Ryszard Kałaczyński...

    Ryszard Kałaczyński ma wielkie serce do biegania. I zdrowie!

    Mateusz Mazur

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Dla Ryszarda Kałaczyńskiego codzienne bieganie maratonów nie jest żadnym problemem. W dalszym ciągu rolnik z Wituni jest w dobrej formie fizycznej i

    Dla Ryszarda Kałaczyńskiego codzienne bieganie maratonów nie jest żadnym problemem. W dalszym ciągu rolnik z Wituni jest w dobrej formie fizycznej i psychicznej. Nie brakuje mu sił do pokonywania kolejnych kilometrów ©Aleksander Knitter

    Ryszard Kałaczyński to znany wśród biegaczy ultramaratończyk. Mężczyzna za cel postawił sobie pobicie rekordu Guinnessa i codziennie biega maraton.
    Dla Ryszarda Kałaczyńskiego codzienne bieganie maratonów nie jest żadnym problemem. W dalszym ciągu rolnik z Wituni jest w dobrej formie fizycznej i

    Dla Ryszarda Kałaczyńskiego codzienne bieganie maratonów nie jest żadnym problemem. W dalszym ciągu rolnik z Wituni jest w dobrej formie fizycznej i psychicznej. Nie brakuje mu sił do pokonywania kolejnych kilometrów ©Aleksander Knitter


    Sierpniowy, gorący dzień. W niewielkiej wsi Witunia w powiecie sępoleńskim zwykle jest spokojnie i cicho. Ten dzień jest jednak inny. Mieszkańcy gromadzą się w jednym miejscu, głośno rozmawiają.

    Nieopodal krząta się niewysoki, szczupły mężczyzna po pięćdziesiątce.
    Nieco zdenerwowany. Z ręcznikiem przewieszonym przez bark szykuje się do swojego pierwszego startu. To Ryszard Kałaczyński - jeden z najbardziej znanych sportowców w regionie sępoleńskim i uznany w środowisku biegowym ultramaratończyk.

    Zanim rolnik z Wituni wyruszy na trasę biegu, spiker przypomina jego sylwetkę. Już pierwszego dnia imprezy - 15 sierpnia, mężczyzna ma na swoim koncie przebiegniętych 90 biegów długich, w tym 19 powyżej 42 kilometrów. W nogach ma także pokonane 800 kilometrów w 7 dni, na trasie z Zakopanego do Sopotu.
    Po chwili sam Ryszard na krótko zabiera głos. Dziękuje wszystkim za przybycie. Towarzyszą temu gromkie brawa sąsiadów, znajomych i rodziny. Następnie wszyscy, w towarzys twie miejscowej orkiestry, przenoszą się na start.
    Ryszard zaczyna właśnie swoją misję, którą kontynuuje do dzisiaj. Bez względu na warunki atmosferyczne i nieprzychylne głosy niektórych ludzi - chce codziennie przebiec jeden maraton. Tak od siebie, propagując tym samym zdrowy i aktywny tryb życia. I tak przez 366 dni. Ponad 42 kilometry dzień w dzień.
    Wzdłuż ulicy namalowano już linię. To z tego miejsca sympatyczny Rysiu w specjalnej koszulce za moment wystartuje do biegu. Jest szczęśliwy i świadomy, że przed nim dużo ciężkiej pracy. Obok niego do startu gotowi są jego przyjaciele i biegacze ze Szczecina, Sopotu, Bydgoszczy, Chojnic i nieopodal leżącego Więcborka.

    Dzisiaj, 3 stycznia 2015 Ryszard Kałaczyński wybiegnie na trasę biegu po raz 142.
    Wśród jego noworocznych życzeń na pewno pojawiły się marzenia o szczęśliwym zakończeniu tego ponadprzeciętnego wyczynu. Jednak jak sam rolnik przyznaje nie odczuwa zmęczenia.

    Nie brakuje mu motywacji do dalszych działań. Ciągle jest głodny biegania i zawsze jest gotowy do startu. I przede wszystkim wierzy, że cel który sobie postawił jest w stanie zrealizować.

    Czytaj: Ryszard Kałaczyński przebiegł już sto maratonów [zdjęcia, wideo]

    Poprzez bieganie wspiera wiele szczytnych akcji

    Gdy zacząłem pisać ten artykuł, Ryszard Kałaczyński był już niemal cztery godziny na trasie 138. biegu. Zapewne już nieco zmęczony, bo za nim już ponad 30 przebiegniętych kilometrów. Za oknem robi się ciemno, ale to nie przeszkadza doświadczonemu biegaczowi w pokonywaniu kolejnych odcinków trasy. Na czole ma specjalną opaskę z latarką. To ona pomaga mu w bieganiu, gdy już dawno zaszło słońce.
    Jego mordercze wyzwanie wspomaga także wiele akcji. Poprzez swój wysiłek Rysiu chce wspierać liczne akcje. Poza próbą pobicia rekordu Guinnessa, udało już mu się ustanowić nowy rekord Polski. 26 września przebiegł 43 maratony z rzędu, co jest najlepszym wyczynem w naszym kraju. Na mecie były brawa, specjalnie przygotowany na tę okazję tort oraz huczne przywitanie biegacza przez przyjaciół i licznych mieszkańców Wituni. Ryszardowi nie szczędzono gratulacji i słów godnych pochwały. On jednak dalej śrubuje ten rekord.

    Kałaczyńskiemu zależy również na przeciwdziałaniu nałogom, a w szczególności alkoholowi.
    - Chcę pokazać, że ludzie po przejściach alkoholowych mogą dokonać czegoś wielkiego i dobrego - wyjaśnia Ryszard Kałaczyński.
    Dodatkowo mieszkaniec Wituni wspiera polską żywność i promuje swoją wieś i powiat sępoleński.
    - Celem jest pokazanie, że można biegać jedząc wyłącznie polskie produkty - tłumaczy.
    Ponadto popularyzuje bieganie, jako formę aktywności ruchowej oraz wspiera akcję "Pomoc mierzona kilometrami" i akcję charytatywną "Budujemy nagrobki dla nieżyjących biegaczy".
    - Jeden z nich udało się już postawić - mówi rolnik.

    800 kilometrów przyniosło większą sławę

    O Ryszardzie Kałaczyńskim nie tylko w mediach lokalnych, ale i ogólnopolskich zrobiło się głośno po ukończeniu wspomnianego już biegu z Zakopanego do Sopotu, gdy rolnik pokonał 800 kilometrów w zaledwie 7 dni. Jak sam przyznawał, pojawiały się wówczas problemy, kryzysy i przeciwności pogodowe, ale na szczęście udało mu się dobiec do mety. Za ten wyczyn został nagrodzony medalem "Sportowa Polska" podczas specjalnie przygotowanej gali w Warszawie. W uzasadnieniu napisano, że Ryszard został wyróżniony tytułem "Pasjonata Sportowej Polski 2013" za: "szczególne zaangażowanie w rozwój infrastruktury sportowo-rekreacyjnej oraz upowszechnianie kultury fizycznej i sportu wśród dzieci, młodzieży i społeczności lokalnej."
    Kałaczyński solidnie przygotowywał się do tego przedsięwzięcia. Na co dzień jest zwykłym rolnikiem, hodowcą trzody chlewnej. Po wielu godzinach pracy w gos podarstwie nie chciał jednak odpoczywać, trenował. Starał się przebiec od 20 do 50 kilometrów. Podnosił ciężary na siłowni. Efektem ciężkiej pracy była ogromna radość po wbiegnięciu na metę i satysfakcja, że dokonał czegoś niezwykłego.

    Zamiłowanie do sportu przejął od swojego ojca Kariera biegowa Ryszarda Kałaczyń skiego rozpoczęła się dużo wcześniej niż wspomniany sukces. Już od młodych lat bardzo interesował się sportem, a do biegania przekonał się w latach 90.
    - Biegi długie uprawiam już od 18 lat - chwali się pan Ryszard.
    Zamiłowanie do sportu przejął od swojego ojca, który wcześniej pracował w Ludowych Zespołach Sportowych. Przygoda syna nie rozpoczęła się jednak od biegania. Najpierw postawił na lekkoatletykę i podnoszenie ciężarów. Ryszard Kałaczyński jest między innymi dwukrotnym złotym medalistą mistrzostw Polski w tej dyscyplinie. Dopiero później kupił pierwsze buty do biegania.

    - Na początku trenowałem pchnięcie kulą i rzut dyskiem. Dużo ćwiczyłem na zajęciach szkolnych - wspomina Kałaczyński.
    Zdaniem biegacza z Wituni to właśnie zajęcia wychowania fizycznego pomagają w pokochaniu różnych dyscyplin sportowych.
    - Duża rola wf-u, by zaszczepić wśród młodych ten bakcyl. Sport to fajna rzecz i można go uprawiać na naprawdę wiele sposobów. Ja także dużo nauczyłem się od moich wuefistów: Andrzeja Bykow - skiego i Stanisława Ługowskiego z Więcborka. Gdy się spotykamy, jeszcze pytają, jak mi idzie bieganie? - śmieje się pan Rysiu.

    Wsparcie najbliższych jest bardzo istotne

    Z biegu na bieg przybywało miłośników aktywnego wypoczynku, którzy razem z Rysiem Kałaczyńskim stawali na linii startu i pokonywali różne odległości. Przyjeżdżali z różnych zakątków województwa kujawsko-pomorskiego, ale i z Sopotu czy nawet z Podkarpacia. Niektórym po raz pierwszy udawało się pokonać dystans 42 kilometrów i 195 metrów. A wszystko pod czujnym okiem Rysia, który mozolnie, krok po kroku dąży do osiągnięcia celu wyznaczonego w połowie sierpnia ubiegłego roku.

    Na trasie codziennie pojawia się kilku miłośników biegania. Sporadycznie mężczyzna startuje sam. Jak sam przyznaje wsparcie okolicznych mieszkańców także jest dla niego bardzo ważne.
    - Sąsiedzi wiedzą, jaki mam cel i głośno dopingują, pojawiając się w różnych miejscach trasy. Młodzi ludzie niejednokrotnie krzyczą "Brawo, Rysiu!" To miłe. Duża liczba osób jest mi przychylna. Liczę również na wsparcie nowych władz Więcborka - powiedział biegacz.
    Do tej pory przez kilka miesięcy rozdano już 242 numery startowe. To świadczy o tym, że do biegania przekonuje się coraz więcej ludzi, którzy chcą także wspierać rolnika.

    "Setka" obchodzona hucznie

    Na setny bieg maratoński do Wituni ponownie zjechało wielu miłośników biegania, jak i kibiców: przyjaciół, rodziny, mieszkańców okolicznych miejscowości i przedstawicieli mediów. Kałaczyński podkreślał, że bieganie jest dla niego tak normalne, jak spanie, jedzenie i praca. Przez lata pokonywania wielu kilometrów hobby przerodziło się w styl życia. Bez biegania Rysiu nie wyobraża sobie funkcjonowania.
    W dzień jubileuszu do miejscowości nieopodal Więcborka zjechało ponad sto osób, z czego aż 72 stanęły na starcie biegu. Trasę pokonywano na różnych dystansach. Warto podkreślić, że aż 29 osób ukończyło wówczas pełny maraton.
    Wszyscy zawodnicy wystartowali wówczas o godzinie 13. Rysiu na mecie zameldował się chwilę po godzinie 18. Nie był to jednak efekt jakiegoś kryzysu. Rolnik zachował się fair play i wspomógł kolegę, którego nie zostawił na trasie samego.
    - Chcę pokazać, że można żyć normalnie i biegać codziennie maratony. Czuję się bardzo dobrze, zarówno fizycznie, jak i psychicznie - mówił "Pomorskiej" podczas setnego biegu Kałaczyński.

    Z dnia na dzień kilometrów przybywa

    Lekarze i specjaliści pukają się w czoło i stanowczo twierdzą, że organizm przy tak ogromnym wysiłku może negatywnie zareagować i potrzebuje regeneracji. Rolnik z Wituni obala jednak wszelkie mity i jest przekonany, że uda mu się zrealizować swój cel. Z formą cały czas u niego nie najgorzej.

    - Teraz jest trochę ciężej, bo w okresie zimowym muszę bardziej zadbać o gospodarstwo. Nie chwaląc się, idzie całkiem dobrze. Trochę ostatnio bolą mnie ścięgna Achillesa i jestem mocniej zakatarzony. O poddawaniu się nie ma jednak mowy! - deklaruje.
    Jego zdaniem najgorszy dla biegacza jest okres jesienny, który na szczęście ma już za sobą.
    - Faktycznie, jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia w deszczu biegało się nieciekawie. Teraz jest znacznie lepiej. Powietrze jest zdecydowanie bardziej czystsze. Mróz nie ma dla mnie większego znaczenia. Wystarczy ciepły strój i można śmiało biegać - przekonuje ultramaratończyk.

    Czytaj: Andrzej Urbaniak wrócił z Watykanu [zdjęcia]

    Największe marzenia

    Oczywiście na przebiegnięciu 366 maratonów Ryszard Kałaczyński nie poprzestanie.
    Na pewno w 2015 roku wyruszy jeszcze na spartathlon, czyli bieg na dystansie 246 kilometrów z Aten do Sparty. Rolnik próbował go ukończyć już dziesięciokrotnie. Na razie się nie udało.

    - To także jeden z głównych celów, do których się przygotowuję. Może po moim wyczynie zaproszą mnie, jako honorowego zawodnika? - żartuje.
    W planach na przyszłość są również inne marzenia, które chce zrealizować.
    - Kolejne wyzwanie, jakie mam w planach to tzw. "sześciodniówka" w Australii. Biega się sześć dni non stop. Zobaczymy, może kiedyś tam wystartuję - mówi.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (1) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo