Takich domów jak ten we Włocławku jest więcej. Wystarczy silniejszy wiatr i spada tynk albo osuwają się cegły. Na szczęście, do wypadku nie doszło. Ale mieszkańcy się boją, że podczas kolejnej wichury osuną się kolejne cegły, albo tynk dalej się pokruszy. I że komuś coś się stanie.
Budynek przy ul. Kowalskiej, z którego spadły cegły ma właścicieli, ale lokatorzy ich nie znają. - Mieszkam w tym domu osiemnaście lat - mówi Anna Błaszczyk, jedna z mieszkanek kamienicy. - Właściciela nie widziałam na oczy. O budynek nikt nie dba. I popada w ruinę.
Mieszkańcy przyznają, że czynszu za mieszkania nie płacą. Ponoszą tylko koszty wywozu śmieci i wnoszą opłatę za wodę. Ale o tynki, gzyms, rynny nikt nie dba. Nie są przeprowadzane remonty. - Nas na to nie stać - podkreśla Anna Błaszczyk. -
Większość lokatorów żyje bowiem z zasiłków opieki społecznej, nigdzie nie pracuje.
Przez bramę, znad której posypały się cegły przechodzi każdego dnia kilkadziesiąt osób, w tym dzieci. Mieszkają tu bowiem 23 rodziny. - Drugiego przejścia nie ma - mówią mieszkańcy. I podkreślają, że inspektorzy z nadzoru budowlanego wiedzą, w jakim stanie jest obiekt.
- Oczywiście, że wiemy - mówi Cezary Tumiński, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. - Budynek był wielokrotnie kontrolowany. Byłem też na miejscu po tym, jak znad bramy spadł gzyms. Luźne kawałki muru zdjęli strażacy. Doraźnie zrobiliśmy to, co było możliwe.
Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego prowadzi postępowanie administracyjne, którego celem jest wyegzekwowanie od właścicieli budynku obowiązku zadbania o jego stan techniczny. Dotychczas właściciele uchylali się od tej powinności. Dlatego nadzór budowlany zdecydował się na nałożenie grzywny.
Więcej informacji z Włocławka znajdziesz na stronie www.pomorska.pl/wloclawek
Czytaj e-wydanie »