Zarząd Powiatowy PSL zdecydował, że Stanisław Murawski, prezes Zarządu Gminnego Polskiego Stronnictwa Ludowego w Wagańcu, nie może być dalej członkiem zarządu powiatowego tej partii.
- Stanisław nie uzgadniał swoich zamierzeń z kolegami. Wychodził przed szereg. Jako radny powiatowy nie zadeklarował, że chce być w klubie PSL. Tak dalej być nie mogło - powiedział nam Zbigniew Białkowski, prezes ZP PSL. Nie chciał zdradzić szczegółów, ale nie jest tajemnica, że Stanisław Murawski, od niedawna radny powiatowy, nie zawsze na sesjach głosuje tak jak jego partyjni koledzy. Deklarował to od chwili uzyskania mandatu. - Będę kierował się zdrowym rozsądkiem i dobrem ogółu, a nie partyjnymi ustaleniami - powtarzał często.Jak mówił, tak robił.
Mandat uzyskał, gdy ze swojego zrezygnował Janusz Chmielewski. Murawski jako drugi na liście w swoim okręgu wszedł na jego miejsce.
Po decyzji (niejednomyślnej) Zarządu Powiatowego PSL nie kryje rozżalenia. - Byłem i jestem wierny PSL. W swojej gminie przed laty praktycznie je reaktywowałem. Kieruję zarządem gminnym od dwudziestu lat. Chyba niektórym działaczom nie podobało się, że pojechałem na spotkanie z rolnikami poszkodowanymi przez Jantur - mówi. - Pojechałem, żeby wyjaśnić, że nie skrzywdziła ich moja partia, tylko niektórzy jej ludzie.
Murawski to znany społecznik. Od lat angażuje się m.in. w walkę o budowę tamy w powiecie. - Walczyłem o
aptekę, komisariat policji, pocztę w Wagańcu i je mamy. Zaangażowałem się przed laty w powstanie sądu rejonowego w Aleksandrowie Kujawskim. Skutecznie. Ale widać to w mojej partii się nie liczy - podsumowuje decyzję partyjnych kolegów.
W szeregach PSL zastanawiają się, czy Zarząd Powiatowy miał prawo usunąć swojego kolegę, wybranego na zjeździe przez delegatów.
Czytaj e-wydanie »