25-letnia Sabina W. mieszkała ze swoim partnerem w Gierałtowicach pod Kędzierzynem-Koźlem. Para nie miała dzieci. 27 czerwca 2019 roku kobieta obudziła się nad ranem z silnym bólem brzucha. - Myślałam, że to okres - relacjonowała śledczym.
Świadkiem jej niedyspozycji był partner kobiety, który chwilę później poszedł do pracy. Kobieta zaczęła krwawić.
- W domu było pełno krwi. Robiło mi się słabo. W pewnym momencie dziecko wypadło ze mnie i wpadło do ubikacji. Szumiało mi tak w głowie, że nie słyszałam jego płaczu - mówiła w postępowaniu przygotowawczym Sabina W. Przed Sądem Okręgowym w Opolu, gdzie ruszył jej proces, nie chciała składać wyjaśnień. Stwierdziła jedynie, że nie przyznaje się do winy.
Kobieta twierdzi, że po porodzie była bardzo słaba. Wezwała karetkę. - Zadzwoniłam do partnera i powiedziałam, że urodziłam dziecko. Wystraszony przyjechał do domu, bo nie wiedział, że jestem w ciąży. Nawet ja nie wiedziałam. Od marca miałam tylko wzdęty brzuch - mówiła. - Pierwsze bóle brzucha zaczęły się dzień przed porodem, około godziny 20. Nie wyjęłam dziecka z ubikacji, bo nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Byłam w szoku.
Feralnego dnia załoga pogotowia dostała wezwanie do poronienia. Ratownik medyczny, który pojechał na miejsce,
zapytał pacjentkę w którym tygodniu ciąży była. Usłyszał, że w 6 miesiącu. - Zapytałem, gdzie jest dziecko. Stwierdziła, że w toalecie. Poszedłem tam i zacząłem wyciągać z sedesu ręczniki i papiery. Pomiędzy nimi zauważyłem nóżkę dziecka. Było zimne, wiotkie i nie dawało żadnych oznak życia - mówił przed sądem ratownik. - Dziecko było wciśnięte główką w odpływ. Pacjentka powiedziała, że urodziła je dwie godziny wcześniej.
Z relacji ratownika medycznego wynika, że Sabina W. nie wyglądała na zaskoczoną ciążą. Nie pytała też, co stało się z chłopcem. - Ratownicy nic mi nie mówili na temat dziecka. Tylko jak mnie wzięli do karetki, to patrzyli na mnie z byka, jakbym komuś krzywdę zrobiła, albo kogoś zabiła - poskarżyła się przed prokuratorem.
Śledczy ustalili, że dziecko urodziło się żywe, a powodem zgonu było utonięcie. 25-letnia Sabina W. w chwili zdarzenia miała znacznie ograniczoną poczytalność.
O jej losie zdecyduje Sąd Okręgowy w Opolu.
