Strach przed życiem

Małgorzata Święchowicz [email protected]
Nie powinna się denerwować tym, co mąż mówi. I bez tego ma kłopoty ze snem, lęki, koszmary, napady duszności, zawroty głowy.
Nie powinna się denerwować tym, co mąż mówi. I bez tego ma kłopoty ze snem, lęki, koszmary, napady duszności, zawroty głowy. fot. arch.
Mówią, że pieniądz, to kwit na życie. Ojciec ma ponad 600 kwitów, matka 140, a syn ani jednego.

26 lat są razem. Dlatego teraz ciężko zdecydować się na rozstanie.

Najwięcej o rozstaniu myśli ojciec (58 lat, szczupły, po zawale). Ma rentę - 607 złotych i 50 groszy. Jest najbogatszy w domu. Gdyby był sam, to by się tak bardzo nie martwił.

- Długo obmyślałem, jak to żonie powiedzieć. W końcu musiałem, bo przecież dłużej tak nie pociągnę. Tu chodzi o życie! Jeżeli jedna jednostka osobowa nie może udźwignąć drugiej jednostki osobowej, to muszą wziąć rozwód.

A żona?
Nie powinna się denerwować tym, co mąż mówi. I bez tego ma kłopoty ze snem, lęki, koszmary, napady duszności, zawroty głowy.

Nie ma apetytu, renty. Nie pracuje, nie spotyka się z koleżankami ani z rodziną. Boi się wyjść z domu. Wydaje jej się, że zaraz padnie, umrze. Ma 49 lat, nerwicę lękowo-depresyjną, a ostatnio jeszcze rwę kulszową, bóle w stawach. Dostaje zasiłek - 141 złotych, 80 groszy, wszystko idzie na leki psychotropowe, przeciwbólowe, osłonowe. Te ostatnie na wątrobę oraz nerki, bo nie chce, żeby się rozsypały, jak jej zęby.

- Jeszcze dwa lata temu miałam wszystkie, teraz już po zębach - wyjaśnia. Choć nie musi, bo widać - te, z górnej szczęki wyłamały się jak zapałki. Trzeba byłoby pójść, korzenie powyrywać.

- Przede wszystkim trzeba by było pójść do pracy - wzdycha syn (kuli się za stołem, drobny, włosy związane w kitkę, zęby też nie leczone, bo za co?) Studiuje zaocznie informatykę, ale nie wiadomo, jak długo jeszcze, bo zalega z opłatami i w dodatku spóźnił się z wnioskiem o stypendium.

- Akurat zachorowałem - tłumaczy. Wymioty, temperatura. Miesiąc wcześniej zaczął krwawić z przewodu pokarmowego. Zemdlał.

Gdy tak padł im w domu, między stołem a komodą, myśleli, że umarł.

Trwajcie mocni
Imiona mają piękne, niczym z romantyków: Gustaw, Grażyna, Konrad.
A życie? Sypie im się nieromantycznie. Zupełnie jak ich szary dom pod Inowrocławiem. W kuchni grzyb wżarł się w ściany i wyżera sufit - tynk z farbą spada na podłogę. Ze starej lodówki wypływa woda, ze starej kuchenki ulatnia się gaz, ale mówią, że to naturalne, bo kuchenka ma 26 lat, tyle co ich związek.

Siedzimy przy stole w przejściowym pokoju, bez okien (z dwóch słabych żarówek pali się tylko jedna, tak jest oszczędniej). Na ścianie święte obrazki, zdjęcie Jana Pawła II i Benedykta XVI z cytatem "Trwajcie mocni w wierze".

Tak więc trwają, ale jak długo jeszcze?
- Z człowiekiem jest jak z domem - wzdycha Gustaw. - Bez inwestycji popada w ruinę.

Niejeden by się zdziwił, gdyby wiedział, jak bardzo on kiedyś próbował w siebie inwestować. Skończył co prawda tylko zawodówkę budowlaną, ale jeszcze pozapisywał się na kursy - rolniczy, operatora koparki, nawet kurs niemieckiego i angielskiego.

Syn Gustawa to samo: kurs rachunkowości gospodarczej, magazyniera i na wózki widłowe.

- A pracy żadnej. Na pewno byłoby łatwiej, gdybym mieszkał w Bydgoszczy. Albo gdybym chociaż miał prawo jazdy - tłumaczy.

Nie odchodząc od ich stołu, sięgam po telefon, w urzędzie pracy w Inowrocławiu zapewniają, że pracy na miejscu jest dosyć, z pocałowaniem ręki biorą na budowy, do ociepleń, do zbrojenia, do dachów.
Gustaw prycha, że jest wyzysk.

Grażyna wzdycha, że co ona zrobi bez syna.

A syn mówi, że jednak wolałby pojechać do pracy w Bydgoszczy, bo tam więcej się buduje, tam jest rozwój, nie to co tu. - A najlepiej byłoby znaleźć coś w Warszawie - podsuwa ojciec. - Tylko jak tam dojechać? Gdzie się zatrzymać?
Siedzą sobie przy stole, narzekają.

Życie to matematyka
- O, już kończy się działanie tabletki, którą wzięłam rano. Już mnie ściska - mówi Grażyna. To strach tak łapie. Za głowę, za gardło. Trudno utrzymać oddech. Lekarka kazała odstawić część leków, zostawiła tylko jedną tabletkę. Ale co to jest jedna, skoro dotąd Grażyna brała garść? Po jednej, to jakby nic.

- Nie położę się, bo strach, że nie wstanę - mówi. Tak mnie ściśnie, aż się boję o życie.

A Gustaw boi się, że tak długo nie pociągną - ona z chorą głową, on z chorym sercem.

- Kochamy się, ale razem nie możemy żyć.

Dla niego życie, to matematyka. Powinno dać się wyliczyć. A u nich rachunki pogmatwane i nie chcą się zgadzać. Jeżeli kupią węgiel na zimę i zapłacą podatek za dom, nie wystarczy na leki i jedzenie.

- Tak więc opału nie kupujemy od 1996 - mówi Gustaw.

Ostatnio sąsiad ścinał drzewa w sadzie i pozwolił mu wykopać pieńki, to pali się pieńkami.

Za wodę się nie płaci, bo raczej nie odłączą. No i toczy się wojnę z wójtem o podatek. Ta wojna trwa kilka lat - wójt najpierw szedł na rękę, raz umorzył 75 procent podatku, drugi raz umorzył 75 procent, ale w tym roku odmówił. Może dlatego, że oni wcześniej nie płacili wcale, nawet tej czwartej części, która im zostawała do zapłaty.

- Jakby było z czego, to by się płaciło - tłumaczą.

Wysłali wójtowi dokładne rozliczenie, ile idzie na leki, ile na energię, gaz, bilety do urzędu, do lekarza. A jedzenie? A ubranie? Wyszło, że każdy w tej rodzinie może na to wydać dziennie po 3 złote 31 groszy. Gdyby zapłacili podatek, mieliby na przeżycie tylko po 2,44.

Nic z wieszaka
W telewizji mówią, że jest coraz lepiej.

- Pieprzenie - wkurza się Gustaw.
Lepiej, to im się żyło pod koniec Gierka albo na początku lat dziewięćdziesiątych. Gustaw miał firmę budowlaną i sklep drogeryjny.

Proszę, jakie ładne zdjęcia zostały im z tamtych czasów. Oni elegancko ubrani. Z rodziną. Przed domem. W swoim sklepie z półkami aż pod sufit. Półki wypełnione towarem. Trzeba było jeździć, zamawiać, zwozić, pilnować, żeby ludzie nie podkradali, bo generalnie w ludziach jest tendencja do zabierania, oszukiwania.

Kiedy Gustaw miał zawał, nawet nie poczuł. Dopiero w badaniach wyszło. - Po operacji serca jeszcze próbowałem ciągnąć robotę, żebyśmy z głodu nie zdechli, ale nie szło w rękach nic utrzymać, drętwiały.

Grażynie jest smutno, że kontakty ze znajomymi ustały, i z rodziną przestało się układać. Ostatnio jej matka powiedziała, że koniec z odwiedzinami, bo co przyjeżdża to akurat na gaz nie mają i ona musi wyciągać z portfela 40 złotych.

Teraz w rodzinie szykuje się wesele, ale przykro, nie pójdą. Najwyżej do urzędu stanu cywilnego z kwiatkiem.

- Ja nawet porządnych butów nie mam - wzdycha Grażyna.

Jednak najbardziej jej przykro, że nigdy w życiu w teatrze nie była. Bo mąż najpierw nie miał czasu jej zabrać, a teraz nie ma za co. I smutno jej, że syn dziewczyny jeszcze nie znalazł (nawet nie szuka, bo krępowałby się przyprowadzić do domu).
Smutno jej też, że nie ma żadnej pamiątki po studniówce syna.

- Bo on, niestety, na studniówce nie był - mówi. - Za wysokie opłaty i nie miał się w co ubrać.

Niedawno pies sąsiadów poszarpał mu zimową kurtkę. Była nadzieja, że sąsiedzi odkupią, ale skąd. W ramach przeprosin przynieśli czekoladę. Więc na kurtkę trzeba było naszyć łaty, będzie musiała wytrzymać szósty sezon.

Raz na jakiś czas opieka społeczna wpisuje ich na listę: mogą pójść, wybrać coś za darmo w pobliskim lumpeksie. Kiedyś byli i podziękowali. Okazało się, że nie mogą sięgać po to, co na wieszakach - to tylko dla tych z gotówką. Dla tych z opieki - jedynie góra ubrań nieprzebranych, brudnych, naddartych.

Za to przed ostatnimi świętami z opieki było mleko, mąka, kasza. Skorzystali.
Gdy nikt nie widzi
Gustaw mówi o rozwodzie.

Grażyna o tym, że chciałaby pracować, ale nie wychodząc z domu. Naprawdę rzadko czuje się tak dobrze, żeby wyjść. Przed sąsiadami udaje, że nic jej nie dolega. Umaluje się, uśmiechnie półgębkiem (żeby nie widzieli tej pustki po zębach). - Najgorzej, gdy kończą mi się leki. Na korytarzu w przychodni mijam kobiety, które czekają do chirurga. Rozglądam się, czy nikt nie widzi i wślizguję się do gabinetu psychiatrycznego.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
W dniu 17.04.2016 o 21:28, Gość napisał:

Bardzo ciekawy

Samo życie.

G
Gość

Bardzo ciekawy

G
Gość

Ciekawy artykuł

G
Gość
W dniu 11.11.2007 o 17:07, malgorzata napisał:

witam , przeczytalam ten artylkul , to jakby o mnie , tez tak zyje, cos okropnego, kto tegonie doswiadczyl nie zrozumie

m
malgorzata
witam , przeczytalam ten artylkul , to jakby o mnie , tez tak zyje, cos okropnego, kto tegonie doswiadczyl nie zrozumie
Dodaj ogłoszenie