W śledztwie w sprawie byłego szefa sieci "Zetka" urwał się wątek ucieczki za granicę

mc
Śledztwo w sprawie milionowych wyłudzeń, jakich miał się dopuścić Zbigniew K., rozpoczęło się w 2016 roku. Do tej pory nie ustalono, gdzie przebywa były szef i założyciel sieci "Zetka", przed sąd udało się jednak doprowadzić dwóch jego byłych wspólników.
Śledztwo w sprawie milionowych wyłudzeń, jakich miał się dopuścić Zbigniew K., rozpoczęło się w 2016 roku. Do tej pory nie ustalono, gdzie przebywa były szef i założyciel sieci "Zetka", przed sąd udało się jednak doprowadzić dwóch jego byłych wspólników. Dariusz Bloch
- Nie ma wiarygodnej informacji, że Zbigniew K. przebywa za granicą - mówi prokurator Cezary Nawrocki. Tymczasem w bydgoskim sądzie dobiega końca proces dwóch byłych wspólników byłego szefa sieci sklepów "Zetka".

- Zbigniew K. jest poszukiwany listem gończym - potwierdza prok. Cezary Nawrocki, z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. - Nie ma jednak wiarygodnej informacji, że przebywa za granicą. Policja, oczywiście, że ma swoje kontakty międzynarodowe, na przykład Interpol i oni ewentualnie są w stanie sprawdzić, czy to prawda, czy nie. Ewentualnie, w którym kraju na terenie Unii Europejskiej przebywa, od kiedy, pod jakim adresem. Tutaj takich ustaleń nie ma. Ostatni ślad bytności jego na terenie RP to kiedy przysyłał zwolnienia lekarskie, ale z Polski.

Zaraz po jego zniknięciu Zbigniewa K. w 2016 roku prokuratura zakładała możliwość, że biznesmen mógł wyjechać z Polski. Póki co jednak śledczy nie mają na to żadnego potwierdzenia.

- Prowadzę postępowanie przygotowawcze. Czynności poszukiwawcze, operacyjne prowadzi policja, która ma siły, środki, informatorów i sprawdzenia w internecie - mówi Cezary Nawrocki.

Prokuratura może oficjalnie zwracać się do urzędów takich, jak ZUS, Urząd Skarbowy. Jeden z kontrahentów miał przyznać prokuraturze, że K. prawdopodobnie nie wyjechał z kraju, bo "to nie w jego naturze".

„Zetka” jeszcze w 2014 roku miała w Bydgoszczy kilkanaście sklepów. Była prężnym przedsiębiorstwem. Z początku główną gałęzią jej działalności była sprzedaż mięs i wędlin. Potem K. pod szyldem „Zetki” otworzył również kawiarnie.

Śledztwo rozpoczęło się od zawiadomienia złożonego przez firmę windykacyjną Casus Finanse S.A. W piśmie do prokuratury wskazano na „doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem firm Getin Leasing, Europejskiego Funduszu Leasingowego i PKO Leasing S.A.” co do „zamiaru zapłaty za wyleasingowany towar”.

Wkrótce do bydgoskich śledczych zgłosiło się siedem innych firm, które specjalizowały się w udzielaniu leasingów przedsiębiorstwu Zbigniewa K., a których przedstawiciele czuli się poszkodowani.

Śledztwo pod nadzorem prokuratury prowadzili funkcjonariusze wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy. Szybko zorientowali się, że mają do czynienia z zupełnie nowym rodzajem przestępstwa.

Mechanizm tego procederu nazwano „leasingiem zwrotnym”.

- Przyjmijmy, że dana osoba posiada jakieś urządzenia, sprzęt, który przekazuje firmie handlującej tym sprzętem - tłumaczy prokurator Cezary Naw- rocki z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy, który nadzorował postępowanie w sprawie K. - Firma oddaje ten sprzęt z powrotem w leasing, czyli pozostaje on wciąż w rękach pierwotnego właściciela, ale faktycznie nie jest już jego własnością. Tę całą operację finansuje bank. Tyle że ten sprzęt trafiał do innej firmy tylko papierowo. To było markowanie transakcji - dodaje prokurator.

Zbigniew K. był znanym i szanowanym w Bydgoszczy przedsiębiorcą. Miał mocną, ugruntowaną pozycję w mieście. Po co zatem cała ta „gimnastyka” z dokumentami i fikcyjnymi transakcjami?

Ze słów świadków, którzy zeznawali już w procesie, wyłania się obraz firmy, która co najmniej od 2014 roku borykała się z problemami finansowymi. By odzyskać płynność, potrzeba było szybkiego zastrzyku pieniędzy.

- Kondycja firmy w tamtym czasie pogarszała się - wyjaśniała przed sądem Katarzyna L., księgowa, która świadczyła usługi między innymi dla „Zetki”. Zaraz jednak dodała, że nie miała pojęcia o tym, iż K. markuje w dokumentach jakieś transakcje: - Nie słyszałam, by w firmie mówiono o tym, by poprawić jej kondycję finansową tak zwanym leasingiem zwrotnym - w jej opinii „skoro (w firmie) był sprzedawany sprzęt stary, a w leasing brano nowy”, to nie mogło chodzić o te same urządzenia. Księgowa dodała: - Swoją wiedzę opieram tylko na zasadach logiki.

Tylko, że co innego zeznają dwaj przedsiębiorcy oskarżeni w procesie. Co więcej jeden z nich, Tomasz S. twierdzi, że K. przyszedł do niego z pewną propozycją już w 2012 roku. Tu warto wyjaśnić, że faktycznie wcześniej (przed rozpoczęciem przestępczego procederu) Zbigniew K. kupował sprzęt w firmie Tomasza S.

- Powiedział (K., red.), że część leasingów już spłacił i chce zrobić leasing zwrotny. Prosił mnie o wystawienie faktury proforma na takie same urządzenia, jakie były wstawione na ulicy Kolbego (tam mieścił się największy w Bydgoszczy sklep „Zetki”). Mówił, że fundusze leasingowe proszą się, by wziął pod nie leasing - Tomasz S. mówił dalej: - Przygotowałem mu fakturę z wyszczególnieniem tych urządzeń z cenami. Wziął tę fakturę i poszedł z nią do funduszu leasingowego, a późniejsze oferty były na „Sieć Zetka”. I w oparciu o tę fakturę proforma udzielono mu leasingu.

S. dodaje, że w jego opinii nie musiał on być właścicielem przedmiotów, na które wystawił fakturę.

Prokuratura doliczyła się 30 takich transakcji, w których uczestniczyli Zbigniew K., Tomasz S. i Rafał J. Każda - w opinii śledczych - wyglądała co do zasady tak samo. Zmieniał się tylko przedmiot fikcyjnych operacji. W grę wchodziło poświadczanie nieprawdy w dokumentach rzekomej sprzedaży lad chłodniczych, krajalnic do mięsa, witryn sklepowych, pieców konwekcyjno-parowych i innych urządzeń. Niektóre transakcje opiewały na kilkanaście tysięcy złotych, ale były też takie, w których pojawiały się kwoty ponad czterdziestu, sześćdziesięciu, a nawet stu i dwustu tysięcy.

Operacje były wieńczone umowami, które Zbigniew K. podpisywał z firmami leasingowymi. Te wypłacały pieniądze na rzecz firm Tomasza S. i Rafała J., a ci z kolei przekazywali je właścicielowi „Zetki”. Wcześniej odliczali sobie prowizje. Łącznie K. miał w ten sposób zarobić ponad 4,2 mln złotych. Prokuratura zarzuca Rafałowi J. uczestniczenie w dwunastu takich operacjach, a Tomaszowi S. w osiemnastu.

Będzie podwyżka 500+ ? 1000 plus - możliwa waloryzacja programu 500 plus.

Wideo

Materiał oryginalny: W śledztwie w sprawie byłego szefa sieci "Zetka" urwał się wątek ucieczki za granicę - Express Bydgoski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie