To cud! Inowrocławska Huta Irena ożyła i znowu produkuje kryształy!

Tekst i Fot. Dariusz Nawrocki [email protected] Tel. 52 357 22 33
Elżbieta Michalska, Ewa Różak i Ewa Wierzbicka przekonują, że do końca nie straciły nadziei. Wierzyły, że wrócą do huty Irena. I wróciły
Elżbieta Michalska, Ewa Różak i Ewa Wierzbicka przekonują, że do końca nie straciły nadziei. Wierzyły, że wrócą do huty Irena. I wróciły
Udostępnij:
Inowrocławska Irena jest w upadłości. I choć kieruje nią syndyk, z pieca wciąż wychodzą nowe kryształy. Systematycznie przybywa klientów. Wzrasta też zatrudnienie. A ludzie nie narzekają, że zarabiają najmniej w Inowrocławiu. Czyż to nie cud?

Ostatnie lata dla inowrocławskich hutników były bardzo ciężkie. Nie dość, że zarabiali niewiele, to na dodatek płacono im w ratach i z opóźnieniami. Krzyczeli, buntowali się, przeklinali, ale w większości z hutą się nie żegnali. - Ludziom po 50. roku życia ciężko o pracę. Zwłaszcza w tak specyficznym zawodzie jak hutnik - mówił Włodzimierz Grzeczka, wówczas szef zakładowej "Solidarności".

Czytaj i zobacz: Huta Irena w Inowrocławiu. Znowu dmuchają tutaj szkło! [zdjęcia]

"Irena" miała coraz większe kłopoty finansowe, choć na brak rynku zbytu nie narzekała. Ciągnęły się jednak za nią stare długi. We wrześniu ubiegłego roku zarząd spółki złożył wniosek do sądu o ogłoszenie upadłości. Kilka tygodni później PGNiG odcięło hu- cie gaz. Wygasły piece. W hucie pojawił się syndyk. Ludzie masowo zaczęli otrzymywać wypowiedzenia.

Huta umarła... W Inowrocławiu nastała żałoba

Zbigniew Zawierucha, ostatni prezes "Ireny", nawet wtedy powtarzał pracownikom, że to jeszcze nie koniec. Zapewniał, że firma jeszcze się podniesie, ludzie wrócą do pracy. A hutnicy mu wierzyli. Żegnając się z "Ireną" w kadrach zostawiali swoje numery telefonów. W każdej chwili gotowi byli wrócić.

Od lat żyją nadzieją

- Niektórzy mówili, że huta już nie ruszy. Ja byłem innego zdania. Do końca byłem pewien, że wrócimy do pracy - przyznaje hutnikMarian Kostrzak, a Ewa Wierzbicka dodaje: - Jak firma upadła, była wielka rozpacz. Nadzieja jednak nigdy nas nie opuściła.

Przyzwyczaili się już do tego, by żyć nadzieją. Żyją nią od 1991 roku, kiedy huta została sprywatyzowana. Kolejni prezesi też "karmili" ich nadzieją. Mówili, że będzie lepiej, ale muszą uzbroić się w cierpliwość. Nauczyli się czekać na lepsze czasy.

- W końcu spadliśmy na samo dno. To ma jednak swój sens. Spadliśmy po to, żeby się podnieść. Pozostało już nam tylko odbić się od dna i szybować w górę - mówi dziś Krzysztof Radomski, kiedyś szef związku zawodowego, dziś BHP-owiec, od 36 lat w hucie "Irena". Nie było to jednak takie proste.

Czytaj też: Szok! W Hucie Irena koszt wytworzenia "taniej szklanki" był wyższy od ceny jej sprzedaży!

Zawód syndyka kojarzy się raczej z likwidacją, a nie z tworzeniem od podstaw. Syndyk Grzegorz Floryszak po raz pierwszy w swojej karierze postanowił uruchomić firmę w upadłości. - Zależało mi na tym, by ludzie mieli pracę, a huta nie traciła na wartości ekonomicznej - tłumaczy. Po wielu miesiącach negocjacji doprowadził do tego, że do huty znów popłynął gaz. Rozpalono piece, a z komina "Ireny" zaczął się wydobywać dym. Ludzie zadarli wtedy głowy do góry. Patrzyli w niebo. Byli wzruszeni.

- Wiedziałem, że teraz może być już tylko lepiej - twierdzi Radomski.

Ratunek dla Inowrocławia

Do huty zaczęli wracać pracownicy. Najpierw syndyk potrzebował ich 130. Zapotrzebowanie na kryształy wzrastało, więc zaczął zatrudniać na- stępnych. Dziś jest już ich tu 190.

Plusów z ożywienia w hucie jest jednak więcej. Część kryształów wychodzących z pieców "Ireny" zdobi 9 firm z Inowrocławia i okolic. Każda z nich zatrudnia po około 10 osób. Biznes się kręci. Ludzie mają z czego żyć. Grzegorz Floryszak nie ma wątpliwości, że pracownicy nie są zadowoleni z pensji, które otrzymują. Dostają na rękę średnio 1300 złotych. Ludzie jednak, przynajmniej oficjalnie, na syndyka nie psioczą. - Pensje są niskie ze względu na bardzo duże zadłużenie zakładu. Syndyk zaczął od początku. I całe szczęście, że tę firmę uruchomił. Dla Inowrocławia to olbrzymi zastrzyk. Nie mamy przedsiębiorstw w naszym mieście. Co było dobrego - to już upadło. Albo przeniesiono do innego miasta, albo wykupiono i zrujnowano - wyznaje Marian Kostrzak.

Pieniądze nie są najważniejsze

Ewa Wierzbicka pamięta czasy (dawne czasy), gdy pracownikom huty żyło się jak w raju. - Były talony i premie. Odbieraliśmy w kasie olbrzymie pieniądze, czasami nie wiadomo za co. Pracując w hucie dwa lata miałam większą pensję, niż mój ojciec pracujący 20 lat w transporcie. Zarabiałam dwa razy więcej niż mój mąż. A teraz jestem na jego utrzymaniu. Wreszcie jest tak, jak być powinno - śmieje się.

Przekonuje, że pieniądze nie są najważniejsze. - My już jesteśmy w takim wieku, że nigdzie pracy dla nas nie ma. Jesteśmy wdzięczni za to, że huta ruszyła i pracujemy - dodaje, a koleżanki z działu oceny jakości kryształów przytakują.

Czytaj i zobacz: Inowrocław. Huta Irena umiera. Płacze prezes, płaczą pracownicy (zobacz zdjęcia)

Wyliczają, że syndyk płaci w terminie, a nawet dzień przed wyznaczoną datą. Do tego po raz pierwszy od dwóch lat pracownicy dostali ekwiwalent za odzież roboczą. Niewiele - średnio 80 złotych. Syndyk kazał wypłacić te pieniądze jeszcze przed świętami. Taki "zajączek" od firmy. Na talony nie może sobie pozwolić. Wierzyciele by mu tego nie wybaczyli.

- Syndyk mógł sprzedać cały majątek i nie ruszać z produkcją. Tego jednak nie zrobił. Jesteśmy mu za to bardzo wdzięczne. Teraz czekamy na inwestora - mówi Ewa Różak. Liczy, że wraz z jego przyjściem sytuacja finansowa pracowników choć trochę się poprawi

Myśl na święta

Postępowanie upadłościowe toczy się dalej. Syndyk czeka, aż sąd zatwierdzi wycenę przedsiębiorstwa. Zaraz potem zorganizuje przetarg. Ma dwa lata na znalezienie nowego inwestora. Zainteresowanie przejęciem huty przejawia kilka firm z Polski. Jest też branżowy inwestor z Niemiec. Podczas swojej ostatniej wizyty w Inowrocławiu był pod olbrzymim wrażeniem.

- Gdy był u nas w grudniu, było zimno. Hulał śnieg i mróz. Wszędzie było ciemno. Na zakładzie nic się nie działo. Był zawiedziony. Teraz, gdy zobaczył, że huta pracuje, a jakość wyrobów jest fantastyczna, przeżył szok - zapewnia Floryszak. Jest dobrej myśli.

Przekonuje, że będzie dobrze, a pracownicy mu wierzą. - Tak mocno spadliśmy na twarz, że teraz, jak się podnieśliśmy, będzie już tylko dobrze. Ktoś jednak nad nami czuwa. Tak jak pan Jezus zmartwychwstał, tak nasza huta budzi się do życia - mówi z wiarą Ewa Wierzbicka.

Taka dobra nowina na święta!

Czytaj też: Huta "Irena" znów rusza! Pracownicy wracają do zakładu

 

 

Rzadsze zakupy wspierają rozwój rynku przetworów, mrożonek i soków

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie