MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Święta Bożego Narodzenia. Zatrzymajmy się w tym wielkim pędzie, jakim jest dziś nasze życie

Piotr Polechoński
Piotr Polechoński
Ksiądz Radosław Siwiński, prowadzący Dom Miłosierdzia Bożego w Koszalinie
Ksiądz Radosław Siwiński, prowadzący Dom Miłosierdzia Bożego w Koszalinie archiwum
- To jest chyba największy problem współczesnego Kościoła w Polsce, że jakaś część wiernych nie doświadcza spotkania z Bogiem żywym, ale tylko z bogiem tradycją. Szczególnie mocno to widać w czasie świąt - mówi ksiądz Radosław Siwiński, prowadzący Dom Miłosierdzia Bożego w Koszalinie, w którym od 13 lat każdy potrzebujący znajdzie pomoc i wsparcie.

Jesteśmy tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Co trzeba zrobić, aby właściwie wejść w ten czas, aby nie przemknął on obok nas? Dziś często skupiamy się na tym, co na zewnątrz, a nie na tym, jakie coś jest w środku, co jest prawdziwe. Jaka jest recepta księdza, aby ten wyjątkowy, świąteczny czas takim czasem był faktycznie?

Bardzo prosta i trudna zarazem. Trzeba wejść w liturgię. Jeżeli ktoś będzie chciał przeżyć święta, odkładając liturgię na bok, to mogę już teraz mu powiedzieć, żeby dał sobie spokój, bo tak się na pewno nie uda. Nie uda się też, gdy tylko wizytę w kościele ograniczymy do pierwszego i drugiego dnia świąt. Tu jest potrzeba świadomego przeżycia całego Adwentu. Ale co napawa optymizmem, to fakt, że od jakiegoś czasu świadomość tej drogi jest w naszym społeczeństwie coraz większa. Dziś dla coraz większej liczby ludzi święta nie zaczynają od pasterki, ale znacznie wcześniej. To jest proces, który powoli, ale postępuje. Bo wystarczy raz się zaangażować nieco mocniej, rzetelnie przeżyć cały Adwent, aby zrozumieć, że tylko tak przygotowany świąteczny czas ma sens.

Jednak, aby coś zrozumieć, trzeba coś wiedzieć, mieć o czymś pojęcie. Niestety, świadomość religijna wśród katolików jest na bardzo niskim poziomie. Wystarczy poczytać sobie różnego rodzaju badania. Widziałem jakiś czas temu jedno z nich, w którym pytani byli przekonani, że z grzechu pierworodnego można się wyspowiadać. Można przeżyć właściwie święta bez pełnej świadomości tego, co i dlaczego świętujemy?

Na pewno będzie to bardzo trudne. To prawda, że my wciąż kulejemy z wiedzą. Spotkałem bardzo dużo osób bardzo dobrze wykształconych, których religijna wiedza jest na poziomie przedszkolaka. Na takim poziomie, że „dziecko trzeba ochrzcić, aby wyrzucić diabełka”. Czasem to aż przecieram oczy ze zdziwienia, gdy u kogoś naprawdę świetnie wykształconego, piastującego ważne i odpowiedzialne stanowisko, słyszę takie infantylne zdania wypowiadane całkiem serio. Dlatego zawsze gorąco zachęcam do tego, aby wiedzieć więcej niż mniej. Po prostu trzeba któryś przedświąteczny czas poświęcić na to, aby uzbroić się w wiedzę o historycznej rzeczywistości, w jakiej Jezus Chrystus przyszedł na świat i dokonał zbawienia, uświadomić sobie emocje, które Jezus przeżywał. Najlepsza droga to czytanie Ewangelii czy innych źródłowych tekstów, opracowań historyków i osób duchownych.

Wracając do badań polskiej religijności, to w pamięć zapadło mi też takie, z którego wynikało, że w kraju, gdzie 90 procent ludzi deklaruje się jako katolicy w Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa wierzy tylko 30 procent z nich. Oznacza to, że teraz w polskich świątyniach, które w czasie świąt wypełnione są po brzegi, znaczna część ludzi w nich zgromadzonych nie wierzy w coś, bez czego chrześcijaństwo nie ma sensu. Trochę słabo to wygląda proszę księdza w kontekście tego, że za chwilę będziemy świętować czas Jego narodzin.

To prawda. To jest chyba największy problem współczesnego Kościoła w Polsce, że jakaś część wiernych nie doświadcza spotkania z Bogiem żywym, ale z bogiem tradycją. Z jakąś historią, nawet bardzo przejmującą, ale historią, która wydarzyła się kiedyś, dawno temu i jest historią zamkniętą. Niby wiedzą, że Jezus zmartwychwstał, ale nie są w stanie tego sobie wyobrazić, bo wszystko postrzegają w ciągłej linii historycznej. Było, minęło, nie ma. Została tylko tradycja, pamięć, zwyczaje, symbolika. Tymczasem istotą naszej wiary jest przecież to, że wierzymy w Boga żywego, który faktycznie pokonał śmierć i ciągle jest z nami, że ta historia wcale się nie skończyła, że trwa nadal. I jeżeli ktoś nie potrafi przełożyć tej żywej wiary w swoje życie, to zawsze będzie miał tylko do czynienia z pewną tradycją, z jakąś pustą symboliką, której zresztą nie bardzo rozumie i nie chce nawet zrozumieć.

Tradycja jest zła? Choinka, określone potrawy, takie czy inne zwyczaje - to wszystko jest niepotrzebne?

Tradycja jest dobra i potrzebna. Ale pod jednym fundamentalnym warunkiem. Że występuje jako tło, a nie istota wiary. Bo z Bogiem nie jest tak, że On był i zostały po nim takie czy inne pamiątki. On jest z nami i zawsze będzie. A jeżeli Jego w sercu nie ma, to jest pustka, którą próbuje się zastąpić także tradycją, określonymi zwyczajami, łudząc się, że to może zastąpić prawdziwą żywą wiarę w Jezusa Chrystusa, który umarł na krzyżu i prawdziwie zmartwychwstał. Ale to tylko złudzenie, bo ta pustka zawsze pustką pozostanie.

Z czego to wynika, że tak często złudzenie jest silniejsze niż wiedza i wiara?

To przede wszystkim kwestia naszej własnej motywacji. To jest coś takiego, jak z nauką języka. Są ludzie, którzy angielskiego się uczą dziesięć lat i większych postępów nie robią, stoją w miejscu. Dlaczego? Bo tak naprawdę nie wkładają w to należytego wysiłku. Niby się uczą, a nie uczą. Dopiero jak się człowiek zaangażuje, zmieni metody nauki, wyjedzie za granicę, dopiero wtedy ruszy z miejsca, pojawią się postępy i tego języka się w końcu nauczy. Podobnie jest z naszą wiarą. Złudzenie wiary jest łatwiejsze niż wiara prawdziwa. A ta ostatnia jest możliwa tylko wtedy, gdy zaangażujemy się na 100 procent, a nie 20 czy 60. Ale oczywiście nie możemy zapominać też o jednym: wiedza w wierze jest ważna, ale nie najważniejsza. Bez szczerego przylgnięcia sercem do Jezusa nic z tej naszej wiary nie będzie, choćbyśmy zgłębili prace wszystkich teologów i Ojców Kościoła.

Co zrobić, aby świąteczny czas nie kończył się na tych kilku dniach? Co zrobić, aby to poczucie, że świętowaliśmy coś wyjątkowego, towarzyszyło nam jak najdłużej? I nie chodzi mi tutaj o tak zwany świąteczny klimat i nastrój, ale o wymiar religijny, duchowy.

Powiem o rzeczy najważniejszej, bez której na pewno nic się nie uda. Trzeba się po prostu zatrzymać w tym wielkim pędzie, którym dziś jest nasze życie. A jak się już zatrzymamy, to musimy przypomnieć sobie, czym jest refleksja, bo ona jest tutaj równie ważna. Refleksja nad różnymi rzeczami. Nad naszym życiem rodzinnym, nad tym, co dzieje się w pracy, wśród naszych przyjaciół, w naszym kraju, a przede wszystkim refleksję nad tym, jakim jestem człowiekiem i jaka jest moja relacja z Bogiem. Bo najgorsze, co może nam się przytrafić, to tak poukładać nasze życie, żeby nie mieć czasu na to, aby pomyśleć, aby zrozumieć prawdę, która dotyka nasze życie. Bo każda prawda prowadzi ku Panu Bogu.

A gdy się już zatrzymany i zastanowimy?

To wtedy trzeba pójść za ciosem. Często słyszę, gdy ktoś mi mówi: „Proszę księdza, ostatnio w kościele coś poczułem w sercu. Ogarnęła mnie jakaś refleksja, której dawno nie miałem. Jakieś pragnienie, aby bardziej niż dotychczas zgłębić Pana Boga”. I teraz od nas zależy, czy pójdziemy dalej, za ciosem, czy też ten znak zapytania, który pojawił się w naszym życiu, zostanie tylko znakiem zapytania, który po jakimś czasie zblaknie i zniknie.

Czyli albo się nawrócimy, albo nie? Trzeciej drogi nie ma?

Nie ma. Po grecku zwrot „Nawrócić się” znaczy „zmienić myślenie”. I nie ma lepszego czasu niż świąteczny czas, aby to nasze myślenie zmienić. Chrystus wszystko czyni nowym, ale to my sami musimy zdecydować, czy chcemy w tym razem z nim uczestniczyć, czy stać z boku.

Stać z boku można na różne sposoby. Boże Narodzenie to przecież także czas, gdy w każdym z nas nasze miłosierdzie powinno być o wiele bardziej czułe niż na co dzień. Co jest w nim najważniejsze?

Drugi człowiek.

To, że mamy mu pomóc, gdy potrzebuje naszej pomocy, bo jest biedny?

Tak. Tylko wcześniej musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, co w dzisiejszych czasach oznaczają słowa „biedny” i „pomoc”. Dzisiaj człowiek biedny wcale nie oznacza zawsze biedy materialnej, że nie ma co zjeść, gdzie spać ani w co się ubrać. Albo powiem jeszcze inaczej. To, że ktoś trafia do nas, abyśmy go nakarmili i dali dach nad głową, najczęściej oznacza, że wcześniej coś w jego życiu się zawaliło. Zmarł ktoś najbliższy, żona go opuściła, wpadł w sidła hazardu lub innych nałogów, narkotyków i przez to przegrał wszystko. Albo jeszcze nie przegrał, jest materialnie dobrze sytuowany, ale wewnątrz siebie uważa, że stracił coś albo kogoś i dalsze życie nie ma sensu. Innymi słowy oczywiście my tu głodnego nakarmimy i nagiego odziejemy, ale bieda w dzisiejszych czasach to nie tylko brak środków do życia, ale chora dusza. Dlatego my tutaj, w naszym Domu Miłosierdzia, pomagamy doraźnie, ale przede wszystkim chcemy uporać się z tą biedą najpoważniejszą, tą, która jest w ludzkich sercach.

Łatwiej jest to czynić w czasie Bożego Narodzenia?

I tak, i nie. Święta Bożego Narodzenia to czas szczególny. Z jednej strony bardzo mocno uaktywnia ludzi do pomagania, wspierania innych. Jest dużo akcji charytatywnych, takich czy innych zbiórek, szereg kolacji wigilijnych, a tym samym dużo okazji do tego, aby porozmawiać ze sobą, spotkać się, usiąść nie przy telewizorze, ale twarzą w twarz, zmierzyć się z tym, przed czym tak wielu z nas ucieka, czyli odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Poznać, dlaczego jest biedny i zadeklarować przed samym sobą „Ok, pomogę mu”. Ale czas świąt, a szczególnie Wigilia, potrafi być wyjątkowo bolesnym i trudnym czasem dla tych wszystkich, którzy z takiego czy innego powodu czują się bardzo samotni lub osamotnieni. Podkreślam słowo osamotnieni, bo można cierpieć dlatego, że oto kolejne święta spędzę sam, nikt mnie nie odwiedzi, do nikogo nie pójdę, ale można też cierpieć, bo nie umiemy już w rodzinie rozmawiać, bo wychowałem się w domu, gdzie w święta lał się alkohol, były awantury, przemoc domowa. Zdecydowana większość naszych podopiecznych nie lubi świąt. Przez większą część życia ten czas tylko podkreślał to, co mieli na co dzień: osamotnienie i tak naprawdę brak normalnego domu. Dlatego każde święta są dla nas sporym wyzwaniem. Każda nasza wspólna Wigilia to dla nas niełatwe chwile. Ale bardzo dla nas wszystkich potrzebne.

W tym roku wspólna Wigilia w Domu Miłosierdzia Bożego w Koszalinie też będzie. Każdy może do was przyjść?

Każdy, kto będzie chciał ten czas spędzić z nami. Nie nakreślamy żadnych kryteriów, nie ma żadnych warunków wstępnych. Nie pytamy, czy ktoś jest biedny, czy bogaty, czy jest z Koszalina, czy przyjechał do nas ze Słupska, czy ze Szczecina. Każdego witamy serdecznie i równie serdecznie zapraszamy. W niedzielę o godzinie 15 rozpocznie się msza święta, której przewodniczyć będzie biskup Krzysztof Zadarko. Zaraz po niej wszyscy zasiądziemy do wspólnej, wigilijnej kolacji, aby spotkać się z drugim człowiekiem i wspólnie oczekiwać na narodzenie Jezusa Chrystusa.

Dobrze by było, aby to spotkanie z drugim człowiekiem stało się naszą codziennością, a nie świątecznym, okazyjnym spotkaniem.

To prawda. Trzeba się więc rozejrzeć i dostrzec innych ludzi. Poznać ich, a tym samym poznać ich problemy, potrzeby. Najpierw zacznijmy od najbliższego otoczenia, własnej rodziny. Poświęćmy czas rodzicom, których dawno nie widzieliśmy, porozmawiajmy z babcią, z którą dawno tak naprawdę nie rozmawialiśmy, odwiedźmy samotnego wujka, któremu dotąd nie poświęciliśmy żadnej uwagi. Potem ten krąg rozszerzmy na sąsiadów i też ich poznajmy, zaprośmy na kawę, zorientujmy się, kim są, czy możemy im w czymś pomóc. Często jest zresztą tak, że nic wielkiego nie musimy robić. Wystarczy, że okażemy szczere zainteresowanie drugim człowiekiem. Bo często właśnie tego nam wszystkim najbardziej brakuje: pokazania ludziom, którzy żyją obok nas, że ich obecność jest dla nas ważna.

od 7 lat
Wideo

Zakaz krzyży w warszawskim urzędzie. Trzaskowski wydał rozporządzenie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Święta Bożego Narodzenia. Zatrzymajmy się w tym wielkim pędzie, jakim jest dziś nasze życie - Głos Koszaliński

Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska