Znany youtuber na tydzień wyłączył wszystkie ekrany w domu. To niesamowite, co się stało

opr. (wixad)
Martin: - Doszedłem do wniosku, że jestem swoim najgorszym wrogiem i że nikt nie może mnie skrzywdzić tak bardzo.
Martin: - Doszedłem do wniosku, że jestem swoim najgorszym wrogiem i że nikt nie może mnie skrzywdzić tak bardzo. Przemyslaw Swiderski
O swoich doświadczeniach z porzucenia elektronicznych gadżetów napisał youtuber znany w sieci jako Martin the Maker. Martin postanowił na tydzień odsunąć ze swojego życia wszelkie ekrany.

Martin obliczył, że przez lata spędzał przed ekranami od 3 do 8 godzin dziennie (głównie wieczorem, a często do późnej nocy). Intrygowało go jak jego mózg zareaguje na ten brak.

Aż mnie korciło, żeby włączyć

"Pomyślałem, że jeśli uda mi się zainspirować jedną osobę do zastanowienia się nad tym, będzie warto". Na tydzień wyłączył więc internet. Z telewizorem problem był mniejszy, bo ostatni zepsuł się kilka lat temu. „Pierwszy dzień był dziwny” - przyznaje youtuber. „Aż mnie korciło, żeby przewinąć reddita albo po prostu sprawdzić pogodę. Poczułem się, jakbym rzucał papierosy. Okropne. Czułem, że coś tracę, ponieważ dzieje się tak wiele interesujących rzeczy, które mógłbym zobaczyć i nauczyć się.

Zaczął jednak więcej rozmawiać z żoną, atrakcją okazały się w gry planszowe: „Zrozumiałem, że wspólne oglądanie Netflixa nie równa się wspólnemu spędzaniu czasu. Byliśmy po prostu w tym samym pokoju, marnując wieczór za wieczorem przez lata. Czułem się, jakbym był oszukiwany przez tak długi czas”.

Rzeczy, ma które nie wystarczało czasu

Następnego dnia, gdy nadszedł wieczór, Martin poczuł przemożna potrzebę posiedzenia przed ekranem, ale udało mu się ją zwalczyć. Sięgnął po książkę i wziął się za porządki. 

Czułem się dziwnie, ale zaczęłam odczuwać satysfakcję, że niektóre sprawy, których załatwienie tak długo odkładałam zostały wreszcie załatwione”.

Nadszedł trzeci dzień i trudna próba, bo bohater naszego challenge’u odwiedził przyjaciela, który oglądał na na YT filmy o francuskich siłach zbrojnych. „Zaciągnął mnie ekran i poczułem się okropnie, że oglądam, choć tego nie chciałem. Poprosiłem go, żeby zamiast tego puścił trochę muzyki i zrobił to. Ale miał ten okropny wygaszacz ekranu z japońskimi czcionkami, więc po a ja po prostu musiałem iść do domu”.

Wypoczynek bez ekranu

Czwartego dnia, po raz pierwszy od miesięcy, Martin obudził się wypoczęty.  „Zacząłem cieszyć się życiem bez ekranu. Zdałem sobie sprawę, jakim byłem głupcem, marnując swój cenny czas na wpatrywanie się w te wszystkie bzdury.  Nieważne, czy było ciekawie, czy zabawnie. Czułem się jak idiota, który nawet nie zdawał sobie sprawy, że jest w cyfrowym więzieniu. Pomyślałem, że zawsze będzie coś ciekawego do zobaczenia, ale to nie rozwiązuje żadnych problemów. I że nie potrzebuję większości informacji, które otrzymuję. Że nic mi one nie dają. Zacząłem myśleć o tym, jak ważna jest higiena informacji.
W piątym dniu Martin był już pewny, że nie musi wiedzieć, co dzieje się np. w Ugandzie czy gdziekolwiek indziej:  „Co z tego, że gdzieś było trzęsienie ziemi? Jeśli informacja nie dotyczy mnie osobiście i nie mogę (nie chcę) nic z tym zrobić, to w ogóle nie muszę o tym wiedzieć?

 Świadomość, że ludzie gdzieś zginęli, nie sprawia, że ​​czuję się dobrze lub poinformowany. Po prostu czuję się smutny i nieszczęśliwy”. 

Odkrył żonę na nowo

Poczuł w sobie nienawiść do ekranu, ale miał świadomość tego, że jest on narzędziem w rodzaju młotka. Można przy pomocy tego narzędzia budować albo rozbić komuś głowę. 

„Zdałem sobie sprawę, że wielokrotnie rozwalałem sobie głowę i od dawna nic nie stworzyłem. Zmodyfikowałem grę planszową i mieliśmy dużo zabawy z tą nową wersją. Zacząłem dużo więcej rozmawiać z żoną i czułem się świetnie”.
Przez ostatnie dobry nastrój nie opuszczał Martina

„Dokonałem wielu drobnych zmian w mieszkaniu oraz uporałem się z wieloma zaległymi obowiązkami domowymi. Mam mnóstwo projektów, które chcę zrealizować, a obserwowanie innych i porównywanie się z nimi tylko uniemożliwiało mi ich ukończenie, a nawet rozpoczęcie. Doszedłem do wniosku, że jestem swoim najgorszym wrogiem i że nikt nie może mnie skrzywdzić tak bardzo, jak ranię sam siebie, i że od teraz się to zmieni.

Uzależnienie jak każde. Powraca

Po tygodniu Martin miał poczucie wyzwolenia. Postanowił więc zaaplikować sobie obejrzeć jeden film... „To było miesiąc temu. Znowu spędziłem ostatni tydzień siedząc godzinami przed ekranem i czuję się jak g...o. Mój wniosek jest taki, że muszę bardzo ostrożnie korzystać z tego narzędzia. Ekrany to ogromna niewidzialna pułapka, w którą wpadałem tyle razy, wiedząc, że wpadłem w nią ponownie. Od jutra rezygnuję”.

Martinowi życzymy powodzenia. Jego słowa należy traktować tym poważniej, że wypowiada je osoba, która o upływie czasu może powiedzieć znacznie więcej niż statystyczny człowiek. Bo Martin z zawodu jest grabarzem, a jego kanał Martin the Maker poświęcony jest w dużej części jego pracy na polskim cmentarzu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Kajakiem pływał wśród rekinów - zobacz wywiad z Janem Skwarą

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie