Sebastian od trzech lat nie je

Katarzyna Pankiewicz
Dorota Szymczyk, mama Sebastiana z pamiątkowym zdjęciem na którym jest jej ś.p. mąż i dwaj synowie
Dorota Szymczyk, mama Sebastiana z pamiątkowym zdjęciem na którym jest jej ś.p. mąż i dwaj synowie fot. Katarzyna Pankiewicz
- Syn nie je praktycznie od trzech lat. Był pod opieką wielu lekarzy. Od dwóch tygodni przebywa w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Warszawie. Ostatnio powiedział, że nie dożyje dwunastych urodzin. On już nie ma siły...

Możesz pomóc

Możesz pomóc

Miesięczny koszt wykupu lekarstw dla Sebastiana to ok. 800 złotych. Chłopiec jest członkiem fundacji "Zdążyć z pomocą". Każdy kto chce wspomóc jego leczenie może przekazywać pieniądze na konto fundacji: nr 75 1240 1037 1111 0010 0957 3199. Możecie również pomóc przekazując procent podatku w odpowiednią rubrykę przy wypełnianiu PIT trzeba wpisać numer KRS 0000037904 centrum charytatywnego Koniczynka - pomoc dla Sebastiana.

30 stycznia minęły trzy lata od tragicznej śmierci Stanisława, ojca trójki chłopców (20-letniego dziś Marcina, 9-letniego Radka i 11-letniego Sebastiana). Mężczyzna został napadnięty i pobity, gdy wracał do domu z pracy. Zrobił się krwiak w czaszce. Stanisław zmarł. - Po śmierci męża byłam rozbita, może przeoczyłam gdzieś ten moment, kiedy Sebastian zaczął mniej jeść. Miał coraz mniej ulubionych potraw. W końcu nie przybierał na wadze. Pierwszym niepokojącym objawem było ogólne zmęczenie.

Kursował między szpitalami

Sebastian trafił na oddział dziecięcy do Brodnicy w maju trzy lata temu, tuż przed swoją komunią. Później w październiku ze zbyt wysokim ciśnieniem. Okazało się, że ma zakażenie dróg moczowych. Sebastian wyszedł ze szpitala na przepustkę. - Wtedy po raz pierwszy powiedział, że nie dożyje do 12 urodzin, że umrze. Prosił, żebym go nie oddała do szpitala - mówi pani Dorota.

Nie było jednak wyjścia, Sebastian trafił do Brodnicy i dalej do szpitala w Toruniu. Zrobiono masę badań. Chorował coraz częściej, osłabiony organizm łapał wszelkie infekcje.

W styczniu 2010 roku wyniki wskazywały na chorobę metaboliczną. Pani Dorota stanęła na głowie, by zapewnić odpowiednią opiekę dziecku. - W ciągu dwóch dni znalazło się miejsce w Warszawie. Lekarze podjęli decyzję, że podadzą mu płyn wysokokaloryczny. Chcieli sprawdzić, czy urośnie, przybierze na wadze. Pierwszego dnia podali pół litra. Zapach płynu był straszny. Ale Sebastian dał radę. Następnego dnia przyjął litr. Zwiększano dawkę stopniowo. Gdy doszło do dwóch litrów, niestety organizm przestał go przyjmować. Konieczne było podłączenie sondy.

Stan trochę się poprawił
Na jakiś czas Sebastian wrócił do domu. Podłączona sonda nie wytrzymała zbyt długo w organizmie chłopca. Zwymiotował ją. - Lekarki w brodnickim szpitalu namówiły go, by przyjmował płyn wysokokaloryczny - po jednej szklance, co godzinę. Zgodził się. Nawet pilnował tego czasu, przypominał o godzinie podania leku - uśmiecha się mama Sebastiana.

Wyniki zaczęły być lepsze. Sebastian został w domu, uczył się indywidualnie. - Ale on bardzo chciał wrócić do szkoły. Nie chciał już siedzieć w domu. Zanim zaczął chorować, miał średnią powyżej 4. Jest uzdolniony, marzy, by zostać aktorem, ale w tańcu też nie ma sobie równych. To po tacie, też świetnie tańczył...

Stan Sebastiana w połowie ub. roku trochę się unormował. Na chwilę. - Jeździliśmy co miesiąc na kontrole do Warszawy. Cały czas Sebastian przyjmował płyny wysokoenergetyczne. Nie było mowy o jedzeniu czegoś konkretnego. Może odrobinę pomidorówki, kawałek kanapki i to wszystko. Dochodziło za to coraz więcej leków, 5-6 tabletek, które zastępowały posiłki.

Od dwóch tygodni Sebastian jest znowu pacjentem kliniki w Warszawie. Lekarze wskazują, że Sebastian ma anoreksję. Pani Dorocie zaproponowano niedawno przewiezienie chłopca do szpitala psychiatrycznego poza Warszawę.
- Psycholog, która się nim zajmuje, stanowczo odradza takie posunięcie. Tam jest wiele przypadków, nie tylko anoreksja i bulimia. Sebastianowi potrzebny jest psycholog, może psychiatra, bo jest podejrzewana depresja dziecięca. Na pewno indywidualne wizyty. Próbowałam dowiedzieć się, gdzie znajdę specjalistów. Ludzie mówią mi, że najbliżej będzie w Bydgoszczy. Na pewno wizyty byłyby prywatne. Czekam na spotkanie z lekarzem z Centrum Zdrowia Dziecka. Zobaczę, co powie. Sebastian bardzo chce wrócić do domu.

Bioenergoterapeuta zamiast psychiatry?

O chorobie jedenastolatka dowiedziało się sporo osób. - Zadzwonił do mnie bioenergoterapeuta spod Warszawy, który zaproponował pomoc. Chciałby, żebym przywiozła do niego syna na kilka dni. Powiedział, że nie mam martwić się o pieniądze, tylko przyjechać.

Pani Dorota otrzymała przesyłkę z ziołami leczniczymi do kąpieli dla syna. - Są też listy od mieszkańców różnych zakątków Polski, dostała namiary na bioenergoterapeutę z Trójmiasta. Na razie chce się skupić na wizytach u lekarzy. Do pozostałych spraw nie mam głowy. Chciałabym, aby jak najwięcej osób przeczytało ten artykuł, aby inni rodzice zaczęli zwracać uwagę na swoje dzieci. Ja też nie miałam świadomości, co zaczyna się dziać u mojego syna. Teraz chcę tylko mu pomóc, by mógł żyć normalnie. Anoreksja kojarzy się wielu osobom z chorobą, z którą zmagają się tylko dziewczyny. Tak nie jest. Sebastian zawsze był pełen energii, pchał się do występów artystycznych. Teraz jest osłabiony, nie ma tylu sił. Chciałabym, żeby wróciły. Żeby miał chęć do życia. Nie poddawał się i nie załamywał. By wrócił do domu...

Możesz pomóc
Miesięczny koszt wykupu lekarstw dla Sebastiana to ok. 800 złotych. Chłopiec jest członkiem fundacji "Zdążyć z pomocą". Każdy kto chce wspomóc jego leczenie może przekazywać pieniądze na konto fundacji: nr 75 1240 1037 1111 0010 0957 3199. Możecie również pomóc przekazując procent podatku w odpowiednią rubrykę przy wypełnianiu PIT trzeba wpisać numer KRS 0000037904 centrum charytatywnego Koniczynka - pomoc dla Sebastiana.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kolega
znam Sebastiana i nic tu mi nie pasuje.Tylko tyle napisze
a
anka
LUDZIE JA NIE WIEM ALE CZY TO ŻE NIE MUSICIE SIĘ PODPISYWAĆ POD SWOIMI POSTAMI ODBIERA WAM ROZUM,CZY DODAJE ODWAGI ŻEBY KOMUŚ DOKOPAĆ.ZNAM CHŁOPCA OSOBIŚCIE BO CHODZI Z MOIM SYNEM DO KLASY,SŁONECZKO Z NIEGO ZAWSZE BYŁO A OCENIANIE KOGOŚ NA PDST.ARTYKUŁU TO CHYBA TROCHE NIE SPRAWIEDLIWE.MATKA CAŁE ŻYCIE PODPORZĄDKOWAŁA CHOROBIE DZIECKA I CAŁY CZAS JEST POD OPIEKĄ LEKARZY WIĘC CO ZNACZY STWIERDZENIE ŻE DAWNO POWINNA ZROBIĆ TO CZY TAMTO,MYŚLĘ ŻE SĄ MĄDRZEJSI OD WAS NA TYM ŚWIECIE I WIEDZĄ GDZIE KIEROWAĆ A RODZINIE POTRZEBA WSPARCIA NIE KRYTYKI.ALE JAK KTOŚ NA WŁASNEJ D..... DOŚWIADCZY TO ZROZUMIE....
k
ku
Tylko co dla mnie jest interesującego w tej historii? Niech weźmie dzieciaka do psychiatry bo wynika, że dawno powinna to zrobić.
m
max
Dziecku jest potrzebna milosc.,on czuje ze nie ma po co zyc. psychiatrzy beda tylko deliberowac i radzic o tym,o czym my juz wiemy. Wyjechac z dzieckiem na dlugie wakacje,pokazac mu ze zycie jest piekne. Zabrac go od konowalow i szarlatanow,ktorzy tylko dyplomy maja a tak naprawde nie znaja ludzkiej natury. czlowiek potrzebuje milosci!!!
O
Ola
Człowiek bezsilny i załamany chwyta się wszelkich możliwych rozwiązań. Ja radziłabym odpuścic tego bioenergoterapeutę. On raczej zaszkodzi, niż pomoże. Jeżeli jest pani silnej wiary, to w Bogu, a nie w pseudolekarzach trzeba pokładać nadzieję. Życzę dla syna szybkiego powrotu do zdrowia. Wierzę, że wyjdzie z tego!
A
Aśka
Jeśli lekarze są bezsilni wobec choroby Sebastiana myślę , że bioenergoterapeuta ma właściwości lecznicze i można spróbować bardzo często zdarza się , że żoładek dziecka jest już tak ,,zmaltretowany ,, że przestanie przyjmować leki , ja nie mogąc poradzić sobie ze stresem i nerwobólami a lekarze leczyli mnie na różne przypadłości związane z chorobami serca i wtedy mogło skończyć się to fatalnie ponieważ leki były bardzo silne , spotkałam na mojej drodze Holendra pochodzenia Indonezyjczyka ktory zajmuje się bioenergoterapią po kilku spotkaniach zniknęły bóle zaczęłam normalnie spać moje plecy ,,barki,, są wyprostowane a mięsnie rozluznione , ten pan był już kilka razy w Polsce we Wrocławiu teraz będzie odwiedzał Opolszczyznę może na przełomie marca /kwietnia ponieważ zajmuje się kilkoma przypadkami chorych na raka gdzie lekarze są zszokowani jakim cudem zachodzą TAKIE zmiany w organizmie gdzie według lekarzy pewne osoby powinne już mieć spisany testament i czekać na koniec . wiele osób czytając mój wpis pomyśli sobie jakaś nawiedzona mogą myśleć co chcą bo człowiek jeśli nie jest NAPRAWDE chory w wiele rzeczy nie uwierzy a i lekarze bardzo często sięgają do innych metod leczenia niż antybiotyki .
Dodaj ogłoszenie