Adoptuj dziecko z Madagaskaru! Za 100 zł rocznie możesz dać mu wykształcenie! [wideo, zdjęcia]

Agata Kozicka <a href="mailto:[email protected]"><b>[email protected]</b></a> tel. 52 32 63 183
Mała Morisia tuli się o ojca Darka Fot. Z archiwum misjonarza
- Czy jak oni w Polsce dają te pieniądze na nas, to im wtedy wystarczy na ryż? - pyta 10-letni Herold. - Wystarczy - odpowiada ojciec Darek. - To oni tam mają dobre serca. 100 złotych na rok - takiego serca potrzeba, żeby ufundować edukację na Madagaskarze. Każdy tak może zrobić.

www.pomorska.pl/bydgoszcz

Więcej informacji z Bydgoszczy na stronie www.pomorska.pl/bydgoszcz

Konto na które można wpłacać

Konto na które można wpłacać

Zgromadzenie Ducha Świętego
Al. Jana Pawła II 117
85-152 BYDGOSZCZ
PEKAO SA. I O. Bydgoszcz
81 1240 1183 1111 0000 1290 4365
z dopiskiem: "Adopcja na odległość"

Herold to sierota. Chociaż właściwie nie do końca. Ma mamę na odległość. W Bydgoszczy. Pani Ola ze Wzgórza Wolności płaci za jego naukę w szkole prowadzonej przez misjonarzy ze Zgromadzenia Ducha Świętego tysiące kilometrów stąd.

Edukacja trwa jakieś 7-8 lat. Rok nauki kosztuje 100 złotych. Obejmuje to lekcje, zeszyty, zakup odzieży, czasami dożywienie dziecka.

- Szukam więc rodzin w Polsce, które chcą ufundować edukację malgaskim dzieciakom - mówi pomysłodawca akcji ojciec Darek Marut.

50 osób w klasie

Zwykle na każdego przypada jeden komplet "odzieży". Troche inaczej rozumieją stwierdzenie: "Ja nie mam co na siebie włoży
Zwykle na każdego przypada jeden komplet "odzieży". Troche inaczej rozumieją stwierdzenie: "Ja nie mam co na siebie włożyć" Fot. Z archiwum misjonarza

Mała Morisia tuli się o ojca Darka
(fot. Fot. Z archiwum misjonarza)

Szkoła bydgoskich misjonarzy jest w buszu. Jest w niej miejsce dla wszystkich: muzułmanów, protestantów, animistów. W jednej klasie uczy się 50 Malgaszy.

- Ja wiem, że to dużo jak na polskie standardy, ale tutaj w państwowych szkołach w jednej klasie jest nawet 150 dzieciaków. Siedzą na ziemi, bo w taki sposób zmieści się ich więcej. A u nas mają ławki - opowiada ojciec Darek Marut.

Jeden garnek na ryż, drugi na wodę

Odświętnie... - Dzieci, które chodzą do szkoły szybko zaczynają bardziej o siebie dbać - mówi ojciec Darek
Odświętnie... - Dzieci, które chodzą do szkoły szybko zaczynają bardziej o siebie dbać - mówi ojciec Darek Fot. Z archiwum misjonarza

Zwykle na każdego przypada jeden komplet "odzieży". Troche inaczej rozumieją stwierdzenie: "Ja nie mam co na siebie włożyć"
(fot. Fot. Z archiwum misjonarza)

O Madagaskarze

* Państwo położone na wyspie Madagaskar w zachodniej części Oceanu Indyjskiego, u południowo-wschodnich wybrzeży Afryki.
* Liczba ludności: 20 mln
* Stolica - Antananarywa
* Języki urzędowe: malgaski, francuski i angielski
Źródło - wikipedia.pl

Bydgoski misjonarz ze Zgromadzenia Ducha Świętego ma 32 lata. Od 1,5 roku pracuje na Madagaskarze. Wraz z ojcem Michałem Apiecionkiem prowadzą szkołę. Łącznie z czterema filiami w terenie uczy się w niej ponad 2 tysiące uczniów.

I wszyscy bardzo biedni.

- Kiedy tam przyjechałem, to zobaczyłem dzieci, często głodne, brudne, bose, z poranionymi kolanami. Biedni są niezależnie od wyznania, od liczby osób w rodzinie. A wielodzietna zaczyna się powyżej dziesiątki dzieciaków. Osiem - to tutaj norma.

Ryż i cebula

Na misji bakuje też książek, nawet słowników malgasko-francuskich
Na misji bakuje też książek, nawet słowników malgasko-francuskich Fot. Z archiwum misjonarza

Odświętnie... - Dzieci, które chodzą do szkoły szybko zaczynają bardziej o siebie dbać - mówi ojciec Darek
(fot. Fot. Z archiwum misjonarza)

O Madagaskarze - pogrzeb

Religie się przenikają. - Najpierw my święcimy ciało zawinięte w płótna, potem oni je grzebią. To smutna ceremonia. Ale po 7-8 latach wykopują szczątki, myją je, chowają w małą trumienkę i wtedy dokonujemy drugiej części pogrzebu. Jest msza, modlitwa przy rozkopanym grobie. I to jest dla nich radosna okazja. Tańczą żegnając zmarłego do lepszego świata - opowiada Dariusz Marut.

Chaty są z bambusa obłożonego gliną. Na ziemi jest mata z trawy, na której śpi cała rodzina. Mają jeszcze jeden garnek do ryżu, drugi - mniejszy - do wody, jeden kubek do picia i zwykle każdy po jednym komplecie odzieży. Na nogi najwyżej klapki gumowe za złotówkę.

Żyją z uprawiania ryżu i cebuli. Tylko to tutaj rośnie, a i tak trzeba non-stop podlewać. Dochód na taką rodzinę, to w przeliczeniu ok. 120 zł na miesiąc. Wystarczy na dwa worki ryżu. No to go jedzą. Codziennie. I tylko to. Zalewają wodą ugotowaną z liśćmi.

100 zł za rok nauki? To śmieszna kwota!

Nie widzieli na żywo swoich adopcyjnych rodziców
Nie widzieli na żywo swoich adopcyjnych rodziców Fot. Z archiwum misjonarza

Na misji bakuje też książek, nawet słowników malgasko-francuskich
(fot. Fot. Z archiwum misjonarza)

Trudno się dziwić, że nie stać ich, by posłać dziecko do szkoły.

- Po pierwsze wolą, żeby dzieciaki zostały w domu i dbały o uprawy. Po drugie - nie mają pieniędzy na szkołę. Bierzemy za naukę opłaty, bo sami musimy zapłacić nauczycielom.

I właśnie stąd pomysł "Adopcji na odległość". - Kiedy rok temu ruszyłem z akcją, od ręki znaleźli się chętni, by zapewnić naukę dla 30 dzieciaków.

Pokochali Sedirka od razu

Nie widzieli na żywo swoich adopcyjnych rodziców
(fot. Fot. Z archiwum misjonarza)

O Madagaskarze - animiści

- Animiści, czyli wyznawcy kultu przodków, wierzą w zabobony. Mają tzw. tromby, czarownice, które nimi manipulują. Biorą pieniądze w zamian za załatwienie bezpieczeństwa od złych duchów. Zdarzają się nawet otrucia, żeby zastraszyć całą wioskę. Policja? Policjanci też się boją. Wierzą, bo się boją - zaznacza misjonarz

Wśród pierwszych była Jolanta Leszkowska.

- Co to jest 100 złotych rocznie?! Na taki cel! Ja nie należę do zamożnych, ale dla większości z nas to nie jest przecież problem odłożyć miesięcznie niecałe 10 złotych, żeby gdzieś na drugim końcu świata dać szansę rozwoju jakiemuś dziecku - mówi.

Kiedy tylko się zdecydowała i wpłaciła "czesne" za pierwszy rok nauki, od razu dostała pakiet informacji o "adoptowanym" dziecku.

- Ma na imię Sediry. Ale my na niego mówimy nasz Sedirek. Dostałam jego zdjęcie. Zaraz je powiększyliśmy i powiesiliśmy na ścianie. Cała nasza rodzina od razu go pokochała.

Placek od Herolda

- Ze 100 złotych, które wpłacam na rok - Herold ma nie tylko zapewnioną szkołę, ale zeszyty, komplet odzieży. Nie wiem, czy można lepiej wydać tyle pieniędzy - mówi pani Ola.
Kura dla rodziny w Polsce

To działa w dwie strony.

- Kiedy wyjeżdżałem do Polski, podszedł do mnie Herold i dał placuszek ryżowy mówiąc, żebym zabrał dla jego mamy w Polsce - dla pani Oli. Rodzice innego ucznia przynieśli żywą kurę. A proszę pamiętać, że oni taką kurę, mięso w ogóle, jedzą od święta, raz na kilka miesięcy. Taki gest! A ja musiałem ich przekonywać, że nie da rady, że przepisy, że mnie do samolotu z tą kurą nie wpuszczą.

Tęsknią

Nigdy się nie widzieli, nigdy ze sobą nie rozmawiali, a jednak między Malgaszami a Polakami tworzy się więź.

- Kiedy nauczyciel pyta ich o rodziców, to czasami pokazują zdjęcia tych z Polski. A kiedy raz zapytał: "Imię ojca? - I usłyszał "Ojciec Darek"! - ze śmiechem opowiada misjonarz.

Nic więc dziwnego, że tęskni za nimi. Odprowadzali jego i ojca Michała do autobusu całą gromadą.

- Wrócicie? - pytali uczniowie.

- Tak!

- Ale nie kłamiecie? - upewniali się.

- Dostałem SMS-a od jednej z sióstr, że dzieci przychodzą pod nasz dom, siadają i czekają. Pytają, kiedy wrócimy, a dokładnie - za ile niedziel.

Kiedy msza? Gdzie słońce?

- Tam się inaczej to wszystko mierzy. Dla nich czas to sprawa względna. Kiedy mówię, że msza będzie o godz. 8, to oni muszą wiedzieć, gdzie wtedy będzie słońce na niebie. Kiedy pytam, kiedy dziecko się urodziło, to słyszę: "A pamiętasz, to wtedy, kiedy cyklon przeszedł". A ja cyklonu nie pamiętam, bo jestem tam dopiero od półtora roku.

Od autorki

Narzekamy na sytuację w Polsce. Ale warunki, w jakich żyje większość z nas są nieporównywalnie lepsze od tych na Madagaskarze.

Ojciec Darek opowiadał nam, jak to na Madagaskarze, w buszu, gdzie prowadzi szkołę, jednego cukierka dzieci dzielą na siedem, czasem osiem osób.

- W taki zgrabny sposób każdy odgryza maleńki kawałek i podaje resztę innym - mówił misjonarz.

My możemy niewielkim wysiłkiem zapewnić im wykształcenie. Ale i oni mogą nas wiele nauczyć - choćby tego, jak dzielić się z innymi tym, co mamy. A może i zrozumieć, jak mamy wiele.

Weźmy te dzieci. Namawiamy do takiej adopcji. 100 zł to dużo i mało zarazem, ale myśl, że gdzieś tam w świecie daliśmy dziecku szansę na naukę - jest warta dużo więcej.

Wideo

Komentarze 31

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Czy jak będę wpłacał po 100 złotych co roku to po pewnym czasie przejdzie to dziecko na moją własność?
Nie wiem czy warto

A
Adriana

Czy ta akcja jest jeszcze aktualna? Bardzo chciałabym pomóc.

M
Marcin

Szczęść Boże.Pozdrowienia dla ojca Dariusza, Marcin i Krystyna z par.św.Rafała Kalinowskiego w Elblągu.A pro-po adopcji, uczestniczymy od początku, nasz adoptowany syn, to Maximin Alexice Razafiarison z Madagaskaru.

A
Andrzej

super sprawa ,powodzenia.to dobrze jest uczestniczyć w czymś takim co robicię . My z żoną też bedziemy chcieli się przyłoczyć do tego wszpaniałego pomysłu ktury uciesza dzieci kture tak niewiele potrzebują do tego by być szczęśliwym .Wspaniale i jeszcze raz gratuluje wytrwałości i Powodzenia.

G
Gość
Znasz go?? rozmawiałaś z nim??? wątpię.... Ja go znam znam również Rodzinę Darka i wiem że są to wspaniali ludzie a to że oceniasz człowieka po wyglądzie świadczy o Twojej płytkości umysłu.... obejrzyj jeszcze raz te zdjęcia oraz film i uderz się w czoło może jakieś klepki zaskoczą w końcu Bless

Typowa katolicka riposta...
M
MaTT
Nie on a kto, przecież widać, że to lepszy cwaniak ten wasz Darek. Tysiąc dzieci będzie uczył? Żałosny tekst dorobkiewicza. Może na początek zafundować tym dzieciom obiady a nie naukę religii

Znasz go?? rozmawiałaś z nim??? wątpię.... Ja go znam znam również Rodzinę Darka i wiem że są to wspaniali ludzie a to że oceniasz człowieka po wyglądzie świadczy o Twojej płytkości umysłu.... obejrzyj jeszcze raz te zdjęcia oraz film i uderz się w czoło może jakieś klepki zaskoczą w końcu Bless
100Marek
W dniu 05.03.2010 o 12:51, zigi napisał:

u jkiegoś ciołka coś zabolało wal się na ryj oszołomie


Z katolickim pozdrowieniem - Szczęść Boże.
~Aga~
W dniu 05.03.2010 o 17:00, ~Aga~ napisał:

Chcesz pomagać to pomóż dzieciom które nie mają śniadania w polskiej szkole. Jedno jabłko dziennie to jest to 100 zł na rok. Zaadoptuj polskie dziecko i uwierz mi, że jest wiele takich które potrzebują pomocy


Zresztą... każda taka akcja /Madagastar/, jest skierowana w krzewienie kultury katolickiej. Dobry biały człowiek przychodzi, daje kasę na edukację i pokazuje swojego boga. W Polsce już się zaczyna robić bałagan, ludzie jakoś mniej chętnie bywają w kościółku wzorem Irlandii bo nagle pedofilia i wszelkie bezeceństwa wypłynęły na otwarte oceany. Czas aby reformować niegramotnych:) W nich siła. Oby tylko znowu nie było rzeźni jak to się stało w Rwandzie
~Aga~
W dniu 05.03.2010 o 16:36, Aga2 napisał:

Ale w tej szkole nie uczy się religii. To szkoła, w ktorej dzieciaki uczą się pisać, czytać, itp. A poza tym, Aga, nie płać, jesli nie chcesz. Ale jesli ktos chce, to daj se luz. Wylewaj ta żółć gdzieś indziej.


Chcesz pomagać to pomóż dzieciom które nie mają śniadania w polskiej szkole. Jedno jabłko dziennie to jest to 100 zł na rok. Zaadoptuj polskie dziecko i uwierz mi, że jest wiele takich które potrzebują pomocy
A
Aga2

Ale w tej szkole nie uczy się religii. To szkoła, w ktorej dzieciaki uczą się pisać, czytać, itp. A poza tym, Aga, nie płać, jesli nie chcesz. Ale jesli ktos chce, to daj se luz. Wylewaj ta żółć gdzieś indziej.

~Aga~
W dniu 05.03.2010 o 12:55, Gość napisał:

NA jaką cholerę się wypowiadasz jeśli nie znasz Darka ty może byś oszukał ludzi w ten sposób ale nie on ciołku


Nie on a kto, przecież widać, że to lepszy cwaniak ten wasz Darek. Tysiąc dzieci będzie uczył? Żałosny tekst dorobkiewicza. Może na początek zafundować tym dzieciom obiady a nie naukę religii
G
Gość
W dniu 26.02.2010 o 21:11, Ostrożny napisał:

Ty, zapewne wątrobę masz zamiast tego co powinieneś mieć w głowie. Historia zna wiele przypadków podobnych oszustw. By daleko nie szukać to sprawa stoczni i pan z Torunia. A swoją drogą pewnie nie wiesz, że każdy z nas dokłada do misjonarzy - ze swoich podatków. Jeżeli będzie ci się chciało to zgłębisz ten wątek. Ja sprawy ci nie ułatwię.


NA jaką cholerę się wypowiadasz jeśli nie znasz Darka ty może byś oszukał ludzi w ten sposób ale nie on ciołku
L
Lidia

Witam.ja od razu wpłaciłam 100zł i jestem szczęśliwa,że mogę pomagać.Będę też namawiać innych do włączenia się w akcję Ojca Darka,jak nie Jemu zaufać to komu wreszcie?Każdego na to stać! Mam też pomysł,aby wszyscy "rodzice"adopcyjni zrzeszyli się w swoim działaniu,moglibyśmy się spotykać czasami i podzielić wrażeniami,bo jak czyta się O.Darka opowieści to łzy same napływają.Są już wśród nas osoby z doświadczeniem w adopcji na odległość,mogłyby pokazać zdjęcia,listy i opowiedzieć o tym co ich najbardziej wzrusza.A najlepiej gdyby w Gazecie częściej ukazywały się takie artykuły,bo jest ich za mało.Ludzie właśnie po przeczytaniu najszybciej reagują,potem każdy zapomina.Miałam przyjemność rozmawiać z O. Darkiem przez tel.w piątek,czuję się zaszczycona,że do mnie zadzwonił.To wspaniały i ciepły człowiek,tylko Taki może być prawdziwym misjonarzem.Można by O.Darka na takie spotkania zapraszać jak będzie w Polsce,na pewno każdy by słuchał opowieści o Madagaskarze z zaciekawieniem!! Też myślałam o tym,aby zaprosić dziecko kiedyś na wakacje,Ale bilet jest bardzo drogi.Gdybyśmy się zrzeszyli to można by złozyć się choć na jeden bilet np: dla Pani Kozickiej,aby tam pojechała i zrobiła fajny reportaż,no i oczywiście fotki "naszym" dzieciom.Co Wy na to? J co na to Pani Agata?

M
Michasia

A ja wolę zaufać komuś i czasami się naciąć. Komus trzeba zaufać, bo jesli tego nie zrobimy, to będziemy jak cyborgi. Może nie wy6, ale znam ludzi, ktorzy nie pomagają nikomu, choć mają mnóstwo kasy, a tłumaczą to tym, że kiedyś komus coś dali,jakieś ciuchy komuś, kto chodził po bloku prosząc o pomoc, a potem znaleźli je na śmietniku. Jasne, są oszuści. Ale to nie jest argument, żeby nikomu nie pomagac. Musi być cieżej życ bojąc się, że za każdym rogiem czai sie oszust. Polecam odrobine zaufania. Za którymś razem się opłaci. Obiecuję.

g
gastronomik pamieta

darek trzymaj sie jestesmy z toba

Dodaj ogłoszenie