupile lubią się taplać.

40 świń wietnamskich i krzyżówek tej rasy ze świniodzikami to całkiem pokaźne stado.

Zapytany, czy sąsiedzi nie narzekają, odpowiada, że nie mają podstaw. - To wieś, a na wsi można hodować. Hodowla jest nieuciążliwa, chyba żeby zmierzyć smród, a na to nie ma licznika - mówi. - Jestem u siebie i tyle. A taka egzotyka się podoba.

Ludzie przyjeżdżają popatrzeć, a chłopaki z Więcborka pasjami lubią jeździć na knurach. Wymaga to nie lada zręczności.

Maksymilian Kotarak przez całe życie zawodowe jeździł po świecie jako kierowca. Na emeryturze, żeby nie zdziadzieć z bezczynności, znalazł sobie zajęcie i to takie, które szczelnie wypełnia czas.

Ogłoszenie znalazł w gazecie i od hodowcy spod Gdańska kupił maciorę świniodzika, a potem - żeby jej smutno nie było - dokupił jeszcze knura rasy wietnamskiej.

Antonio nawet pocałuje
I tak się zaczęło. Stadko rośnie. Pan Maksymilian twierdzi, że jego pupile są wyjątkowo inteligentne i przyjazne człowiekowi.

Maciora Wilma - bo wszystkie zwierzaki mają imiona - chodzi luzem na podwórku z maluchami. Łasi się do gospodarza, nie wadzą jej psy ani ludzie.

Reszta przebywa w specjalnej zagrodzie. Jest domek dla proszących się macior, bo świniodziki i wietnamki większość czasu spędzają na zewnątrz. I teraz są bardzo szczęśliwe, bo pogoda im sprzyja, po deszczach błotko jest takie akurat do taplania.

Pan Maksymilian zakłada więc kalosze, bierze wiadro z żarciem i idzie do swojej gromadki. - Pokażę pani, jakie są oswojone i przyjazne - mówi. - Antonio, Lenin i inne za żarcie zrobią wszystko. Są tak łagodne, że nawet mnie pocałują.

I na dowód wchodzi do zagrody, a zwierzęta robią, co każe. I naprawdę są wyjątkowo przyjacielskie.

Jedzą wszystko

Świniodziki i świnie wietnamskie to podobno mało wymagające zwierzęta. Jedzą wszystko, owoce i warzywa, często nadpsute, ziarna zbóż, kolby kukurydzy, ziemniaki, trawę i chleb.

Stadko mnoży się przez cały rok. Maciora średnio ma osiem młodych. Prosięta godzinę po urodzeniu zakopują się w błocie i tylko oczka im widać. Świnie rosną powoli, do masy 80 kilogramów dochodzą przez cały rok.

Nie chorują

Pan Maksymilian twierdzi, że jego stado jest wyjątkowo odporne na choroby. - Domieszka krwi wietnamskiej do świniodzika spowodowała, że w ogóle nie chorują - mówi. - Systematycznie są odrobaczane, a knury kastrowane.

Stadko rośnie, ale pod kontrolą, bo pan Maksymilian nie ma sentymentów, więc część hodowli ląduje na jego talerzu. - To wspaniałe mięso - zapewnia. - Zapraszam tych, którzy chcieliby zobaczyć stado. Numer mojego telefonu to 052 - 389 -75 -66.

Marietta Chojnacka
marietta.chojnacka@pomorska.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie