13. Zima w Borach Tucholskich, czyli marsz w śniegu przez uroczyska

Marek Weckwerth
Marek Weckwerth
Marek Weckwerth
25 kilometrów w mokrym śniegu, w terenie, który nawet latem do łatwego nie należy, to nie w kij dmuchał. A z takim wyzwanie z mierzyli się w minioną niedzielę uczestnicy rajdu zorganizowanego przez Klub Krajoznawczy oraz Koło Przewodników i Pilotów Regionalnego Oddziału PTTK "Szlak Brdy" w Bydgoszczy.

To była już 13. Zima w Borach Tucholskich, czyli coroczny rajd prowadzony przez Tadeusza Frymarka, przewodnika województwa kujawsko-pomorskiego. A że aura dopisała, bo akurat solidnie sypnęło śniegiem, turyści (w tym reporter "Pomorskiej") mogli nacieszyć się jej urokiem do woli.

Zaczęliśmy w borowiackiej osadzie Linówek znajdującej się w Śliwickim Obszarze Chronionego Krajobrazu. Sama nazwa mówi, że w pobliżu (dokładnie to 5 km) są Śliwice - największa wieś gminna w tym rejonie. Linówek jest doskonałym miejscem do wyprawy w knieje i uroczyska Borów Tucholskich, tym bardziej, że w pobliżu świetlicy wiejskiej jest miejsce wyposażone w wiaty i tablice informacyjne. Zorganizowano je w ramach projektu "Borowiackie Szlaki".

Tu można się dowiedzieć, że nazwa miejscowości pochodzi od linów niegdyś licznie występujących w pobliskim jeziorze. Za czasów pruskich osada nazywała się Linnoweg, a po zjednoczeniu Niemiec w cesarstwo - Freiennau.

Historia wsi sięga roku 1731, gdy powstało tu - na tzw. pustkowiu (miejscu po wykarczowanym lesie) - gospodarstwo. To ono dało początek osadzie, która dziś zamieszkuje ok. 120 osób. Duża część z nich utrzymuje się z pracy w lesie i przetwórstwa leśnego oraz z uprawy roli.

Wiejska świetlica urządzona została w murowanym budynku dawnej pruskiej, potem polskiej szkoły. Budynek powstał w roku 1860.
We wsi znajdują się także przydrożna kapliczna z roku 1895 pw. Matki Boskiej Niepokalanej i odnawiamy co jakiś czas krzyż na rozstaju dróg.

Do wsi nie można dojechać PKS-em (połączenie ze Śliwic i z drugiej strony - Starogardu) zlikwidowano w 2000 r.). Najbliższy przystanek znajduje się w oddalonej o 1,5 km Łobodzie. Ale trzeba dostrzec pozytyw - tu jest naprawdę spokojnie.

My dojeżdżamy wygodnie wynajętym autokarem, ale przed nami nie łatwe zadanie, bo 5-godzinne piesze zwiedzanie okolic, w głębokim i mokrym śniegu. Trzeba więc wyposażyć się w solidne turystyczne buty i zakładane na nogawki ochraniacze. Pomocne są także kijki trekkingowe, a na wzmocnienie organizmu zapakowane w plecaku kanapki i termos z gorącą herbatą.

Ruszamy w kierunku północnym, by spenetrować uroczyska znajdujące się tuż za granicą województwa kujawsko-pomorskiego, zatem już w Pomorskiem. Kulturowo (etnograficznie) jest to pogranicze borowiacko- kociewskie.

Jako pierwsze, po 40-minutowym marszu przez las, osiągamy położone w głębokiej niecce Jezioro Czarne (nazywane też Czarnel). To typowy akwen wytopiskowy, czyli powstały po stopieniu się bryły lodowca. Obchodzimy nieckę obierając azymut na Jezioro

Wielkie Zdrójno. Dotarcie do tego akwenu zajmuje nam dokładnie 55 minut. Łatwo nie jest, bo i śnieg jest przeszkodą, i niewielkie zalesione wzniesienia, na które nieodmiennie - dla dodania pieprzyka tej turystycznej przeprawie - wiedzie nas Tadeusz Frymark.

Ten jednak słynie w turystycznej rodzinie z ekstremalnych ciągot. Praktycznie każda, nawet niewinnie zapowiadająca się wycieczka, musi nosić znamiona ekstremy. Co by nie mówić, to doskonałe treningi, których nie powstydziliby się nawet zaprawieni w bojach komandosi. Już niektórym uczestnikom zaczynają przemakać buty, już stopy robią się zimne, a zmęczenie widać na twarzach, ale Tadeusz pogania...

Oto kolejna atrakcja ukryta w borowiackich kniejach - źródliska nad jeziorem Zdrojanek, z którego wypływa niewielka struga - Brzezianka. Idziemy uroczą, rozległą doliną Brzezianki, w której miejscowi rolnicy pobudowali drewniane szałasy przypominające te z górskich hal.

Tu i ówdzie widać ogromne kopce mrowisk. Czapy śniegu są naruszone, a w kopcach spore otwory. To ślady ataku dzięcioła, który korzysta ze swego wydatnego dzioba i niezwykłego, wyposażonego w zadziorki i pokrytego lepką wydzieliną języka. To nim wyciąga bezbronne owady.

Wzdłuż strugi Brzezianka docieramy do letniskowej osady Zdrójno w gminie Osieczna. Na skraju miejscowości stoi stara murowana, piętrowa kapliczka. Przy niej znajduje się głaz poświęcony pamięci kilkorga mieszkańców zamordowanych w roku 1944. Kto ich zamordował - tego nie napisano.

Na wschód od miejscowości znajduje się jezioro Brzezianek, zasilane tą samą strugą - Brzezianką. Na krańcu jeziora rozbudowała się kolonia bobrów, chroniona od roku 1979. Na tym terenie utworzono rezerwat Zdrójno.

Do Linówka i autokaru wracamy po 5 godzinach. Czas założyć suche skarpety, zmienić buty. Wracamy do domu. W wycieczce uczestniczyli turyści z Bydgoszczy, Torunia i Tucholi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie