"Piłkarski poker, czyli brudy polskiego futbolu" powstał na kanwie doniesienia do prokuratury Macieje Wandzla, członka Rady Nadzorczej Ekstraklasy SA i współwłaściciela Legii Warszawa. Chodzi o zastraszanie i próby wywierania nacisku przez Radosława Osucha.
Więcej wiadomości o sporcie w Bydgoszczy - www.pomorska.pl/bydgoszcz.
Portal futbolplus.pl tak opisuje sprawę: "Właściciel Zawiszy, wietrząc spisek w Ekstraklasie przeciwko swojej osobie i swojemu klubowi - za niewyparzony język i krytykowanie poczynań władz spółki - postanowił się bronić przez atak. Wytoczył więc przeciwko Wandzlowi, którego zna z rodzinnego Poznania, ciężkie działa, sugerując, że powinien pomóc mu ratować Zawiszę przed degradacją z Ekstraklasy, bo jak nie to go skompromituje i skończy jako działacza, prawnika i biznesmena. Osuch wynajął nawet agencję detektywistyczną, założoną przez byłych funkcjonariuszy CBŚ na szukanie haków na Wandzla. Gdy detektywi zaczęli węszyć w (...) poznańskim Lechu i podpytywać szefa ochrony "Kolejorza", również byłego funkcjonariusza, Henryka Szlachetkę o Wandzla i jego kredyty, umowy leasingowe oraz rachunki bankowe, prowadzenie rozbudowanej inwigilacji szybko wyszło na jaw i dowiedział się o niej sam inwigilowany (...)
Tyle w dużym skrócie...
W tekście jest więcej smaczków, także szczegóły o rękoczynach na bankiecie w Jachrance przeciwko Mirosławowi Mosórowi.
Ale sam szef Zawiszy wyjaśnia Michałowi Majewskiemu: - Zawiadomienie do prokuratury to odwet. Wydatki Ekstraklasy były rozdęte i nieprzejrzyste, a przecież miliony na funkcjonowanie spółki pochodziły od właścicieli klubów, w tym ode mnie. Pytałem o to, domagałem się wyjaśnień. Nie dostawałem ich. I teraz panowie się mszczą. Czy groziłem szefowi rady nadzorczej Ekstraklasy, czy wynajmowałem agencję detektywistyczną? Nigdy.
Czytaj e-wydanie »