Wąbrzeźno: Wspomnienia o wojnie wiecznie żywe

Małgorzata Osip
- W ciągu dnia prowadzone były walki, natomiast nocą cofaliśmy się na pozycje tyłowe – wspomina Jan Sobolewski
- W ciągu dnia prowadzone były walki, natomiast nocą cofaliśmy się na pozycje tyłowe – wspomina Jan Sobolewski FOT. Małgorzata Osip
Udostępnij:
Jan Sobolewski był jednym z kombatantów, którzy pierwszego września spotkali się w Domu Kultury, by uczcić i powspominać wojenne czasy.

Spotkania kombatantów są już tradycją w naszym mieście. Co roku, w rocznicę wybuchu II wojny światowej, mieszkańcy naszego miasta, którzy brali udział w walkach przypominają sobie te trudne czasy. Jan Sobolewski podzielił się z nami swoją historią

Pamięć nie zawodzi

Jan Sobolewski wojnę pamięta doskonale. Bez trudu wymienia niemieckie nazwy i nazwiska żołnierzy, chronologicznie przedstawia bieg wydarzeń. Urodził się w 1915 roku jeszcze w zaborze pruskim, w Radzyniu Chełmińskim, tam też dorastał. - W 1935 roku ukończyłem Państwowe Seminarium Nauczycielskie, następnie odbyłem służbę wojskową. W 1938 roku otrzymałem nominację na podporucznika rezerwy, następnie w lipcu tego samego roku zostałem powołany na ćwiczenia oficerskie do Kowla - opowiada Jan Sobolewski.
1 września 1939 roku mężczyzna w ramach 27. Dywizji Piechoty, gdzie był oficerem do spraw przekazywania, został skierowany w Bory Tucholskie. Tam Polaków zaatakowały wojska niemieckie.

Wiele ofiar

Nasi rodacy cofali się wzdłuż szlaku bojowego, którego celem było opóźnienie walk. - Szlak bojowy prowadził przez Bydgoszcz, Toruń, Włocławek, Gąbiń, Iłów, rzekę Bzurę do Puszczy Kampinoskiej. W ciągu dnia prowadzone były walki, natomiast nocą cofaliśmy się na pozycje tyłowe - wspomina kombatant. W czasie pokonywania tej trasy naszych żołnierzy spotkało wiele dramatycznych sytuacji. - Już w Borach Tucholskich, w Lnianie zostaliśmy zaatakowani przez samoloty myśliwskie i bombowce. Wielu wówczas zginęło, także ludność cywilna, piloci strzelali nawet do pojedynczych osób - przypomina sobie Jan Sobolewski. Kolejne tragiczne wydarzenia miały miejsce w Bydgoszczy, kiedy to nasi żołnierze spotkali się z dywersją niemiecką złożoną z cywilów. Strzelali oni do wycofujących się oddziałów, także wtedy wielu Polaków straciło życie. Finał walk wrześniowych był bardzo smutny dla Jana Sobolewskiego, niestety nasz bohater 28.09.1939 dostał się do niemieckiej niewoli

Cztery lata w obozie

- Początkowo przebywałem w Pabianicach, następnie w Eistädt, po roku zostałem przeniesiony do Oflagu w Murnau, był to obóz dla oficerów - wyjaśnia kombatant. Warunki bytowe były bardzo kiepskie. W obozie przebywało ok. 5.000 oficerów, w tym 30 generałów, wszyscy brali udział w walkach wrześniowych. Żywność była podawana w tak małych ilościach, że ludzie nie mieli siły nic robić. - I tak mieliśmy szczęście w nieszczęściu, że trafiliśmy do Oflagu. Sytuacja w obozach koncentracyjnych była tragiczna. Nas, oficerów chroniła konwencja genewska, nie musieliśmy pracować, otrzymywaliśmy żołd, mieliśmy także kontakt ze swoimi rodzinami, dwa razy w miesiącu wysyłaliśmy listy, mogliśmy też dostawać niewielkie paczki z żywnością - opowiada Jan Sobolewski. Wśród więzionych w obozie dla oficerów było wielu profesorów i wykładowców uczelni, organizowano różne kursy, np. nauki języka rosyjskiego. - Sam także uczestniczyłem w tych kursach, np. na kurs ekonomii z księgowością chodziłem cały rok, dzięki temu po wojnie prowadziłem księgowość w czterech zakładach, co pozwoliło mi dorobić do nauczycielskiej pensji. Poprzez te kursy zyskiwaliśmy dodatkowe kwalifikacje - mówi Sobolewski.
28 kwietnia 1945 roku do obozu wkroczyła armia amerykańska, która uwolniła wszystkich więzionych. - Amerykanie bardzo nam pomogli. Przez maj i czerwiec regenerowałem swoje siły. Potem przyjechał do nas gen. Anders i zaproponował przyjęcie do polskiego korpusu we Francji. Przez rok byłem oficerem policji wojskowej. Dzięki temu, że znałem j. angielski miałem bardzo dobry kontakt z Amerykanami. Muszę przyznać, że przy armii amerykańskiej było mi bardzo dobrze - opowiada Sobolewski.

Powrót do domu

14 lipca 1946 roku Jan Sobolewski powrócił do swego domu, do Radzynia Chełmińskiego. - Koledzy oczekiwali mojego przyjazdu, gdyż mieli dla mnie pracę. W Wąbrzeźnie zostałem zatrudniony jako nauczyciel matematyki w Szkole Zawodowej - opowiada kombatant. Właśnie wtedy mężczyzna związał się z naszym miastem. W 1963 roku został dyrektorem w Zasadniczej Szkole Zawodowej, a od 1972 do emerytury w 1975, zastępcą dyrektora. Jan Sobolewski jest mieszkańcem naszego miasta po dziś dzień, obecnie jest członkiem Związku Kombatantów. Swoje obszerne wspomnienia z czasów wojny i nie tylko przelał na papier. - Swoje wspomnienia z lat 1920-1975 spisałem dla mych wnuków i prawnuków, aby wiedzieli co działo się w tamtych czasach - mówi Jan Sobolewski.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie