Zarobić w Anglii na godne życie

Tekst Paulina Dawid
Przylecą, odlecą...kiedyś na pewno wrócą.
Przylecą, odlecą...kiedyś na pewno wrócą. Fot. Bogumił Drogorób
Mają marzenia, aspiracje, ale brakuje im pieniędzy by osiągnąć cel. Mówią, że jadą trochę zarobić i wrócą...ale bywa różnie.

Przechodzą szybki kurs dorosłości. Pakują się, nie zapominając o zabraniu słownika... Bukują bilet i zaczynają wyprawę życia. Rodzina płacze, oni też nie chcą wyjeżdżać, ale nie mają wyboru. Wiedzą, że jeśli zostaną w Polsce będą szukać pracy kilka miesięcy, że

nie zdołają za 800 złotych

opłacić studiów, utrzymać się, stać się niezależnymi... O założeniu rodziny również nie może być mowy.

W takiej sytuacji było wielu mieszkańców naszego regionu. Nie wszyscy, co prawda, wyjeżdżają do Anglii, Norwegii, Holandii, Irlandii, innych krajów z powodów finansowych. Niektórzy

nie mają po prostu pomysłu

na własne życie i szukają natchnienia. A skoro przy tym można zarobić parę groszy, to dlaczego nie wyjechać? Takich turystów jednak jest niewielu.

Decyzja podjęta. Lecą podrzędną linią lotniczą, by podbić świat. Oczekują przysłowiowej Ameryki, która, jak się potem okazuje, nie jest tak wspaniała - to nie ta Ameryka, jaką widzieli w telewizji.

Na lotnisku skupisko egzotycznych ludzi, którzy rozmawiają tylko po angielsku. Jakaś Polka siedzi w biurze, zapowiada przez megafon kolejne loty

łamiąc angielszczyznę,

ale udaje, że jest rodowitą Angielką - koszmar. Pewnie też przyjechała zarobić na dobry początek i została już na kilka lat.

- Do Irlandii wyjechałam w 2006 roku. Obecnie mieszkam i pracuję w Londonderry, w północnej części kraju. Pracuję na produkcji w firmie produkującej świeżą żywność. Wyjechałam by zarobić na studia, na które, mimo nie najgorszej sytuacji finansowej, stać mnie nie było. Wyjazd nieoczekiwanie się przedłużył. Poznałam chłopaka z którym zamierzam spędzić resztę życia. Chcemy odłożyć pieniądze by zacząć nowe życie, lepsze życie - opowiada Monika Janowska z Brodnicy.

Dzięki odrobinie uprzejmości z lotniska odbierają ich znajomi.

Pierwsze dni

są wspaniałe. Znajomi opowiadają jak to im się życie ułożyło, na nic im nie brakuje pieniędzy, podpisali właśnie kontrakt na dwa lata, więc nieprędko wrócą... Na koniec dodają, że mimo wszystko chcą wrócić, bo tęsknią za rodziną, przyjaciółmi i nie chcą żyć na obczyźnie.

- Wyjechałam w czerwcu przed rokiem, zaraz po maturze. Pracę załatwił mi mój chłopak, który wyjechał pół roku wcześniej. Zdecydowałam się na wyjazd by zarobić na studia i poprawić sytuację finansową rodziny. Początki były trudne. Miałam obok siebie bliską osobę, ale strasznie tęskniłam za rodziną, przyjaciółmi. Tutaj życie wygląda zupełnie inaczej. Człowiek przyjeżdża by zarobić pieniądze, więc oprócz pracy nie liczą się żadne rozrywki. Na pewno nie chcę zostać w Anglii na stałe, ale trudno powiedzieć kiedy wrócę do Brodnicy - mówi Małgorzata Rinkel z Brodnicy, obecnie mieszkanka Leeds.

Podczas szukania pracy nikt nie chce od nich żadnych świadectw ukończenia szkół czy kursów. Przecież do pracy na produkcji czy też do zmywania garów w barze wykształcenie jest niepotrzebne. Zaczyna się prawdziwa katorga po dwanaście albo szesnaście godzin. Wracają do domu, jedzą kolację, kąpią się i kładą spać.

Tak przez wiele lat? Ile?

Zagraniczne wynagrodzenie jest o wiele wyższe niż płaca przeciętnego Polaka, ale czy tęsknota, rozdarcie wewnętrzne, samotność jest warta kilkuset funtów czy euro miesięcznie?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie