Spowiedź matki skatowanego na śmierć Tomusia z Grudziądza: - On był naszym aniołkiem

Aleksandra Pasis
Aleksandra Pasis
Sprawa zabójstwa trzyletniego Tomusia z Grudziądza wstrząsnęła mieszkańcami oraz całym krajem. Za skatowanie dziecka na śmierć został na 25 lat skazany były partner jego matki. Matka, Angelika L. została uznana winną zaniechań rodzicielskich na 5 lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny Archiwum
Angelika L. wpuściła do swojego domu i ósemki dzieci jak się okazało... mordercę. Radosław M. kilka miesięcy wcześniej miał obiecywać, że będzie ją chronił przed byłym mężem, który znęcał się fizycznie i psychicznie nad nią i dziećmi. Tymczasem 13 listopada 2017 roku wyszła z niego bestia. Zabił bezbronnego trzylatka. Małego Tomusia. Za tę zbrodnię został skazany na 25 lat więzienia. - Myślałam, że M. faktycznie chce mi pomóc, a okazał się kolejnym łajdakiem, którego w życiu poznałam - mówi Angelika w wywiadzie udzielonym „Pomorskiej”.

Angelice świat zawalił się jednego dnia: w okrutny sposób życie stracił jej synek, jego rodzeństwo trafiło do domu dziecka, a ona - za kraty. Sąd pierwszej instancji uznał ją winną zaniechań rodzicielskich w stosunku do Tomusia i wymierzył jej karę 5 lat więzienia. Po ogłoszeniu wyroku sąd zwolnił ją z tymczasowego aresztu, w którym przebywała ponad 3 lata i ten czas zaliczył na poczet kary. Na odbycia pozostałej części wyroku Angelika oczekuje na wolności. Czuje się niewinna. Wraz z adwokatem, Łukaszem Kurkiem składa apelację od wyroku Sądu Okręgowego w Toruniu.

Pamięta pani ten tragiczny dzień?
Angelika.:- Byłam wtedy w opiece społecznej. Wzięłabym Tomusia ze sobą, ale była brzydka pogoda. Padało. M. zgodził się zostać z Tomusiem. Jeszcze zdążyliśmy z malutkim zjeść śniadanie. Wypił przy mnie herbatkę. Wyglądał normalnie i zachowywał się normalnie. Gdy go później zobaczyłam w szpitalu to… to nie to samo dziecko było. Gdy załatwiłam sprawę, poszłam na kawę do koleżanki. Żaden telefon nie dzwonił, a wydawało mi się to trochę dziwne, bo za każdym razem M. sprawdzał z kim jestem, gdzie. A tego dnia nic… Nawet moja koleżanka dziwiła się, że on ani razu nie wykonał telefonu do mnie. Przed powrotem do domu chciałam wstąpić do przedszkola po młodsze dzieci. Jechałam autobusem, kiedy dostałam telefon ze szpitala. Usłyszałam, że mam pilnie przyjechać, bo synek tam trafił. Mówię, że to chyba nieprawda. Gdy wychodziłam z domu wszystko było w porządku i niby z jakich przyczyn nagle miał trafić do szpitala? Pobiegłam do przedszkola po dzieciaczki, poprosiłam braci o opiekę nad nimi i ze starszą córką pojechałyśmy do szpitala. Wzięłam ją, gdyż nikt mi nie powiedział że Tomuś jest w takim ciężkim stanie... M. stwierdził, że musi jechać szybko do domu się przebrać. Pytałam, co się stało? Stwierdził, że Tomuś spadł mu z łóżka, a z niego robią przestępcę. W szpitalu nie chciano mi pokazać synka. Przez kilkanaście godzin siedziałam pod salą… Jak już go zobaczyłam, to nogi się pode mną ugięły. To nie było to samo dziecko, które zostawiłam wychodząc z domu. Ostatnie słowa Tomusia, które wychodziłam z domu to było „pa”. Siedział wtedy na łóżku... Nie mogłam dojść do siebie. Jedyne co wtedy było dla mnie najważniejsze to, żeby Tomuś przeżył. Liczyłam na to, że przeżyje.

Wzruszające, ostatnie pożegnanie małego Tomusia z Grudziądza [zdjęcia]

Została pani aresztowana gdy Tomuś walczył jeszcze o życie. Co pani czuła, gdy dowiedziała się już za kratami, że zmarł?
Angelika:-Nie pamiętam... Byłam cały czas w szoku. Nie mogłam uwierzyć, że tak mi się życie potoczyło: w jednej chwili straciłam Tomusia, nie wiedziałam co się dzieje z pozostałymi dziećmi.

Sąd Okręgowy w Toruniu uznał Angelikę. L. winną tego, że będąc matką, nad którą ciąży obowiązek opieki nad małoletnim, dopuściła się przez zaniechanie umyślnego narażenia na uszczerbek na zdrowiu dziecka. Dostrzegając złe samopoczucie syna oraz wiedząc, że doznał złamania obu kończyn - nie zapewniła mu pomocy medycznej, a nadto przez zaniechanie sprowadzenia pomocy medycznej dla synka, u którego obserwowała liczne zasinienia na ciele oraz w okolicy głowy, dostrzegając jego złe samopoczucie, bark przyjmowania pokarmów - umyślnie doprowadziła do uszczerbku na zdrowiu w postaci chorób realnie zagrażających życiu: niedożywienia, niedokrwistości, zakażenia dróg oddechowych.

Pani nie zgadza się z wyrokiem sądu.
Angelika: -Czuję się niewinna. Jak dziecko mogło mieć wcześniej połamane rączki, skoro cały czas ktoś mnie odwiedzał i co nikt tego nie zauważył, nie zgłosił?! Mógł mieć połamane rączki, ale to się stało w dniu zdarzenia. Prędzej nie miał niczego połamanego, żadnych siniaków. Miałam asystentkę rodziny z opieki społecznej, na którą sama się zgodziłam. Była u mnie 8 listopada, do tego dramatu doszło 13 listopada. Tydzień w tydzień była pani z opieki. Widziała wszystkie dzieci jak wyglądały, co robiły. M. miał ponad dwa metry, ważył ponad 100 kilogramów. A Tomuś? Był malutki, drobniutki z 12-13 kilogramów ważył. Jak on mu przyłożył, kopał..., to jak dziecko miało wyglądać po takim czymś? Nie zgadzam z zarzutami. Wiem, że gdy wychodziłam z mieszkania Tomuś wyglądał normalnie, nie był niedożywiony. Wszystko co złe spotkało moje dziecko, wydarzyło w się ten jeden dzień pod moją nieobecność.

Jak traktowano panią w więzieniu? Sprawa zabójstwa Tomusia odbiła się szerokim echem i z pewnością inne osadzone wiedziały, że jest pani jego mamą.
Angelika: - Na początku nie było za dobre traktowanie… Nie chcę do tego wracać. To był koszmar. Z czasem jednak osadzone przekonały się jaką jestem osobą, że nigdy w życiu nie zrobiłabym krzywdy żadnemu dziecku. Gdy dostawałam w areszcie listy od moich dzieciaczków - czytałam je też koleżankom z celi. Dowiedziały się, jaka jestem naprawdę i zmieniły do mnie podejście. Miałam też wsparcie psychologa.

Urodziła pani w areszcie chłopczyka, którego decyzją sądu musiała pani oddać.
Angelika: -Chciałam, aby synek został ze mną. Bardzo go kocham, jak i resztę moich dzieci. Toczy się sprawa o kontakty z nim. Nie odpuściłam tego i nie odpuszczę. Dałam mu na drugie imię Tomuś… Pierwszego nie zdradzę. Jak był ze mną w areszcie, widziałam w nim Tomusia. On był takim moim serduszkiem kolejnym… Jak mi go odebrano, wpadłam w kolejną depresję. Musiałam się leczyć. Nie dawałam sobie rady z utratą kolejnego dziecka.

Radosław M. został uznany winnym zabójstwa trzyletniego Tomusia oraz znęcania się nad jego rodzeństwem. Sąd wymierzył mu karę 25 lat pozbawienia wolności.
Z aktu oskarżenia: „ (...) Krzyczał na Tomasza, straszył go, groził pozbawieniem życia, zamykał w szafie i piwnicy, używał siły, wielokrotnie uderzał pięściami, ręką, klapkiem oraz kopał go po całym ciele. (…) Spowodował na ciele malucha kilkadziesiąt blizn w okolicy głowy oraz jamy brzusznej powodując krwiaka oraz obrażenia okolic intymnych. 13 listopada 2017 roku Radosław M. działając w zamiarze ewentualnym pozbawienia życia małego chłopca, uderzył go w głowę powodując w konsekwencji obrzęk mózgu doprowadzając do zgonu.”
Wyrok nie jest prawomocny.

Zamieszkała pani z M. Czy podejrzewałaby pani, że może być zdolny do takiego bestialskiego czynu?
Angelika: -Nie. Zamieszkałam z nim, by całkowicie odseparować się od mojego byłego męża, który mimo rozwodu i toczących się spraw o stosowanie przemocy, nachodził mnie. Potrafił przyjść w nocy, zatykać mi usta, żebym nie krzyczała. Pobił mnie, żebym tylko wycofała wniosek o znęcanie się i alimenty. To, co z nim przeżyłam, to był horror. M. mi zaoferował że ochroni mnie i moje dzieci. Zaufałam jemu. Myślałam, że faktycznie chce mi pomóc, a okazał się kolejnym łajdakiem, którego w życiu poznałam. Wyciągał ode mnie pieniądze. Szantażował mnie, że ma wiadomości od mojego byłego męża: że jak ten dowie się że jestem znowu sama, to zacznie mnie nachodzić. Bałam się. Naprawdę bałam się. Dawałam mu te pieniądze, żeby został. Nigdy bym nie pomyślała, że skrzywdzi moje dzieci. Później dowiedziałam się też, że dzieci szantażował, żeby mi nic nie mówiły… On wiedział, że gdybym poznała prawdę, to by nie mógł mieszkać u mnie, bo robił to samo co mój były mąż, od którego się odseparowałam. Uważałam, że robię dobrze. W końcu zażegnałam koszmar z byłym mężem. W domu zapanował spokój. Pomyliłam się co do M. Oczy mi się otworzyły 13 listopada 2017 roku, gdy doszło do tej tragedii. Gdybym zauważyła, że uderzył którekolwiek z moich dzieci, to nie pozwoliłabym na to. Odeszłam od mężczyzny, który maltretował nas - potrafiłam to zrobić. Nie zostałabym z kolejnym łajdakiem, który by się znęcał nade mną i dziećmi.

Czy czegoś pani żałuje?
Angelika: -Żałuję, że wpuściłam go do swojego domu, że go poznałam! Tomuś by żył... Nie związałam się z facetem, by wpatrywać się w niego jak w obrazek. Związałam się z nim, by mieć bezpieczeństwo dla siebie i dzieciaczków, aby mój były mąż zobaczył, że jest ktoś obok mnie z kim jestem bezpieczna. Tymczasem M. manipulował nami. Gdy byłam w domu, odrabiał z dziećmi zadania, nie krzyczał, nie podnosił głosu. Wydawało się, że wszystko jest w porządku. To była gra. Udawał. Jak mnie nie było w domu, wtedy pokazał swoje oblicze: bestii.

Miała pani sporo czasu na przemyślenia w areszcie.
Angelika: - Nie będę już nikomu w stanie zaufać. Obiecałam sobie, że będę dla dzieci matką i ojcem. Nie będę już w żadnym związku. Nie warto nikomu ufać. Podczas mojego pobytu w zakładzie karnym miałam pana wychowawcę. Słowa złego nie powiem na niego, ale jak miałam iść do niego na rozmowę, to cała się trzęsłam. Boję się po prostu mężczyzn.

Jest pani niespełna miesiąc na wolności.
Angelika: - Chcę jak najszybciej odzyskać dzieci. Bez nich nie jestem tą samą osobą. One dają mi wsparcie. To największe moje szczęście w życiu. Wiem, że byłam dobrą matką dla nich. Do aresztu dostawałam od dzieciaczków listy, w których niejednokrotnie mi pisali, że tęsknią za mną, że mnie kochają, że są za mną. Sama do nich raz w tygodniu pisałam. Wykonywałam różne ozdoby, kartki… Wszystko do nich wysyłałam, aby był kontakt. Wiem, że sobie poradzę, jestem na tyle silna po tych wszystkich przeżyciach. Dzieci były moją ostoją w tym, co przeszłam z moim byłym mężem.

Została pani jednak pozbawiona praw rodzicielskich, gdy trafiła pani do aresztu.
Angelika: - Nie zgadzam się też z tym. Odeszłam od byłego męża, chciałam dla nich jak najlepiej. Byłam dobrą matką, dbałam o nie. Do szkoły stawiałam się za każdym razem, gdy była taka potrzeba. Gdy czegoś dzieci zapomniały, wracałam do domu i im zanosiłam, aby byli przygotowani do lekcji. Są świadkowie, którzy też tak twierdzą. Sędzina odebrała mi wszystko co kocham! Totalnie wszystko! Nie zgadzam się z tym. Ogarnęłam wszystko praktycznie sama przy siódemce i odebrać mi całe prawa… Nie zgadzam się z tym. Dla dzieci zrobię wszystko.

Co pani czuje do Radosława M.?
Angelika: -Nienawiść... Straszną nienawiść... Zadawałam sobie pytanie: „dlaczego”? Nie znalazłam odpowiedzi. Nie wiem co się wtedy stało? Jakim trzeba być potworem żeby tak oszukiwać? Mówił, że kocha te dzieciaczki, że chce dla nich jak najlepiej, a tak naprawdę zabił ich braciszka, który był dla nas tak takim małym, kochanym aniołkiem. Nie pogodzę się ze śmiercią Tomusia do końca moich dni.

Od autorki_:
_Oddając głos Angelice, dedykuję tę rozmowę jej Dzieciom. To one dźwigały i dźwigają największy ciężar najgorszych zachowań doświadczonych od dorosłych, którzy mieli obowiązek je chronić przed krzywdą i cierpieniem. Po tragedii musiały mierzyć się z niesamowitym hejtem i społecznym ostracyzmem w stosunku do swojej matki. Matki, którą kochały, a potwierdzały to w listach, które pisały do niej do aresztu. Ze względu na uszanowanie ich prywatności nie cytujemy listów, ale proszę uwierzyć: są one przepełnione miłością i tęsknotą. Angelika została uznana winną, ale jednego jestem pewna: Angelika kocha swoje dzieci.
Chciałam, aby ludzie którzy w najgorszych słowach potępili Angelikę i „wydali wyrok” zanim zrobił to sąd, mieli możliwość wysłuchania jej głosu właśnie przez szacunek dla jej Dzieci. Ta kobieta poniosła największą z możliwych kar: ręce mężczyzny, które miały chronić ją i jej dzieci, zabiły najmłodsze z nich.

Za pomoc w realizacji tego materiału dziękuję mec. Łukaszowi Kurkowi, adwokatowi Angeliki.

Proces w Sądzie Okręgowym w Toruniu toczył się za zamkniętymi drzwiami. Prokuratura Rejonowa w Grudziądzu nie składa apelacji od wyroku.

Specjalista od pomocy kobietom z przemocy domowej: - Są kobiety, które po wyjściu z kryzysu wchodzą w związki z nowymi partnerami, którzy po czasie okazują się także „przemocowcami”

O przemocy wobec kobiet rozmawiamy z Sylwią Gnutek, koordynatorką zespołu roboczego zajmującego się realizacją procedury "Niebieskiej Karty" w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie w Grudziądzu: - Ofiarami przemocy zwykle są kobiety. Z wieloletniego doświadczenia pracy z nimi wynika, że często już jako dzieci były wychowywane w rodzinie, gdzie były świadkami i niejednokrotnie ofiarami różnych form przemocy domowej. Dzieci obserwują zachowania rodziców i ich sposób radzenia sobie ze zjawiskiem przemocy i w życiu dorosłym zwykle powielają ten schemat. Wczesny wzór relacji z rodzicami determinuje nasz styl wchodzenia w relacje z innymi ludźmi. Mają one zaniżone poczucie własnej wartości i nie posiadają wsparcia najbliższej rodziny. Dochodzi u nich do wyuczonej bezradności, co utrudnia podejmowanie działań w kierunku wyjścia z kryzysu. Kobiety trwają w związkach przemocowych, ponieważ nie znają innego życia.
Mężczyźni stosujący przemoc potrafią swoje zachowania usprawiedliwiać oraz manipulują kobietą i często wpędzają w poczucie winy z powodu np. rzekomo niewywiązywania się z obowiązków domowych. Dla sprawców przemocy, często błahy powód staje się impulsem do wyładowania agresji. Im dłużej trwa przemoc, eskalacja zachowań agresywnych rośnie i dochodzi do niej coraz częściej, tym trudniej kobiecie zdecydować się na szukanie pomocy i odejście od sprawcy. Osoba krzywdząca po eskalacji agresji zwykle przeprasza i obiecuje poprawę. Kobieta pamiętając te dobre momenty w związku chwyta się tej deklaracji z nadzieją, że faktycznie partner się zmieni. To tzw. „miodowy miesiąc”. Nic bardziej mylnego… Zwykle po czasie następuje powrót do sytuacji i zachowań sprzed „miodowego miesiąca”. Kobiety też nie zgłaszają znęcania nad nimi czy dziećmi z obawy i strachu, że jeśli to ujawnią to będzie jeszcze gorzej.
Są kobiety, z którymi pracujemy bardzo długo i udaje się im poukładać życie na nowo. Są też takie, które po wyjściu z kryzysu wchodzą w związki z nowymi partnerami, którzy po czasie okazują się także „przemocowcami”. Nie są czułe na sygnały, że partner może mieć skłonność do nadmiernej kontroli, która może doprowadzić do wystąpienia ostrzejszych form przemocy.
Praca z osobami doświadczającymi przemocy jest zwykle długa i złożona. Najważniejsze jest to, aby one nam zaufały i otworzyły się przed nami. Opowiedziały o tym co się działo. Wówczas możemy dobrać dla nich odpowiednią ofertę pomocy.

Gdzie szukać pomocy w Grudziądzu?

  • Zespół Interdyscyplinarny ul. Waryńskiego 36 56-69 68 788
  • Komenda Miejska Policji ul. Chełmińska 111 997 lub 112
  • Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie ul. Waryńskiego 34A 56-69 68 700
  • Pogotowie ratunkowe ul. Rydygiera 15/17 999 lub 112
  • Miejska Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych ul. Ratuszowa 1 56-4510306
  • Poradnia Terapii Uzależnień od Alkoholu i Innych Uzależnień ul. Sikorskiego 34/36 56-4612392
  • Centrum Pomocy Dziecku i Poradnictwa Rodzinnego ul. Mikołaja z Ryńska 8 56-4621871
  • Opiekun dziecka - ofiary przestępstwa ul. Śniadeckich 6a 575 694 918
  • Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna ul. Korczaka 23 56-4644805
  • Sąd Rejonowy ul. Sikorskiego 19/23 56-4505900
  • Prokuratura Rejonowa ul. Legionów 46 56-6446022 12.
  • Hostel dla osób będących w kryzysie ul. Waryńskiego 36 56-4640190 13.
  • Poradnia Rodzinna ul. Śniadeckich 6a 56-4630560

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie